ROD Winiary złożenie podpisów fot. L. Łada

Poznań: Petycja w sprawie ratowania ROD na Winiarach trafiła dziś do prezydenta

Ponad 4 tysiące osób podpisało się pod petycją w sprawie zachowania Rodzinnego Ogrodu Działkowego na Winiarach. – To kwestia ludzi zdeterminowanych – mówi Mikołaj Jaroszyk, jeden z organizatorów akcji. Petycja z podpisami została złożona w urzędzie miasta.

Chodzi o Rodzinny Ogród Działkowy im. Gen. H. Dąbrowskiego na Winiarach. To jedyny teren zielony Winiar, a jest zagrożony częściową likwidacją. Właścicielem terenu, na którym znajduje się ROD, jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który wystąpił do władz miasta o uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania tego terenu.

Działkowcy obawiają się, że mpzp otworzy ZUS-owi drogę do sprzedaży terenu pod zabudowę mieszkaniową i usługową – jest to możliwe, ponieważ w obecnie obowiązującym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Poznania mniej więcej jedna czwarta ogrodu (pas od ulicy Koronnej do bloku wchodzącego w działki od ulicy Piątkowskiej) ma zapisaną funkcję mieszkalno-usługową.

Dlatego działkowcy chcą, by miasto wstrzymało się z pracami nad planem.
– Chcemy zawieszenia mpzp do czasu opracowania nowego studium i uzupełnienia studium o zapis funkcji ogrodowych dla całego terenu ogrodu – wyjaśnia Mikołaj Jaroszyk.

Przy wniosku dotyczącym studium uwarunkowań podpisało się 4456 osób, przy wniosku o wstrzymanie prac nad MZPZ – 4333. To bardzo dużo, bo co prawda ROD Winiary liczy sto działek, ale korzysta z tych terenów znacznie więcej osób. Działkowcy zapraszają rodziny i znajomych, odbywają się tam spotkania i warsztaty, jak choćby podczas tegorocznej Malty. W dodatku, na co zwraca uwagę Jacek Liersch, drugi z pomysłodawców akcji, dla wielu z działkowców likwidacja ogrodu oznacza odcięcie od zieleni w ogóle. Oni są już w tym wieku, że nie dojadą te 10-15 kilometrów do nowego ogrodu, nie mówiąc już o przygotowaniu go pod uprawę. Tu mają blisko.

– Większość z nich to mieszkańcy okolicy, pobliskich ulic – wyjaśnia Jacek Liersch.

Zbiórka podpisów rozpoczęła się 10 czerwca i ponad 4000 zebranych w tak krótkim czasie robi wrażenie, zwłaszcza że zbierający mogli tej czynności poświęcić zaledwie część swojego czasu, bo mają pracę zawodową i rodziny. Ale też tak liczny odzew mieszkańców przekonał ich, że walka ma sens, bo sąsiadom ogrodu zależy na jego utrzymaniu.

– Dlatego bardzo nam zależało na tym, żeby tych podpisów było jak najwięcej, żeby pokazać, jaka to ważna kwestia – podsumowuje Mikołaj Jaroszyk. – I że to kwestia ludzi zdeterminowanych. Jeśli sytuacja nie będzie się rozwijała po myśli mieszkańców, to oni w sposób zdecydowany wyrażą swoje zdanie ponownie.

 

5 1 vote
Oceń artykuł
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze