Poznań: „Szczaw i Mirabelki” od dziś zaprasza gości

Czarna polewka protest gastronomii fot. K. Adamska
Piątkowska restauracja zdecydowała się dziś otworzyć podwoje dla klientów – bo nie miała innego wyjścia. Gdyby się nie otworzyli, musieliby zwinąć interes.

To trzeci lokal w Wielkopolsce, który zdecydował się na otwarcie mimo obostrzeń – po „Smacznym Jadle” w Nowym Tomyślu i Black Dave Restaurant w Ostrowie Wielkopolskim. Jak zgodnie przyznają pracownicy lokalu – nie mieli wyjścia. Działali od stycznia ubiegłego roku, więc żadna pomoc z tarczy ich nie obejmowała. Sprzedaż na wynos to zaledwie jedna piąta normalnych obrotów lokalu, więc dochody z niej nie zawsze pokrywały koszty obsługi na wynos, a co dopiero kosztów pensji, składek ZUS i wszystkich pozostałych kosztów działalności lokalu. Kiedy więc skończyły się pieniądze odłożone na remont i doposażenie restauracji, trzeba było zdecydować: albo otwierają restaurację – albo ją ostatecznie zamykają na stałe. Bo na dalsze czekanie nie mieli już pieniędzy.

Właściciele lokalu zdecydowali więc, że otwierają, i to nie czekając na 1 lutego, kiedy otwarcie zaplanowało ponad 50 poznańskich lokali w ramach akcji #OtwieraMy. Bo w ich sytuacji finansowej nawet te kilkanaście dni ma znaczenie.

Decyzję docenili klienci, którzy zarezerwowali wszystkie stoliki na kilka najbliższych dni, jak informuje „Głos Wielkopolski”. Jeśli sanepid nie zamknie lokalu – restauracji uda się przetrwać. Jednak szefowie restauracji deklarują, że i tak nie mają nic do stracenia. Gdyby się nie otworzyli, musieliby zakończyć działalność.

Pozostali restauratorzy z Poznania zapowiadają, jak informowaliśmy, otwarcie 1 lutego. Jak informuje Poznańska Izba Gastronomii, na dziś zapowiedziało udział w akcji ponad 50 lokali.