Wielkopolska

Wielkopolska się przesuwa. Kto rośnie, a kto powoli znika

W gminie Dopiewo ponad co czwarty mieszkaniec nie skończył jeszcze osiemnastu lat, a średni wiek to nieco ponad trzydzieści pięć lat. W Koninie średnia wynosi prawie czterdzieści sześć. Obie liczby pochodzą z tego samego rocznika GUS i dotyczą tego samego województwa.

Wielkopolska nie tyle się wyludnia, ile przesuwa. Problem w tym, że przesuwa się w jedno miejsce.

Pierścień, który spuchł

Gminy okalające Poznań przeżyły w ostatnim ćwierćwieczu coś, co w polskiej demografii jest zjawiskiem wyjątkowym. W Dopiewie liczba mieszkańców wzrosła od 2002 roku o ponad dwieście dwadzieścia procent, w Komornikach o blisko dwieście, w Tarnowie Podgórnym się podwoiła. Cały powiat poznański urósł o niecałe siedemdziesiąt procent i liczy dziś ponad czterysta pięćdziesiąt tysięcy osób.

To nie jest przyrost naturalny, choć w Komornikach nawet on jest dodatni – rzadkość w skali kraju. To głównie migracja z Poznania i z reszty regionu, ludzi młodych, z małymi dziećmi, którzy szukali domu z ogródkiem w zasięgu dojazdu do pracy.

Rachunek jest prosty i nieprzyjemny: gmina, która w dwadzieścia lat potraja liczbę mieszkańców, musi w tym samym czasie potroić liczbę miejsc w szkołach, przedszkolach i autobusach. Rzadko która nadąża.

Wschód regionu w drugą stronę

Sto kilkadziesiąt kilometrów dalej dzieje się dokładnie odwrotnie. Na początku wieku Konin osiągnął rekordową w swojej historii liczbę ponad osiemdziesięciu trzech tysięcy mieszkańców. Na koniec 2025 roku zameldowanych było tam nieco ponad sześćdziesiąt cztery tysiące. To czwarty rok z rzędu, w którym miasto traci około tysiąca osób.

W ciągu ostatnich czterech lat ubyło ponad cztery i pół tysiąca koninian – tyle, ile liczy niejedna gmina wiejska. Liczba zgonów jest tam niemal dwukrotnie wyższa od liczby urodzeń, a te po raz pierwszy w tym stuleciu spadły poniżej tysiąca rocznie.

Przyczyna nie jest tajemnicą. Wygaszanie odkrywek węgla brunatnego i opalanych nim elektrowni odebrało regionowi największego pracodawcę. W listopadzie 2024 roku stopa bezrobocia wynosiła w Koninie blisko sześć procent, w powiecie konińskim ponad osiem, przy średniej wojewódzkiej poniżej trzech. Prognoza GUS mówi, że w 2050 roku miasto może liczyć niewiele ponad czterdzieści pięć tysięcy mieszkańców.

Miasto zbudowane wokół jednej branży kurczy się razem z nią.

Małe miasta: kurczy się środek, nie okolica

Między tymi dwoma biegunami leżą wielkopolskie miasteczka i tam obraz jest najbardziej pouczający. Rawicz stracił od 2002 roku blisko dziewięć procent mieszkańców, Międzychód niecałe dziesięć. Ale gmina Rawicz w tym samym czasie nieznacznie urosła, a gmina Międzychód straciła zaledwie ułamek tego, co samo miasto.

To ta sama mechanika co pod Poznaniem, tylko w miniaturze. Ludzie nie wyjeżdżają z okolicy – wyprowadzają się z kamienicy przy rynku do domu trzy kilometry dalej. Miasto pustoszeje, wieś dookoła niego gęstnieje, a granica administracyjna, którą wytyczono kiedyś dla celów podatkowych, decyduje o tym, komu przybywa uczniów, a komu zamyka się klasę.

Co z tego wynika za dwadzieścia lat

Prognoza GUS dla całego województwa mówi o niespełna trzech i trzech dziesiątych miliona mieszkańców w 2050 roku. Jednocześnie sam powiat poznański ma według tych samych szacunków przekroczyć pięćset pięćdziesiąt tysięcy.

Innymi słowy: region jako całość będzie mniejszy, ale jego środek będzie większy niż kiedykolwiek. To oznacza dwa zupełnie różne zestawy problemów w jednym budżecie wojewódzkim. Pod Poznaniem trzeba budować szkoły, drogi i wodociągi szybciej, niż powstają osiedla. We wschodniej części regionu trzeba zdecydować, co zrobić z infrastrukturą zaprojektowaną dla o wiele większej liczby ludzi.

Nie ma jednej polityki, która załatwia oba te problemy naraz. Są za to setki decyzji podejmowanych osobno, w każdej gminie z osobna, przy czym każda z nich wygląda lokalnie na oczywistą.

Za dwadzieścia lat mapa Wielkopolski będzie prawdopodobnie wyglądać tak samo jak dziś. Tylko połowa nazw na niej będzie znaczyć coś innego niż teraz.