Legalna Aborcja fot. K. Adamska

Poznań: Kolejny protest przeciwko antyaborcyjnym bilboardom

Są rozwieszane lub rozstawiane w centrach miast i straszą widokiem zwłok zakrwawionego dziecka. Coraz więcej osób ma dość epatowania takimi widokami i składa skargi.

Zgodnie z art. 141 Kodeksem wykroczeń umieszczanie nieprzyzwoitego ogłoszenia, napisu czy rysunku w miejscu publicznym jest wykroczeniem, tak samo jak – zgodnie z art. 51, prezentowanie drastycznych treści w przestrzeni publicznej. Bo takie prezentacje zakłócają spokój, porządek publiczny i wywołują zgorszenie w miejscu publicznym. A widok okrwawionych zwłok, zwłaszcza dziecka, jest w naszej kulturze uważany za widok szokujący i drastyczny.

Ale to teoria. W praktyce bardzo trudno skłonić policję i prokuraturę do tego, by zechciała się zająć sprawą i ukarała osoby czy organizacje epatujące takimi obrazami w miejscach publicznych choćby mandatem. Przekonały się o tym osoby protestujące przeciwko przejazdom antyaborcyjnej furgonetki fundacji Pro Prawo do Życia przez miasto z włączonymi głośnikami, przez które były emitowane antyaborcyjne hasła. W kilku przypadkach to zatrzymujący furgonetkę ludzie byli przez policję podawani do sądu.

Z kolei ci, którzy usiłowali zgłosić bannery przedstawiające zakrwawione ciało dziecka, często prezentowane przez tę samą fundację na Półwiejskiej, skarżyli się, że sprawy są umarzane, bo nie stwierdzono znamion przestępstwa.

Jednak ruch osób, dla których umieszczanie takich wizerunków w przestrzeni publicznej jest niedopuszczalne, staje się coraz silniejszy. “Gazeta Wyborcza” opisała historię Agnieszki Kossowskiej, mamy “Dzielnego Franka”, jednej z protestujących, która zbiera podpisy pod petycją do premiera, by zakazał wieszania w miejscach publicznych tak drastycznych plakatów antyaborcyjnych. Robi to dla swojego syna, Franka, który urodził się jako wcześniak, przez dwa miesiące był podłączony do respiratora, a teraz dzielnie walczy ze swoją niepełnosprawnością. Agnieszka Kossowska napisała też książkę “Duże sprawy w małych głowach”. Dzieci z niepełnosprawnościami opowiadają w niej o swoim widzeniu świata i jest prezeską Fundacji Rozwoju Edukacji Empatycznej FREE, prowadzącej edukację domową dla takich dzieci.

W swojej petycji Agnieszka Kossowska domaga się wydania “jednoznacznego zakazu prezentowania w miejscach publicznych drastycznych, brutalnych, nieprzyzwoitych i budzących odrazę obrazów antyaborcyjnych oraz tym samym ochrony dzieci przed emocjonalnymi, behawioralnymi i fizjologicznymi skutkami związanymi z nagłą ekspozycją na nie”. Współautorkami petycji są też psycholog Anna Bereś i pedagog specjalna Joanna Ławicka.

Dlaczego to robią? Bo, jak mówią, zdjęcia rozczłonkowanych czy zakrwawionych ludzkich zwłok nie powinny być prezentowane w przestrzeni publicznej, by mogły je oglądać na przykład dzieci czy osoby, które sobie tego zwyczajnie nie życzą. Pytają też, jak to jest, że nie publikuje się zdjęć ofiar zabójstw czy zwłok topielców, bo są zbyt drastyczne – a nie ma problemu z publikacją zdjęć martwych i w dodatku zakrwawionych dzieci.

Autorki petycji zwracają uwagę, że tu nie chodzi o zakaz wyrażania poglądów. Chodzi o to, jak się je wyraża. W akcjach propagujących bezpieczny wypoczynek nad wodą nie wykorzystuje się zdjęć topielców. W tych, które walczą o zmniejszenie liczby wypadków drogowych – zwłok osoby zmiażdżonej podczas wypadku w samochodzie. Ta sama zasada powinna obowiązywać przy dyskusji o aborcji.

W petycji poruszana jest też kwestia niekonsekwencji rządzących: w przypadku filmów o bardziej drastycznej treści obowiązuje ograniczenie wiekowe, w przestrzeni publicznej nie można wieszać plakatów epatujących nagością – ale wizerunek martwego, nagiego i zakrwawionego dziecka może sobie wisieć bez żadnych ograniczeń. Albo jeździć na przyczepie antyaborcyjnej furgonetki Fundacji Pro Prawo do Życia.

Nie są odosobnione w swojej opinii: 3 stycznia tego roku został opublikowany raport przygotowany przez 28 naukowców: psychologów, psychiatrów i neurobiologów, którzy jednoznacznie atwierdzili, że ekspozycja tak drastycznych treści w przestrzeni publicznej ma bardzo negatywny wpływ na psychikę dziecka. Ich zdaniem drastyczne zdjęcia mogą być stosowane w ściśle określonych przypadkach, ale na pewno nie w przestrzeni publicznej, gdzie mogą je zobaczyć dzieci.

Podpisy pod petycją są zbierane na stronie Nasza Demokracja.

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze