Poznań: Przedsiębiorcy poszkodowani przez remonty łączą siły. „Wyciągnęliśmy rękę po pomoc, a otrzymaliśmy obraźliwe rady”

Koalicja Centrum fot. K. Adamska

Zwracali uwagę, że oni tracą klientów i pieniądze, a remonty nie są prowadzone tak jak należy. Ale zamiast pomocy dostali radę od prezydenta Jaśkowiaka, by poprawili jakość usług. Przedsiębiorcy ze strefy remontu zawiązali Koalicję Centrum i postanowili walczyć o swoje.

Remonty w centrum Poznania dają się we znaki wszystkim, którzy tu mieszkają, muszą coś załatwić lub tędy przejechać. Najgorzej jednak mają tutejsi przedsiębiorcy, którzy boją się, że przez remonty poupadają ich firmy.

Jaśkowiak: „Szukajcie rozwiązań”

Obawy niestety, nie są płonne. Remont trwa na Starym Rynku, ulicy Podgórnej, Marcinkowskiego, 27 Grudnia, Mielżyńskiego i Świętym Marcinie – a to tylko te główne prace, uniemożliwiające przejazd, a najczęściej także i przejście w ich rejonie. Ci, którzy mają tu firmy, sklepy czy zakłady usługowe, odnotowali znaczny spadek klientów, którzy nie mogą tu ani dojść – ani dojechać, bo samochodem się nie da, a tramwaje nie kursują z powodu remontów. Nie dość, że firmy dostały w kość podczas pandemii i nie zdążyły odbić od dna – to teraz dobijają je remonty w centrum.

Przedsiębiorcy próbowali rozmawiać z władzami miasta. Bo nie negują potrzeby wykonywania remontów, ale nie takich, które utrudniają życie, dojazd czy dojście do budynków, ograniczają możliwość prowadzenia działalności handlowej – i to przez co najmniej półtora roku. W dodatku codziennie przechodząc koło placu budowy widzą, że tam nic się nie dzieje, prace praktycznie nie są prowadzone, co oznacza, że remonty mogą się jeszcze przedłużyć.

Ale prezydent Jacek Jaśkowiak, po spotkaniu z przedsiębiorcami przekonywał w telewizji WTK, że mieszkańcy rozumieją uciążliwości związane z tymi drobnymi remontami i akceptują je. Jego zdaniem przedsiębiorcy powinni ten czas traktować jak szansę i szukać rozwiązań zgodnie z tym, co mówił premier Churchill, nazywając każdy kryzys wielką okazją. I poradził im, żeby poprawili jakość usług, kuchnię i pomysły na swoją firmę, by zachęcić ludzi do przychodzenia i przetrwać. Bo można albo coś zrobić, albo po prostu narzekać, jęczeć, mówić, że się nie da i nic nie robić.

Pomoc od miasta? Nie ma

Miasto nie zaoferowało przedsiębiorcom żadnej pomocy – poza obniżką czynszu tym, którzy wynajmują lokal od ZKZL, ale takich jest naprawdę niewielu. Mogą złożyć wnioski o częściowe lub całościowe umorzenie czy też odroczenie opłaty z tytułu podatku od nieruchomości, a miasto je uwzględni – albo nie. Więcej pomocy władze miasta nie przewidują, bo pomoc prywatnym firmom byłaby niezgodna z prawem. Przedsiębiorcy więc postanowili sami zawiązać grupę walczącą o swoje prawa – Koalicję Centrum.

„To nie są, jak uważa pan prezydent Jaśkowiak “drobne remonty”, a sposób ich prowadzenia jest daleki od zadowalającego poziomu” – informują w swoim oświadczeniu. – „Na budowach są pustki, okolica straszy, nie ma zapewnionych dojazdów, bywa wręcz niebezpiecznie – problemów jest multum, wskazujemy je włodarzom, lecz nie widzimy stanowczej reakcji, która poprawiłaby nasze funkcjonowanie. Mamy olbrzymie zastrzeżenia do wykonawcy generalnego – firmy Tormel. Uważamy, że materiały wykonawcze powinny być zabezpieczone przed rozpoczęciem budowy (tak jak to praktykowane jest w innych miastach)”.

Społeczników zastanawia też fakt, że pomimo kłopotów z siłą roboczą oraz problemami z materiałami budowlanymi, o czym prezydent wspomniał już kilkakrotnie, firma Tormel realizuje coraz to nowe miejskie inwestycje. Ustalili też, że spółka PIM otrzymuje wynagrodzenie za prowadzenie inwestycji na zasadzie procentu od założonego budżetu budowy – zamiast wypłaty za sprawnie ukończone i dobrze zarządzane inwestycje.

– Widzimy ewidentny brak nadzoru nad wykonawcą, który ma przestoje, bałagan i nie szanuje okolicznych mieszkańców i przedsiębiorców – mówi Paweł Wędrychowicz, przedsiębiorca i mieszkaniec Alei Marcinkowskiego, którego firma poniosła już straty liczone w setkach tysięcy zł. Straty notują również reprezentowani przez niego najemcy lokali z branży kosmetycznej, medycznej, odzieżowej, finansowej i adwokackiej, nie mówiąc już o utrudnieniach w działalności. Ich klienci niestety często rezygnują z ich usług i wybierają łatwiej dostępne miejsca.

Koalicja Centrum bierze się do pracy

Koalicja Centrum zamierza społecznie nadzorować działania miasta i domagać się respektowania interesu przedsiębiorców, którzy dają pracę tysiącom poznaniaków.
– Zależy nam na konkretnym wsparciu – podkreśla Anna Sokolnicka-Elzanowska, przedsiębiorczyni z placu Wolności, która prowadzi tu firmę od 25 lat, jako piąte pokolenie z rzędu. – Chcielibyśmy też, aby urząd miasta zmienił sposób komunikacji zarówno do nas, jak i do poznaniaków na temat tego, co dzieje się w centrum. Wiele z firm swoją wartość budowało przez pokolenia, wspólnym wysiłkiem udało się przetrwać wojnę, komunę, pandemię, a dziś przedsiębiorców dobijają fatalnie prowadzone miejskie inwestycje. My chcemy w tym czasie nie wiadomo ile zarobić. My chcemy przetrwać. I chcemy, by remonty były prowadzone skutecznie i szybko.

Problemy w tym rejonie mają zresztą nie tylko przedsiębiorcy. Na całym terenie remontów Projektu Centrum jest problem z oznakowaniem przejść dla pieszych, nie ma oświetlenia, co jest poważnym problemem po zmroku, zwłaszcza przy nierównej nawierzchni, bo nikt nie zadaje sobie trudu, by przygotować przejścia dla pieszych tak, aby były profesjonalne i bezpieczne. W rezultacie piesi po zmroku brną w ciemnościach po kostki w piachu.

Przedsiębiorcy deklarują, że w ich lokalach będą się regularnie pojawiały prawdziwe informacje o remontach w centrum i o problemach, jakie się z tym wiążą, uzyskane dzięki społecznemu nadzorowi. Koalicja Centrum będzie je publikować także w mediach społecznościowych dla dobra miasta, przedsiębiorców i wszystkich poznaniaków. Bo nie może być tak, by wykonawca remontu nie pracował jak należy, a mimo to był traktowany w uprzywilejowany sposób przez władze miasta.

– Dziś jeszcze w centrum miasta funkcjonuje wiele oryginalnych sklepów, restauracji, firm – mówi Maria Sokolnicka-Guzek, przewodnicząca Stowarzyszenie Plac Wolności. – Chcemy razem wspierać się jako mieszkańcy i przedsiębiorcy, jako lokalny biznes. A robimy to dlatego, że coś nie działa na styku obywatele – urząd miasta. Wyciągnęliśmy rękę do prezydenta i urzędu po pomoc, a otrzymaliśmy obraźliwe rady.

Podziel się: