Piłkarze Lecha poczuli smak mistrzostwa przy ostatnim rywalu, którym był Radomiak Radom. Kolejorz zapewnił sobie dziesiąty tytuł w historii oraz pierwszy dublet od 33 lat szesnastego maja, wygrywając 3:1 na wyjeździe. Ten sam przeciwnik przyjeżdża na Bułgarską w niedzielę, 20 września, o 20:15. Tym razem jednak to gospodarze potrzebują wieczoru, który pozwoli im uspokoić nerwy.
Dwie wyprawy, które zatrzymały mistrza
Wszystko wyglądało inaczej jeszcze dziesięć dni temu. Lech wygrywał kolejne spotkania, rozbijał rywali w pucharach europejskich, a w lidze od marca nie odnotował porażki. Później pojechał do Zabrza, gdzie przez większą część meczu prowadził z Górnikiem 1:0. Spotkanie zakończyło się jednak przegraną 1:2 przy jednym celnym strzale w całym meczu.
Sytuacja pogorszyła się cztery dni później na Selhurst Park. Crystal Palace wygrało 4:0, więc mistrz Polski wrócił z Londynu z lekcją, której nie można po prostu przespać do rana. Lech stracił sześć bramek w dwóch meczach wyjazdowych. Cztery z nich padły po stałych fragmentach gry, a trzy po rzutach rożnych. Nie jest to pech ani przypadek. To schemat, który rywale zdążyli już zapisać.
Szkoleniowiec czekający na własną drużynę
Po przeciwnej stronie boiska pojawi się człowiek, który w Ekstraklasie prowadzi Radomiaka samodzielnie dopiero po raz drugi. Rafał Grzyb przejął stery w zespole 8 września, gdy Tomasz Kaczmarek przyjął ofertę Rakowa Częstochowa. Do Radomia przyjechał dwa miesiące wcześniej, by być asystentem Kaczmarka.
Rafał Grzyb jest postacią rozpoznawalną w polskiej piłce, lecz z innego powodu. Rozegrał w Jagiellonii ponad 260 meczów jako zawodnik, a z tym klubem zdobył Superpuchar oraz Puchar Polski. Następnie przez sześć lat pracował w Białymstoku jako asystent i dwukrotnie tymczasowo prowadził pierwszy zespół. Na własną ławkę w najwyższej klasie rozgrywkowej czekał do 43. roku życia. W debiucie u siebie przegrał z Piastem Gliwice 0:2.
Najsłabszy atak w całej lidze
Po ośmiu kolejkach Radomiak zajmuje czternaste miejsce z ośmioma punktami. Gorsza od niego jest tylko strefa spadkowa. Fanów Radomiaka najbardziej niepokoi jednak coś innego: jego piłkarze strzelili tylko sześć bramek w ośmiu meczach. Żadna inna drużyna w Ekstraklasie nie dysponuje słabszą ofensywą.
Jeden zawodnik zapewnił połowę tych bramek. Rafał Wolski zdobył trzy z sześciu goli, ale właśnie on doznał urazu w poniedziałkowym meczu z Piastem. Nie jest pewne, czy wystąpi w Poznaniu. Bez niego Radomiak będzie dysponować atakiem, który w tym sezonie w meczach wyjazdowych strzelił tylko jedną bramkę, tracąc przy tym osiem.
Wyjazdy w ogóle nie służą Zielonym. W trzynastu ostatnich meczach ligowych na wyjeździe wygrali tylko raz, pod koniec kwietnia w Płocku. Od tego czasu pięć kolejnych wyjazdów zakończyli bez zwycięstwa.
Bułgarska, na której Radomiak wciąż nie wygrał
Gościom nie pomaga również historia tych spotkań. Ostatni raz Radomiak pokonał Lecha 11 grudnia 2021 roku, wygrywając u siebie 2:1. Od tamtego czasu minęły niemal cztery lata, w których radomianie nie wygrali żadnego ligowego meczu z Kolejorzem.
Nigdy nie wygrali w Poznaniu. Od powrotu do Ekstraklasy odwiedzili Bułgarską pięć razy i wywieźli z niej tylko jeden remis 0:0. W pozostałych czterech meczach przegrywali kolejno 0:1, 0:2, 1:2 oraz 1:4. Sam Lech w lidze nie przegrał u siebie od 31 stycznia, gdy uległ Lechii 1:3. Od tego momentu jedenaście ligowych spotkań przy Bułgarskiej zakończyło się bez porażki.
Kogo zabraknie w składach
Niels Frederiksen ma jednak poważny problem z ułożeniem składu. Kontuzje wykluczają Ali Gholizadeha, Alexa Douglasa oraz Antoniego Kozubala. Do tej listy najpewniej dołączy Gustav Berggren, który nabawił się urazu dzień przed wyjazdem do Londynu. Pablo Rodriguez miał problemy mięśniowe w drugiej połowie meczu z Crystal Palace.
Bez Elvesa Balde i Conrado przyjedzie Radomiak, ponieważ obaj leczą kontuzje. Do tego dochodzi niepewny występ Wolskiego. Obie drużyny są w kiepskich nastrojach i obie poskładano z tego, co aktualnie zostało.
Ostatni mecz przed przerwą reprezentacyjną
Dziewiątą kolejkę zamknie to spotkanie, a zaraz po nim rozpocznie się pierwsza jesienna przerwa reprezentacyjna. Dopiero 10 października Lech wróci do gry w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu. Trzy tygodnie to sporo czasu na przemyślenia, a ich temperatura będzie zależeć od tego, co wydarzy się w niedzielę wieczorem.
Górnik Zabrze prowadzi w tabeli z 21 punktami po ośmiu meczach. Legia ma 16 punktów i tyle samo Lech, choć ten drugi ma w zapasie jeden mecz zaległy. Mistrz utrzymałby bezpośredni kontakt z czołówką w razie wygranej. Porażka lub remis sprawiłyby, że Kolejorz pojedzie na przerwę z trzema meczami bez zwycięstwa.
Spotkanie poprowadzi Jarosław Przybył z Kluczborka. Transmisję przeprowadzą TVP Sport oraz Canal+ Sport 3. Na trybunach spodziewanych jest około 24 tysięcy widzów, co stanowi nieco ponad połowę pojemności ENEA Stadionu.
Pół pustego stadionu w niedzielny wieczór, rywal z najsłabszym atakiem w lidze oraz mistrz Polski, który w pięć dni stracił sześć goli. To mecz bez historii, jeśli patrzeć na papier. W praktyce jest to jednak pierwszy wieczór tego sezonu, w którym Lech musi udowodnić nie przeciwnikowi, lecz samemu sobie, że ostatni tydzień był jedynie wypadkiem przy pracy.