Demonstracja przeciwko wypowiedzeniu Konwencji antyprzemocowej

Poznań zaprotestował przeciwko przemocy domowej

– Wypowiedzenie konwencji to tworzenie intelektualnego zaplecza dla bandyterki – mówił Marcin Staniewski z Lewicy podczas demonstracji “Nie dla legalizacji przemocy domowej”.

“Kocham – nie biję”, “Stop przemocy wobec kobiet” i wiele innych haseł można było przeczytać na kilkudziesięciu transparentach przyniesionych dziś na plac Wolności. Uczestnicy demonstracji protestowali przeciwko wypowiedzeniu przez Polskę Konwencji antyprzemocowej zwanej także Konwencją stambulską. Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, zapowiedziała przystąpienie do takich prac 18 lipca. Dziś oficjalnie wsparła je także wicepremier Jadwiga Emilewicz. Demonstracje przeciwko wypowiedzeniu Konwencji odbywały się dziś w całym kraju. Także w Poznaniu.
– Prawa kobiet nie sa przywilejem, są czymś naturalnym, są oczywiste i nie mogą być negocjowane – mówił otwierając demonstrację Marcin Staniewski. – Sam jako aptekarz nie raz oglądam skutki takiej przemocy, fizycznej i psychicznej. Spotkaliśmy się tutaj, by bronić konwencji antyprzemocowej. Konwencja stanowi jasno, że przemoc domowa jest przestępstwem. Wypowiedzenie jej przez Polskę należy traktować jako wspieranie przestępców i niszczenie rodzin.

Polityk zapowiedział, że nie ma na to społecznej zgody i demonstranci będą się spotykać cyklicznie, jeśli okaże się to konieczne i sytuacja się nie zmieni.
– Trzeba sobie w tym miejscu postawić pytanie, czy to ma być legalizacja przemocy w rodzinie? – pytał. – Takie działania nie mają nic wspólnego z poszanowaniem tradycji i konserwatywnym sposobem myślenia. Taka koncepcja jest także szkodliwa politycznie. Głośno i jasno należy powiedzieć: to tworzenie intelektualnego zaplecza dla bandyterki oraz dla ludzi, którzy chcą używać tej przemocy. Na to zgody nie ma.

Piotr Sokołowski z zespołu europosłanki Sylwii Spurek odczytał jej list do zebranych. Posłanka jechał an demonstrację, niestety z powodu awarii samochodu nie zdążyła dotrzeć.
“Kiedy politycy i polityczki w Polsce zaczną rozumieć, że każda kobieta, każda Polka i każda Europejka ma prawo do bezpieczeństwa na ulicy, w pracy, a przede wszystkim we własnym domu?” – napisała posłanka. – “To patologia, że w XXI wieku w centrum Europy w kraju UE kobiety nie mogą czuć się bezpiecznie we własnym domu, kobiety nie mogą liczyć na solidarność i wsparcie własnego państwa”.

Posłanka podkreśliła, że ta konwencja jest konstytucją praw kobiet doznających przemocy i ogromnym osiągnięciem, które gwarantuje pomoc i wsparcie ofiar, skutecznie ściganie i karanie sprawców. Konwencja mówi tylko to, co powinno robić nowoczesne państwo. Ma chronić polską rodzinę: kobiety, dzieci i starców.

Uczestnicy demonstracji, między innymi Ula Kijak i Maja Staśko ze Strajku Kobiet zwracali uwagę, że nawet z Konwencją ochrona przed przemocą pozostawiała w Polsce wiele do życzenia. Przypadki kobiet i dzieci, bitych maltretowanych i gwałconych, które nie znalazły pomocy w w jednostkach zobowiązanych do tego, by takiej pomocy udzielić, można by mnożyć. Ale skoro ta pomoc i tak była w wielu przypadkach fikcja – to co będzie, gdy jej zabraknie?

Anna Wachowska-Kucharska, działaczka Lewicy, zwróciła uwagę na ten właśnie problem: przemoc instytucjonalną, kiedy instytucje utworzone po to, by niosły pomoc – nie zapewniają jej.
– To instytucje powinny tej pomocy udzielać, kiedy trzeba się zgłosić do szpitala, kiedy trzeba znaleźć pieniędzy na leki, kiedy trzeba uciekać od przemocy – mówiła. – Tyle tylko, że instytucje dokonują przemocy instytucjonalnej. Nie ma reakcji na przemoc wobec kobiet, że kobieta ucieka po latach przetrzymywania w piwnicy, że bite, maltretowane dziecko trafia do szpitala i umiera. Nikt nie zwraca na to uwagi, nie udzielił pomocy. Tak się dzieje wówczas, kiedy instytucje państwa i samorządu codziennie tej pomocy odmawiają.

Katarzyna Kierzek-Koperska, była już zastępczyni prezydenta Poznania, zwróciła uwagę na fakt, że jeśli kobiety chcą coś zmienić, to muszą aktywniej zacząć działać w polityce. Bo to właśnie politycy kreują naszą rzeczywistość, czy nam się to podoba czy nie.
– 50 procent społeczeństwa stanowią kobiety, a wciąż tak mało nas jest w Sejmie, Senacie czy w samorządzie – mówiła. – Dlatego występuję z pewnym apelem: drogie panie, angażujmy się politycznie. Bo jak pokazuje praktyka, tylko na poziomie polityki jesteśmy w stanie to zmienić, jesteśmy w stanie wywalczyć prawo, które będzie chroniło nas, kobiety. Nic o nas bez nas!

Lilia Łada

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze