Poznań w obliczu zarazy na przestrzenie wieków - spacer z przewodnikiem - Lato na Gołębiej fot. Sławek Wąchała

Poznań w czasach zarazy

Życie w czasie pandemii ze związanymi z tym niedogodnościami wydaje nam się wyjątkowo ciężkie. Ale wystarczy się wybrać na spacer z przewodnikiem po “Poznaniu w czasie pandemii”, by zmienić zdanie. Ciężko w czasie zarazy to było kiedyś.

Otóż przede wszystkim to jedna pandemia na kilka pokoleń – a kiedyś zarazy wybuchały z zatrważającą regularnością co kilkadziesiąt lat. I nie zabijały kilkuset osób, tylko całe społeczności. Przecież to właśnie jednej z zaraz, epidemii cholery, i skutkom wojny północnej – zawdzięczamy sprowadzenie do miasta Bambrów. Jednak nie zawsze wiemy, jakie to były choroby. Skrybowie w magistracie najczęściej nie opisywali objawów na tyle precyzyjnie, by można było się zorientować. Wiemy, że bywały epidemie cholery, dżumy i tyfusu. Czy jeszcze innych chorób? Nie wiadomo.

Pierwsze wzmianki o zarazach zamieścił już Jan Długosz – pisał o morowym powietrzu, które opanowało tereny polskie w roku 1003 i ponownie w latach 1006-1007. Nie napisał jednak, czy dotarło także do Poznania, co wcale w tamtych czasach nie było takie oczywiste: podróże, nawet na niewielkie odległości, by uciążliwymi przedsięwzięciami, więc kto nie musiał – nie podróżował, co z kolei sprawiało, że choroby nie przenosiły się tak łatwo jak dziś, w czasach komunikacji lotniczej.

Kolejna zaraza, o której wiemy, wybuchła w roku 1174, następna w latach 1205-1207. W tamtych czasach epidemie dżumy, cholery, czarnej ospy, i innych chorób pojawiały się co kilka – kilkanaście lat. Śmiertelność była bardzo wysoka: fatalne warunki sanitarne i higieniczne, ciasno stłoczone duże grupy ludzi oraz brak w praktyce jakiejkolwiek opieki medycznej stwarzały idealne warunki do rozwoju chorób, na które wówczas nie było lekarstwa. Przykładowo dżuma, która opanowała Europę w latach 1347-1349, całkowicie wyludniła wiele jej rejonów.

Poznań także wiele ucierpiał od morowego powietrza. Wystarczy zajrzeć do miejskich archiwów, by dowiedzieć się, że na przykład zaraza „w roku 1505 srożyła się niemiłosiernie przez prawie 26 tygodni“. Kolejna, w 1515 roku “pochłonęła około ośmiu tysięcy osób, jak to zeznawali grabarze“.

W 1542 zaraza objawiła się w czasie jarmarku i trwała od połowy czerwca do końca listopada. Kto mógł, uciekał przed nią do Torunia, Wrocławia czy Gdańska, a w mieście zostali tylko ci, których nie było stać na wyjazd z Poznania. Podczas tej zarazy zmarło około 4500 mieszkańców Poznania – to jedna trzecia ówczesnych mieszkańców miasta! A dodatkowo zmarło też 600 obywateli sąsiedniego Chwaliszewa, odrębnego miasta w tamtych czasach. To była jedna z bardziej śmiertelnych zaraz w XVI wieku.

Ale już w 1585 roku, latem, przyszła kolejna zaraza i trwała do stycznia roku następnego. Kolejna pojawiła się w 1599 i trwała cały rok, dając się we znaki nie tylko Poznaniowi, ale też innym miastom Wielkopolski. W 1625 roku przyszła znów, w 1657 ponownie w czasie wojny szwedzkiej.

A w 1707 pojawiła się kolejna zaraza, która trwała aż do 1709 r. „w czasie wielce dokuczliwego pobytu szwedzkiego garnizonu” – jak odnotował w aktach miasta Poznania ówczesny skryba. To była dżuma. Przywędrowała od strony Kalisza, a sprzyjała jej długa i mroźna zima, która wtedy, jeszcze w dodatku w czasie wojny, nieodłącznie wiązała się z głodem wśród uboższych warstw społeczeństwa, a więc osłabieniem i wiążącą się z tym zwiększoną podatnością na choroby w ogóle.

I to właśnie oni najbardziej ucierpieli z powodu dżumy. Najpierw chorych wypędzano z miasta, by umierali poza murami i nie zarażali innych. Grzebano ich na miejscu, w którym znajduje się Kupiec Poznański. Ale dżuma szerzyła się i tak, więc bogaci uciekli z miasta, zanim zamknięto jego bramy, jak to się wówczas robiło powszechnie, gdy w mieście stwierdzono zarazę. Biedni musieli zostać. Zmarło wówczas około 9 tysięcy osób, większość mieszkańców miasta – Poznań liczył ich wówczas 12 tysięcy. Stanął handel, zamknięto warsztaty rzemieślnicze, a nawet kościoły. Jedną z nielicznych oznak jakiegokolwiek życia społecznego był… proces grabarzy dżumowych, których oskarżono o celowe rozsiewanie dżumy po mieście i za to stracono.

Wybuch zarazy miał ten jedynie dobry skutek, że obozujące w okolicach Sołacza wojska szwedzkie przestraszyły się i uciekły z powrotem pod Szczecin. Choroba jednak w mieście trwała aż do lutego 1710 roku.

Później zaraz w Poznaniu było coraz mniej, a już na pewno nie na taką skalę. przyczyniła się do tego budowa ujęć zdrowej wody pitnej, zmiana nawyków higienicznych i ogólny wzrost świadomości społecznej, jeśli chodzi o warunki sanitarne. Teraz zaraza znów wróciła – nie z powodu braku higieny i przywleczona została ze znacznie większej odległości niż Kalisz. Ale tak samo jak te sprzed 100, 200, 300 czy więcej lat wymaga od nas zmiany nawyków, stylu życia i zachowania większej ostrożności…

2.8 4 votes
Oceń artykuł
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze