dary dla Ukrainy fot. L. Łada

Zbiórka dla Ukrainy. „Tak długo jak nasze samochody wytrzymają”

Kamienica przy Mickiewicza 32 dawno nie widziała takiego ruchu i zamieszania. W siedzibie ukraińskiej firmy na pierwszym piętrze mieści się jedno z wielu centrów zbiórek humanitarnych dla Ukrainy. Zorganizowanej spontanicznie, z potrzeby serca. 

W środku wrze jak w ulu: po schodach na pierwsze piętro gna w obie strony kilkunastu młodych ludzi z workami i kartonami. W biurze nieustannie dzwonią telefony komórkowe, kilka osób rozmawia przez nie po polsku i ukraińsku, inni przepakowują sterty kartonów, zgrzewek z wodą mineralną, plecaków i toreb. Ktoś koordynuje jedną akcję sprzed komputera, ktoś inny szykuje drugą do wyjazdu nad granicę.

„Nie jesteśmy wolontariuszami”

– Nie jesteśmy wolontariuszami. Jesteśmy po prostu ludźmi, którzy się martwią o swoich – mówi Lilia Illina, jedna z organizatorek tej zbiórki pomocy dla Ukrainy. Udało się ją na chwilę oderwać od telefonu, którym załatwiała kolejny transport. – Początkowo zgłosiliśmy zbiórkę i woziliśmy to wszystko do punktów przyjmowania uchodźców. Teraz nasi chłopcy jeżdżą sami, mamy 12 samochodów w terenie. Dzisiaj już mamy dwa punkty na samej granicy, na których jeszcze nie było nikogo z pomocą.

Pomoc idzie zewsząd i jest jak najbardziej dosłownie międzynarodowa.
– Przyjeżdżają do nas wszyscy: Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie i Polacy – zapewnia pani Lilia. – Dzwonią, mówią, że jadą nad granicę i pytają, co mogą zabrać, co zawieźć. Przyjeżdżają, pakujemy im rzeczy, jedzenie, zabierają. Bardzo dużo Polaków przyjeżdża, jesteśmy im ogromnie wdzięczni, bardzo pomagają, rozwożą, przywożą dary i jesteśmy im mega wdzięczni za to.

Rozmowa zostaje przerwana, bo przyjechał następny transport, tym razem z Biskupic i Jerzykowa – trzy duże samochody wypakowane po dach odzieżą dla kobiet i dzieci, środkami higieny, pieluszkami, żywnością o długim terminie przydatności do spożycia i mnóstwem innych rzeczy.
– To jeszcze nie koniec – zapewnia Aleksandra Gutkowska, koordynatorka akcji. – Jeszcze przyjedzie Puszczykowo, tylko się zapakują, bo mają tyle tego, że zajęło im cały garaż, więc to trochę potrwa. I już dostałam informację, że do mnie do domu są przywożone kolejne paczki, więc pewnie w poniedziałek przyjadę jeszcze raz.

„Już się nie mieścimy”

Ukraińcy są szczęśliwi i lekko zszokowani skalą. Nie spodziewali się aż takiego odzewu. Dosłownie co kilkanaście minut podjeżdżają samochody, przychodzą ludzie i przynoszą kolejne kartony i worki.
– Jest tego tyle, że już się nie mieścimy – śmieje się pani Lilia. – My tu mamy tylko biuro naszej firmy i już nam jest za mało miejsca. Na szczęście dziś tu są studenci ukraińscy, którzy przyszli pomóc. Pomagają to sortować, pakować, chłopcy wynoszą, dziewczyny przynoszą – i tak cały dzień.

Ale to dopiero początek.
– Dzisiaj nawiązaliśmy kontakt z wolontariuszami po ukraińskiej stronie, na przejściu w Medyce – mówi pani Lilia. – Będą nam pomagać dostarczać pomoc humanitarną na stronę ukraińską. Bo po stronie polskiej sytuacja w większości punktów sytuacja jest opanowana, ale po stronie ukraińskiej jest bardzo ciężko. Moja mama stoi już 16 godzin w kolejce i ma jeszcze 40 km do granicy. Będziemy się starać przekazywać pomoc, bo na przejściach dla pieszych kobiety z dziećmi stoją po 12, 16, 20 godzin. Chcemy im przekazywać odzież, napoje. Pojedziemy tam, bo nas, jako kobiet, do wojska nie wezmą, a jako Ukrainki możemy przekraczać granicę.

Dziewczyny na granicę!

Pomoc będzie upakowana w plecakach, same podstawowe rzeczy, jak napoje, nawilżane chusteczki, batony energetyczne i coś do ubrania. Dziewczyny chcą to rozdawać stojącym w kolejce do przejścia granicznego. Żeby wytrzymali czekanie przez kilkanaście godzin na granicy.
– Bo oni idą na granicę z jedną torbą, jednym plecaczkiem, nic nie mają – wyjaśnia pani Lilia. – Jedna pani uciekła z siedmiorgiem dzieci, bez pieniędzy, bez niczego, miała tylko swój paszport, dzieci bez żadnych dokumentów. Dotarła na granicę i tam nie wiedziała, co ma dalej ze sobą zrobić.

Dlatego tak bardzo są potrzebne ubrania dla dzieci i dla kobiet, środki higieniczne, a także łóżka polowe, karimaty, kołdry, poduszki i śpiwory, żeby mieli na czym spać. Wszystko można przynosić na Mickiewicza 23. Zbiórka nadal trwa.
– Tak długo, jak będzie trzeba – zapewnia pani Lilia. – Ile będziemy mogli i jak długo nasze samochody wytrzymają.

Gdzie jeszcze można przekazać pomoc dla Ukrainy?