Reklama

Zakaz odwożenia dzieci pod szkołę – komentarze lokalnych polityków

Po dużych kontrowersjach jakie wywołał wczoraj Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, publicznie chwaląc pomysł wprowadzenia ograniczeń w ruchu przy szkołach, zdecydowaliśmy się zapytać lokalnych polityków, jak oni podchodzą do tej inicjatywy.

O samym pomyśle można więcej przeczytać tutaj.

– Teza, która rozpowszechniła się w poznańskich mediach, jest błędna. Wielka szkoda, że w ten sposób zdyskredytowano pomysł z Wiednia. Nie chodzi o zakaz dowożenia do szkół. Pomysł polega na zamknięciu jednej ulicy, przez co nie można podjechać samochodem pod samą szkołę. Docelowo wpłynąłby na korzystanie z alternatywnych środków transportu, ale w tej chwili zapobiegłby korkom, które tworzą się w okolicach szkół każdego rana – stwierdził Andrzej Prendke, reprezentujący Młodych Nowoczesnych.

Na brak zrozumienia w całości inicjatywy przez media zwrócił też uwagę Amadeusz Smirnow z partii Razem: – W pierwszym rzędzie należy zaznaczyć, że w Wiedniu nie zakazano rodzicom przywożenia dzieci do szkoły. Zamiast trudnych do wyegzekwowania zakazów wprowadzono zmiany wpływające na zwiększenie płynności ruchu i poprawienie bezpieczeństwa dzieci – jak np. zakazy zatrzymywania się i postoju pod samą szkołą (wyznaczone miejsca do postoju znajdują się zwykle w odległości kilkuset metrów od szkoły), zamknięcie odcinków ulic, czy zmiany w cyklach sygnalizacji świetlnej. Takie zmiany należy oczywiście ocenić pozytywnie i warto wprowadzić je także w Poznaniu.

– Nic to nie zmieni poza utrudnianiem życia stosunkowo małemu procentowi ludzi – uważa natomiast Rodion Marcinkowski, z partii Wolność. – W Poznaniu brakuje infrastruktury do takich działań. Dziecko które ma siedem lat nie może jechać codziennie zimą z trzema przesiadkami na lekcje. Jeżeli chcemy walczyć ze smogiem to tylko usuwając miejsca parkingowe, zwiększając koszty za postój i poprawiając przystanki oraz komunikację. Jeżeli niektóre miasta stać na przystanki z klimatyzacją to Poznań jako miasto mógłby zacząć powoli małymi krokami wprowadzać przystanki ogrzewane, gdyż przy -10 C stanie 20-30 min przy opóźnieniu jest jednym z głównych powodów do korzystania z transportu samochodowego.

Jego partyjny kolega, Jakub Mierzejewski, był zdecydowanie bardziej stanowczy: – Pomysł zakazu dowożenia dzieci autami do szkół uważam za absurdalny. Wielu mieszkańców Poznania nie mieszka w bliskiej odległości od szkół, co zmusza ich do korzystania z samochodu. Prezydent Jaśkowiak podaje za przykład Wiedeń, który ma lepiej rozwiniętą komunikację miejską od Poznania. Wątpliwości budzi także sposób egzekwowania tego zakazu. Czy czeka nas masowe wypisywanie mandatów pod szkołami? Uważam, że nie powinno się ingerować w to jakim środkiem transportu dziecko jest przywożone do szkoły. Parafrazując słowa śp. Stefana Kisielewskiego, prezydent Jaśkowiak bohatersko pokonuje trudności nieznane w żadnym innym umyśle.

– Ograniczenie dowożenia dzieci do szkół? Diabeł tkwi w szczegółach – podkreśla Krzysztof Rosenkiewicz, z PiS. – Mamy niewątpliwie w wielu przypadkach działanie motywowane wygodą, ale też wiele obszarów miasta jest po prostu fatalnie zagospodarowanych, i trudno jest dotrzeć do szkoły nie tylko szybko, ale jeszcze się nie ubrudzić. Poznań czy Kraków w ostatnich dekadach szły pod tym względem w przeciwnym kierunku niż Wiedeń. Jeszcze kilka-kilkanaście lat temu poruszanie się własnym samochodem czy możliwość zapisania dziecka do “najlepszej” (niekoniecznie najbliższej) szkoły były emanacją wolności – wartości, na której gruncie wyrosła partia, do której przystał J. Jaśkowiak. Teraz wektory się zmieniają… Pomysł może się rozbić o niektóre przepisy związane z samymi szkołami, np. wymóg odprowadzania najmniejszych dzieci do samej szkoły przez osoby uprzednio wskazane i upoważnione. Tak to jest ze współczesnymi postępowymi pomysłami, że trudno je wprowadzać pokojowo…

data-matched-content-rows-num="8,4" data-matched-content-columns-num="1,4" data-matched-content-ui-type="image_stacked,image_stacked"

1
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Eugeniusz Jakubowski
Gość
Eugeniusz Jakubowski

Problem mogą rozwiązać tylko prywatne szkoły z własnymi parkingami lub własnym dowozem dzieci do swoich szkół i bezpiecznym odwiezieniem ich do domu. Co to wtedy ma obchodzić jakichś urzędników?