Poznań. Stowarzyszenie Plac Wolności pyta: „Gdzie jest nasz prezydent?”

Remont Święty Marcin - Niepodległości (zdj. ilustracyjne) fot. Sławek Wąchał

W centrum Poznania upadają kolejne lokale, kolejne firmy zamykają siedziby. – Gdzie jest prezydent? – pyta Maria Sokolnicka-Guzek ze stowarzyszenia Plac Wolności. – Ostrzegaliśmy, prosiliśmy o pomoc, wskazaliśmy możliwe rozwiązania. Prezydent nie zrobił nic.

Maria Sokolnicka-Guzek przypomina słowa prezydenta Jacka Jaśkowiaka, gdy mówił, że niektóre firmy przetrwały wojnę, komunę, inflację, i inne kryzysy, więc przetrwają remonty.
– Z perspektywy czasu, przypominając sobie to, co mówił na spotkaniu w kwietniu, widzę, jak bardzo się przeliczył – podsumowuje.

Z centrum znikają firmy

Bo z centrum Poznania znikają kolejne lokale. Sklep „Taternik”, lokal „Fuzz”, klubokawiarnia „Zemsta” – to tylko kilka z nich. Nad przeprowadzką zastanawia się też bar Caritas „U Krystyna”. Powodem są oczywiście nie tylko remonty – ale razem z podwyżkami cen energii i ogrzewania, inflacja i galopującymi cenami żywności stworzyły wybuchową mieszkankę, z którą wiele firm nie jest w stanie sobie poradzić. Nawet jeśli były to firmy, które przed kryzysem dawały sobie radę bardzo dobrze.

Tymczasem prezydent, jak uważają działacze stowarzyszenia, nie robi nic, by pomóc lokalnym firmom. Wręcz przeciwnie. Działacze Stowarzyszenia Plac Wolności wiedzą o tym bardzo dobrze, bo niejednokrotnie próbowali zwrócić uwagę prezydenta na te problemy. W odpowiedzi zaznaczył, że kryzys to także wielka okazja dla firm, które potrafią szukać rozwiązań. I radził przedsiębiorcom „przyciągnąć dobrą kuchnią, jakością, pomysłem”.
– Dlaczego prezydent Jacek Jaśkowiak kreuje się na groźnego boksera? – pyta Anna Sokolnicka-Elzanowska ze stowarzyszenia. – Dlaczego mieszkańców też traktuje jak przeciwników? Dlaczego zamiast spotykać się i wysłuchać poznaniaków, ich unika? Dlaczego zamiast pomagać – straszy, poucza i deprecjonuje? Dlaczego nie uznaje ważnych dla nich wartości? Dlaczego nie reaguje na prośby o pomoc? Doświadczamy obecnie olbrzymiej zmiany, w której prezydent traktuje mieszkańców, aktywistów i dziennikarzy jak swoich największych antagonistów politycznych. Niestety, ich też straszy swoimi bokserskimi umiejętnościami.

Wszystkie grzechy prezydenta

Stowarzyszenie Plac Wolności wylicza kolejne grzechy i zaniedbania prezydenta Jaśkowiaka: przez ostatnie miesiące prezydent nie poświęcał uwagi ważnym kwestiom miejskim, nie uczestniczył w sesjach Rady Miasta (poza absolutoryjną), nie odpowiadał na petycje, nie przejmował się trudną sytuacją w centrum miasta czy problemami komunikacyjnymi i nie uczestniczył w otwartych spotkaniach z mieszkańcami.

– Teraz zamiast zająć się ważnymi sprawami, wybrał taktykę pochodzącą z ringu – walkę w dystansie. Nadal jest z dala od poznaniaków, ale blisko niektórych mediów – uważa Maria Sokolnicka-Guzek. – Zamiast spotkać się z mieszkańcami, obrońcami przyrody czy przedstawicielami upadających małych przedsiębiorstw, udziela wywiadów. Opowiada dużo o sobie, ale też straszy i deprecjonuje. Nie dąży do kompromisu i pomocy, uznania racji mieszkańców, ich wartości i potrzeb. Atakuje i wprost przypomina, że jest bokserem – a my pytamy, gdzie jest prezydent?

Dlaczego nie ma audytu? Stowarzyszenie przypomina kilka faktów: w marcu wysłało do prezydenta petycję przedsiębiorców z prośbą o otwarte spotkanie i pomoc w związku z trudną sytuacją wynikającą z prowadzonych w centrum remontów i zagrożeń z nimi związanych. Ale w kwietniu prezydent odmówił otwartego spotkania, proponując w zamian spotkanie z przedstawicielami.

Ostatecznie, po negocjacjach, strona społeczna zgodziła się na spotkanie w tej okrojonej formie proponowanej przez prezydenta. Wzięli w nim udział przedsiębiorcy, mieszkańcy, restauratorzy i członkowie Stowarzyszenia Plac Wolności oraz kilkunastu przedstawicieli Urzędu Miasta Poznania.

Społecznicy ponownie przedstawili apel o pomoc – wcześniej zaprezentowali go radnym podczas sesji – poinformowali o pogłębiającej się trudnej sytuacji wynikającej z długotrwałych remontów, które wtedy dotykały ul. Św. Marcin, al. Marcinkowskiego i Starego Rynku. Ostrzegali, że wiele małych firm jest zagrożonych upadkiem – i to się właśnie teraz dzieje.

Dlaczego nie ma audytu?

Przedsiębiorcy i mieszkańcy tych miejsc w centrum, w których są prowadzone inwestycje, wskazywali na potrzebę ich audytu – na co dzień widzą, że prace są źle prowadzone, źle oznakowane, na placu budowy często całymi dniami nic się nie dzieje, a z Biurem Koordynacji Projektów i Rewitalizacji Miasta, Poznańskimi Inwestycjami Miejskimi nie sposób się porozumieć. Wskazywali też, że przez źle prowadzone remonty miasto naraża się na procesy sądowe, których skutkiem będą wysokie odszkodowania, a to trudno nazwać inaczej niż marnotrawieniem pieniędzy publicznych w trudnych czasach.

Prezydent nie udzielił żadnego wsparcia, jak twierdzą uczestnicy spotkania. „Odpowiedzią na spotkanie były natomiast ciosy: zamiast kampanii promocyjnej centrum – posty prezydenta o rozmachu na budowach, zamiast wsparcia – rady i pouczenia w wywiadach, by lepiej prowadzić biznesy, zamiast audytu i wprowadzenia zmian – informacje o tym, że tak musi być i że to wina unii”.

Stowarzyszenie Plac Wolności jest zdania, że najbliższa przyszłość centrum przedstawia się pesymistycznie. I przekazało prezydentowi kolejny list otwarty w tej sprawie, dotyczący zarówno odpowiedzi na petycję w sprawie obrony istniejącej zieleni przy ul. 27 Grudnia jak i wniosków o rozliczenie się z podjętych przez prezydenta zobowiązań wobec staromiejskich przedsiębiorców oraz mieszkańców.

Podziel się: