Mieszkanka Wildy, która chce dojechać tramwajem pod plac Wolności, robi coś, co z mapy wygląda absurdalnie. Jedzie w bok. Najpierw Królowej Jadwigi, potem Strzelecką, przez plac Wiosny Ludów i Podgórną. Prosta linia między jej przystankiem a centrum ma niecały kilometr. Tramwaj pokonuje ją naokoło, bo w tej prostej linii, na ulicy Ratajczaka, torów nie ma od dziesięcioleci.
Chociaż kiedyś były. I to zanim w Poznaniu pojawił się pierwszy samochód.
Konie, szyny i trzydziesty pierwszy lipca
Pierwsza regularna linia tramwajowa w Poznaniu ruszyła 31 lipca 1880 roku. Wagony ciągnęły konie, a trasa prowadziła z dworca kolejowego przez Święty Marcin, dzisiejszą ulicę Ratajczaka i plac Wolności na Stary Rynek. Bardzo szybko przedłużono ją przez Chwaliszewo aż na Ostrów Tumski.
Miasto miało wtedy inny kształt i inne priorytety, ale logika była dokładnie ta sama, co dziś: najkrótsza droga z dworca do rynku wiedzie tą ulicą. Potem przez sto kilkadziesiąt lat Ratajczaka pełniła głównie funkcję korytarza dla aut i miejsca do parkowania. Sąsiedni Święty Marcin doczekał się przebudowy, Wierzbięcice też, a ulica pomiędzy nimi została z popękanym asfaltem i rzędem zaparkowanych samochodów pod ścianami kamienic.
Nowa trasa nie jest więc rewolucją. Jest raczej powrotem do pomysłu, który ktoś miał tu przed erą benzyny.
Ostatni element układanki
Formalnie budowa trasy w ulicy Ratajczaka to domknięcie Programu Centrum, wieloletniej przebudowy śródmieścia. Torowisko powstaje na odcinku od Świętego Marcina do węzła Wierzbięcice przy Nowym Rynku, czyli tam, gdzie schodzą się Królowej Jadwigi, Niezłomnych, Matyi i Wierzbięcice.
Zakres jest szerszy niż same szyny. Ulica dostaje nową jezdnię, szersze chodniki, infrastrukturę rowerową, oświetlenie i zieleń. Odcinek od Świętego Marcina do skrzyżowania z Ogrodową ma być strefą zamieszkania z bezprogową, kamienną nawierzchnią, nawiązującą wzorem do przebudowanego już Świętego Marcina. Torowisko będzie w nieco ciemniejszym odcieniu, a kontrapas rowerowy w jeszcze innym, żeby dało się to rozróżnić bez czytania znaków.
Nowe przystanki staną przy Starym Browarze i na Wierzbięcicach, a w trzech miejscach znikną schody prowadzące do przejścia podziemnego. Dojście na przystanek poprowadzi zwykłe naziemne przejście dla pieszych. To jedna z tych zmian, których nikt nie zauważy, dopóki nie musiał kiedyś zjechać tam wózkiem.
Dwa lata z placem budowy pod oknami
Zanim pojawiły się koparki, po Ratajczaka chodzili ludzie z aparatami i fotografowali kamienicę po kamienicy. Inwentaryzacja budynków przed rozpoczęciem robót to standardowa procedura, ale dla mieszkańców wyglądała jak zapowiedź czegoś nieprzyjemnego. Słusznie, bo prace rozpisano na około dwa lata.
Projektowanie ciągnęło się od czerwca 2019 do lutego 2022 roku. Umowę z wykonawcą podpisano we wrześniu 2025 roku, a roboty ruszyły w listopadzie. Zakończenie zaplanowano na drugą połowę 2027 roku.
Nie wszystko idzie wolniej, niż zapowiadano. Przywrócenie ruchu tramwajowego przez Matyi i Wierzbięcice umowa przewidywała na trzeci kwartał tego roku, a tramwaje wróciły tam już w kwietniu. W maju natomiast zamknięto ostatni odcinek Ratajczaka i od tego czasu prace toczą się na całej długości inwestycji, od Nowego Rynku po Święty Marcin. Pod ulicą wymieniana jest między innymi kanalizacja ułożona sześć metrów pod powierzchnią.
Nie wszyscy klaszczą
Projekt ma swoich krytyków i warto ich słuchać, bo mówią o konkretach. Wątpliwości budzi lokalizacja północnego przystanku, umieszczonego na wysokości Biblioteki Uniwersyteckiej. Krytycy zwracają uwagę, że tramwaje będą się zatrzymywać dwa razy w odstępie kilkudziesięciu metrów, bo przystanek na 27 Grudnia znajdzie się tuż za skrzyżowaniem.
Osobny spór dotyczył konsultacji społecznych. Przeprowadzono je w 2020 roku i miasto tłumaczy, że skoro plan inwestycji się nie zmienił, nie ma podstaw, by je powtarzać. Część mieszkańców uważa, że pięć lat to w mieście wystarczająco długo, by zmieniło się wszystko poza rysunkiem technicznym.
Co z tego wyniknie
Docelowo trasa skróci dojazd z Wildy i Dębca do ścisłego centrum i stworzy dodatkową oś północ-południe. W dalszej perspektywie ma się połączyć z planowanym torowiskiem prowadzącym z Garbar w stronę Naramowic, a nowy prawoskręt z 27 Grudnia w Mielżyńskiego pozwoli układać trasy inaczej niż dotąd.
Na razie jednak przez centrum Poznania ciągnie się wykop, a pasażerowie uczą się kolejnych objazdów. Za niecałe dwa lata pojedzie tędy tramwaj i nikt nie będzie pamiętał, ile to kosztowało nerwów.
Sto czterdzieści sześć lat temu jechały tędy konie ciągnące wagon z dworca na Stary Rynek. Miasto potrzebowało półtora wieku, żeby wrócić do tego samego pomysłu.