Wielkopolska

Forty, które miasto wchłonęło. Dni Twierdzy Poznań 2026

Kiedy ktoś jedzie na cmentarz Miłostowo pożegnać bliską osobę, prawdopodobnie nie wie, że przekracza próg pruskiego fortu. A tak jest. Zakład kremacji uruchomiony tam w 1993 roku, pierwszy w Polsce, mieści się w murach Fortu IIIa. Budowla wzniesiona po to, żeby zatrzymać rosyjską artylerię, zaczęła drugie życie jako miejsce, do którego przyjeżdża się w najtrudniejszym dniu.

To nie jest wyjątek. To reguła.

Twierdza, która miała pilnować miasta

Projekt twierdzy, autorstwa Johanna Leopolda von Bresego, zatwierdzono w 1828 roku. Tego samego lata, 23 czerwca, zaczęto kopać rowy pod fosy na Wzgórzu Winiarskim. Powstał tam Fort Winiary, czyli dzisiejsza Cytadela, największy z poznańskich obiektów obronnych i serce całego układu.

Powód był geograficzny, nie sentymentalny. Granica z Rosją przebiegała wtedy około sześćdziesięciu kilometrów od miasta, a Poznań leżał na szlaku między Berlinem a wschodem. Prusacy potrzebowali tu zamka na drzwiach. Budowa wewnętrznego pierścienia ciągnęła się przez kilka dekad, a w 1864 roku fortom nadano nazwy pruskich generałów.

Potem zmieniła się technika i wszystko trzeba było robić od nowa. Gwintowane lufy pozwalały strzelać dalej, więc mury tuż przy śródmieściu przestały cokolwiek chronić. Od 1876 roku Prusacy wznosili więc drugi, szeroko rozstawiony pierścień. Powstało w sumie osiemnaście fortów, które przez dziesięciolecia skutecznie blokowały rozrost miasta. Twierdza, która miała Poznań chronić, przez większość swojego istnienia głównie go dusiła.

Fort, w którym zaczęło się najgorsze

Fort VII przy alei Polskiej jest najlepiej zachowanym obiektem całego zespołu. Jest też miejscem, o którym najtrudniej pisać spokojnie. Dziesiątego października 1939 roku Niemcy uruchomili w nim Konzentrationslager Posen, pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny na terenie okupowanej Polski. Sami nazywali go obozem krwawej zemsty.

To tutaj po raz pierwszy użyto gazu do masowego zabijania ludzi. Ofiarami byli pacjenci oddziałów psychiatrycznych, w tym szpitala w Owińskach. Szacunki dotyczące liczby osób, które przeszły przez fort, różnią się w zależności od źródła i wahają się od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy. Ofiar śmiertelnych mogło być kilkanaście tysięcy, a wielu więźniów zginęło już poza fortem, w podpoznańskich lasach.

Obóz działał do wiosny 1944 roku, potem Niemcy urządzili w tych samych kazamatach montownię na potrzeby zbrojeniówki. Muzeum Martyrologii Wielkopolan działa tam od 1979 roku, a w latach 2018-2023 fort przeszedł gruntowną renowację, dzięki której udostępniono pomieszczenia zamknięte przez dekady. Jedyny fort, którego historia nie potrzebuje żadnej reinterpretacji.

Dyskoteka, biurowiec, krematorium

Reszcie poznańskich fortów historia przydzieliła role, których nikt nie planował. Fort VIII przy ulicy Rumuńskiej, kilkaset metrów od dzisiejszego stadionu, w czasie wojny był obozem jenieckim Stalag XXI D. Po wojnie służył jako magazyn, w latach dziewięćdziesiątych trafił w prywatne ręce, działała w nim dyskoteka, od 1994 roku zbiera się tam klub motocyklowy, a od 2003 roku mieści się scena muzyczna.

Bastion IV Colomb w parku Marcinkowskiego, przez lata niemal całkowicie zasypany, dostał na dole pub. Na Bastionie Grolmana przy placu Andersa stanął biurowiec. W Forcie Winiary działa Muzeum Uzbrojenia z parkiem sprzętu wojskowego, w którym stoi czołg znany kilku pokoleniom z telewizji. Kilka kilometrów dalej ten sam typ budowli przyjmuje żałobników.

Trudno o lepszy dowód, że miasto potrafi strawić prawie wszystko, co mu się postawi na drodze.

Zimowi lokatorzy

Najbardziej zaskakujący najemcy poznańskich fortów nie płacą czynszu i nie zostawiają śmieci. Chłodne, wilgotne, stabilne termicznie kazamaty okazały się idealnymi zimowiskami dla nietoperzy. W 2004 roku fortyfikacje objęto ochroną jako obszar Natura 2000 pod nazwą Fortyfikacje w Poznaniu, obejmujący dwadzieścia dwa obiekty.

Skala jest poważna. W sezonach zimowych w latach 2014-2018 zimowało tu od blisko tysiąca ośmiuset do przeszło dwóch i pół tysiąca nietoperzy należących do co najmniej jedenastu gatunków. To najważniejsze znane zimowisko nocka dużego w Wielkopolsce i jedno z ważniejszych w kraju. Dlatego część fortecznych korytarzy jest od połowy września do połowy kwietnia zamknięta dla ludzi, a wejście tam w środku zimy nie jest wykroczeniem przeciwko dobremu wychowaniu, tylko przeciwko prawu ochrony przyrody.

Pruscy inżynierowie projektowali te wnętrza z myślą o prochu, który nie może zawilgotnąć. Wyszło im schronisko dla ssaków, o których istnieniu nie mieli pojęcia.

Weekend, w którym forty się otwierają

Przez większość roku te miejsca są zamknięte, prywatne albo po prostu niebezpieczne. Raz w roku otwierają się prawie wszystkie. W ostatni weekend sierpnia, 29 i 30, odbędzie się czternasta edycja Dni Twierdzy Poznań, jednej z największych w Polsce imprez poświęconych fortyfikacjom. Pierwsze wydarzenia towarzyszące zaplanowano już na piątek 28 sierpnia w Rezerwacie Archeologicznym Genius loci.

Do zwiedzania przygotowano ponad dwadzieścia obiektów: forty, schrony przeciwlotnicze, podziemia i dawne zaplecze wojskowe. W programie są oprowadzania z przewodnikami, spacery historyczne, rekonstrukcje, wystawy i gra terenowa prowadząca przez kolejne forty. Wstęp do większości miejsc jest bezpłatny, choć przy wejściu zwykle stoi puszka na dobrowolny datek. Program tworzą nie urzędnicy, tylko opiekunowie obiektów, stowarzyszenia i pasjonaci, którzy przez resztę roku wynoszą stamtąd gruz i wodę.

Przez dwa dni po fortecznych korytarzach będą chodzić tysiące ludzi z latarkami. Potem drzwi się zamkną, zrobi się cicho i chłodno, i we wrześniu zaczną się schodzić właściwi lokatorzy.