Sąd Okręgowy fot. L. Łada

Wielkopolska: 10-latek uciekł z domu na komisariat. Sąd wydał wyrok

Pięć lat bezwzględnego więzienia dla ojczyma chłopca, rok dla matki z zawieszeniem na pięć lat za znęcanie się nad dzieckiem. Taki wyrokiem kończy się dramat 10-letniego chłopca, który uciekł z domu na komisariat policji w Luboniu.

Nieco ponad rok temu, pod koniec kwietnia 2021 roku, na komisariacie w Luboniu zjawił się 10-letni chłopiec. Był w kapciach i ubrany stanowczo zbyt lekko jak na panującą pogodę. Opowiedział policjantom, że uciekł z domu, w którym go stale bito, straszono i źle traktowano. Dziecko miało wydzielane jedzenie, nie wolno mu było czytać książek, spało na podłodze. Takie metody wychowawcze stosował wobec niego jego ojczym. Matka chłopca nie sprzeciwiała się temu, zastraszona przez męża. Dziecko nie mogło tego znieść i uciekło zostawiając matce kartkę z napisem: „Uciekłem. Mamo, żałuję, że mnie urodziłaś. Żałuję, że z wami jestem. Do widzenia”.

Funkcjonariusze zaopiekowali się chłopcem i rozpoczęli dochodzenie w tej sprawie, co zaowocowało zatrzymaniem ojczyma i skierowaniem sprawy do sądu. Dziś, jak poinformowało Radio Poznań, zapadł wyrok. Ojczym chłopca, 44-letni Robert H., został skazany na 5 lat bezwzględnego więzienia za znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, matka, Katarzyna W.-H., na rok z zawieszeniem na 5 lat. Mężczyzna ma zapłacić dziecku 20 tys. zł tytułem nawiązki, nie wolno mu też zbliżać się do niego na odległość mniejszą niż 100 metrów.

W sprawie matki jeszcze toczy się oddzielne postępowanie, ponieważ kobieta zeznała, że ona także była ofiarą przemocy domowej stosowanej przez swojego męża. Kobieta będzie miała także dozór kuratora. Jej syn i jego młodszy brat z małżeństwa z Robertem H. decyzją sądu trafili do rodziny zastępczej, a ona ma zakaz widywania się z chłopcami, chyba że sąd rodzinny podczas sprawy rozwodowej zadecyduje inaczej.

Jak powiedziała kuratorka chłopca, mec. Marta Urbańska, chłopiec świetnie sobie radzi w rodzinie zastępczej, odnalazł się w nowej rzeczywistości, ale nie chce mieć kontaktu z matką. Czy będzie w stanie jej wybaczyć – zdaniem kurator na razie najważniejsze jest, żeby zdołał zapomnieć i zacząć normalnie żyć.

Sędzia Krzysztof Kaźmierski w uzasadnieniu wyroku nazwał czyn chłopca „aktem odwagi”, tym większym, że dokonał go w tak młodym wieku i nie mając wsparcia właściwie w nikim w swoim otoczeniu. Sam proces toczył się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro dziecka i jej drastyczny charakter.

Sąd stwierdził, że Robert H. „Urządził piekło” swojemu pasierbowi, obrzucał go wyzwiskami, surowo karał za najbłahsze przewinienia, na przykład każąc stać z wyprostowanymi do przodu rękami albo chwytając za uszy i podnosząc do góry, bił go po całym ciele, także paskiem, kazał spać na stojąco, głodził i zakazywał bawienia się oraz czytania książek. Dziecko nie miało prawie żadnych zabawek, nie mogło zapraszać kolegów, wychodzić na dwór. Do coraz większej izolacji chłopca przyczyniła się pandemia, która sprawiła, że nie chodził do szkoły.

Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura zamierza wnieść o pisemne uzasadnienie wyroku i wtedy podejmie decyzję, czy złoży apelacje od wyroku czy też nie.