Koronawirus Stary Rynek fot. Sławek Wąchała

Poznań: Trudny remont nawierzchni Starego Rynku

– Na pewno będziemy starali się, by możliwość dojścia do wszystkich instytucji kultury, pubów, restauracji czy odwiedzania płyty Starego Rynku była zapewniona – obiecuje Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania. Tylko czy to wystarczy, żeby przetrwały?

Poznańscy przedsiębiorcy i restauratorzy, jak informowaliśmy, martwią się remontem nawierzchni Starego Rynku zaplanowanym na jesień przyszłego roku. I nie chodzi o to, że im się nie podoba albo że uważają go za niepotrzebny. Wręcz przeciwnie: projektem są zachwyceni i co do tego, że jest potrzebny, nie mają wątpliwości.

Problem leży w tym, czy branże żyjące ze Starego Rynku, czyli głównie turystyczna i gastronomiczna, poradzą sobie z takim obciążeniem. Dopiero ostrożnie i na 30 proc. ruszają po pandemii, po dwóch miesiącach zamknięcia, które też dały im się we znaki – i zanim staną na nogi czeka ich kolejny przestój i brak zarobków. Remont płyty oznacza spadek klientów w czasie jej trwania. Bo ile osób przyjdzie coś zjeść albo wypić na placu budowy?

Restauratorzy przygotowali raport, jak o tym pisaliśmy, z którego wynika, że około 70 proc. firm działających przy Starym Rynku i ulicach wokół niego uważa, że nie będzie w stanie funkcjonować, jeśli remont zacznie się zaraz po pandemii.

Czy możliwe jest przełożenie remontu nawierzchni Starego Rynku na późniejszy termin albo chociaż podzielenie go na etapy?

Zapytaliśmy o to Mariusza Wiśniewskiego, pierwszego zastępcę prezydenta Poznania. I dowiedzieliśmy się, że ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie jest możliwe.
– Etapowanie modernizacji rynku spowoduje, że realizacja tej inwestycji znacznie się wydłuży – tłumaczy zastępca prezydenta. – Zamiast półtora roku, potrwałaby ona 3 albo nawet 4 lata. To oznaczałoby, że nie moglibyśmy dotrzymać obowiązującego nas ze względu na zaangażowanie środków unijnych terminu zakończenia projektu – do 2023 roku. Inwestycji nie można etapować także z powodów technologicznych i ze względu na znajdującą się pod płytą rynku infrastrukturę.

Jednak Mariusz Wiśniewski zapewnia, że miasto pamięta o przedsiębiorcach, zna ich problemy i będzie się starało w miarę możliwości stworzyć takie rozwiązania, żeby ich działalność jednak była możliwa.
– Na pewno będziemy starali się – taki wymóg uwzględnimy w przetargu – by możliwość dojścia do wszystkich instytucji kultury, pubów, restauracji czy odwiedzania płyty Starego Rynku była zapewniona – wyjaśnia. – W miarę możliwości będziemy udostępniać restauratorom inne przestrzenie – wokół Starego Rynku – m.in. plac Wolności, czy pl. Kolegiacki, którego przebudowa do tego czasu już się zakończy. Będziemy też starali się stworzyć miejsce przed fasadą Ratusza, gdzie będą mogły zatrzymywać się wycieczki. Być może uda się wygospodarować pewne przestrzenie również na samej płycie rynku, gdzie będzie można prowadzić działalność handlową i gastronomiczną.

Ale trudno taką pomoc uznać za wystarczającą, choć można zrozumieć, że zasady przyznawania funduszy unijnych nie pozwalają na przesunięcie remontu. Ale miasto mogłoby przygotować bardziej konkretne i wymierne formy pomocy dla firm i lokali poza obietnicą udostępniania innych przestrzeni w plenerze. Ogródki letnie, choć pożądane i przynoszące zyski, to jednak nie to samo co lokal działający cały rok.

Poza tym trzeba brać pod uwagę fakt, że remont może się przedłużyć – choćby z powodu znalezisk archeologicznych. Gdzie jak gdzie, ale na Starym Rynku tego można się spodziewać jak najbardziej. Przypomnijmy, że przecież tam były przeprowadzane wykopaliska tylko raz i tylko w kilku miejscach. Nadal niewiele wiemy o tym, co znajduje się pod płytą.

To z kolei może oznaczać, że restauratorzy i firmy będą musieli zaciskać pasa jeszcze kilka tygodni dłużej. A na to dodatkowe ogródki przez kilka tygodni nie wystarczą.

Lilia Łada

Dodaj komentarz

avatar