O czymś, czego wcześniej nikt nie widział, pisała latem 1924 roku wielkopolska prasa. Zdarzenie to porównywano do wojny, choć istniała różnica polegająca na tym, że wojna oszczędziła przynajmniej tę polską dzielnicę, natomiast niczego nie oszczędziła ta klęska. Określenie „śmierć lasów” pojawiało się w nagłówkach.
Niepozornym sprawcą był nocny motyl, którego zwykły spacerowicz nigdy by nie dostrzegł.
Trzy lata i po lesie
W 1922 roku w Puszczy Noteckiej pojawiła się strzygonia choinówka, którą nazywano wtedy sówką choinówką. Liczba tych owadów w pierwszym sezonie była niewielka. Gąsienice w drugim roku zjadły igliwie na obszarze drzewostanów, który według dzisiejszych szacunków leśników wynosi od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu tysięcy hektarów. Owady wyginęły w trzecim roku, jednak las nie żył już wtedy.
Następnie pojawiły się szkodniki wtórne. Cetyńce, czyli chrząszcze z rodziny kornikowatych, oraz brudnica mniszka zaatakowały sosny, które były osłabione i ledwo trzymały się przy życiu. Nadleśnictwo Międzychód podaje, że konsekwencją była konieczność wycięcia i zniszczenia ponad osiemdziesięciu procent powierzchni leśnej puszczy.
Krajobrazu, którego nie można nazwać lasem, dowodzą zdjęcia z 1928 roku. Widać na nich pnie, piach oraz pagórki.
Dlaczego akurat tutaj
Między Wartą a Notecią rozciąga się Puszcza Notecka, która zajmuje około stu trzydziestu trzech tysięcy hektarów. Choć brzmi to jak wodny raj, jest to jedynie złudzenie. Rzeki oraz cieki praktycznie nie występują wewnątrz kompleksu, a większość tego obszaru stanowi największy w Polsce zespół wydm śródlądowych, które są piaszczyste, ubogie i stale przesuszone.
Sosnę, jako jedyny gatunek, sadzono na takim podłożu przez cały XIX wiek. Las jednopiętrowy, jednowiekowy i jednogatunkowy nie stanowi dla szkodników owadzich przeszkody, lecz jest dla nich szwedzkim stołem. Pod koniec XIX wieku wprowadzono pierwsze cięcia pielęgnacyjne mające stopniowo poprawić ten stan, jednak zmiany postępowały zbyt wolno, a zaległości okazały się zbyt duże.
Las nie posiadał żadnego zabezpieczenia w momencie, gdy nadeszła gradacja. Zaatakowano wszystko, ponieważ poza sosną nie było czego atakować.
Las posadzony od nowa – i ta sama pułapka
Przeważająca część tego, co obecnie rośnie w Puszczy Noteckiej, została posadzona po wystąpieniu klęski. Sosna stanowi około dziewięćdziesięciu trzech procent drzewostanu. Do dzisiaj zachwiana pozostaje struktura wiekowa, gdyż drzewa są w dużej mierze rówieśnikami, ponieważ zasadzono je w tym samym momencie historii.
Można powiedzieć, że odtworzono las, lecz jednocześnie odtworzono podatność. Wprost mówią o tym Lasy Państwowe. Brudnica mniszka, strzygonia choinówka, barczatka sosnówka, poproch cetyniaka oraz boreczniki sosnowe wciąż są wymieniane wśród najgroźniejszych zagrożeń dla puszczy, co w dużej mierze stanowi tę samą listę, która widniała przed stu laty.
Do dawnych zagrożeń dołączyło jedno, którego nikt nie brał pod uwagę w latach dwudziestych. Na terenie puszczy stale obniża się poziom wód gruntowych, przez co woda staje się dla korzeni praktycznie niedostępna. Niskie opady oznaczają susze, uszkodzenia upraw leśnych oraz bardzo wysokie zagrożenie pożarowe, a kompleks ten jest jednym z najbardziej palnych w kraju przez dominację borów sosnowych na suchych siedliskach.
Nowy problem: wody jest coraz mniej
Wieże obserwacyjne oraz punkty czerpania wody rozsiane po leśnych drogach wynikają z tej sytuacji. Warunkiem istnienia lasu jest tutaj ochrona przeciwpożarowa, a nie tylko dodatkiem.
Leśny Kompleks Promocyjny „Puszcza Notecka”, który obejmuje osiem nadleśnictw z trzech regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych, powołano w 2004 roku. Hodowla drzewostanów różnowiekowych i różnogatunkowych, dopasowanych do siedliska, jest jego celem. Sosna jednak pozostaje głównym gatunkiem ze względu na ubogie gleby i jeszcze długo nim pozostanie.
Przebudowa, która potrwa dłużej niż jedno życie
Właśnie taka jest skala tej historii. Trzy lata trwała katastrofa. Naprawianie jej trwa sto dwa i nie zostało zakończone.
Ciemny, równy i spokojny bór widzi dziś osoba, która wjeżdża rowerem między Sieraków a Międzychód. Żadna rzecz w nim nie zdradza, że nie jest to stary las, lecz druga próba podjęta przez ludzi, których pracę wciąż poprawiają ich wnuki.