Luboń: 10-latek przyszedł na komisariat i zgłosił przemoc domową

zatrzymany fot. policja
Chłopiec, bity i zastraszany przez ojczyma, wykorzystał chwilę, gdy ojczym z matką wyszli z domu – i pobiegł na komisariat, gdzie opowiedział policjantom, jak wygląda jego życie. Funkcjonariusze zareagowali natychmiast.

Tę wstrząsającą historię opisał Piotr Żytnicki z poznańskiej „Gazety Wyborczej”. Ojczym chłopca, Robert H., z zawodu psycholog, znęcał się fizycznie i psychicznie nad dzieckiem i jego matką. Zupełnie inaczej traktował swojego biologicznego syna, a inaczej pasierba, który był dla niego niepotrzebnym i uciążliwym dodatkiem do rodziny. Chłopiec nie dostawał zabawek, miał niewiele ubrań, nie mógł oglądać telewizji i czytać książek, a komputer dostał tylko dlatego, że był niezbędny do zdalnej nauki.

Dziecko było wykorzystywane do wykonywania większości prac domowych, często ponad siły dziesięciolatka, jak mycie podłóg. Gdy ich nie wykonywał, dostawał kary – głównie bicie paskiem. Badania chłopca wykazało wiele siniaków, a także bliznę na głowie, która powstała od uderzenia o kant biurka. Podczas bicia chłopcu nie wolno było krzyczeć z bólu. Musiał też prosić o pozwolenie na jedzenie.

Rodzina miała już założoną Niebieską Kartę, ale mimo regularnych kontroli przez całe dwa lata nikt z kontrolujących niczego nie zauważył. Sprawa wydała się 28 kwietnia: chłopiec wykorzystał nieobecność matki i ojczyma, szybko się ubrał i poszedł na komisariat. Funkcjonariusze nie zawiedli jego zaufania: wysłuchali opowieści o traktowaniu chłopca, sprawdzili fakty – i zatrzymali Roberta H. na trzy miesiące. Matka będzie odpowiadała za współudział w przemocy, choć wiele wskazuje na to, że ona także była ofiarą złego traktowania przez męża, tak fizycznego, jak psychicznego.