Poznań Comedy Show: chłopaki – i dziewczyna – dali czadu!

Do czego zdolne jest… mitochondrium, co robi Władysław Łokietek, gdy wraca do domu po odcinku “Korony Królów” i jak wyglądają wiadomości z Poznania. Kto nie był na premierowym odcinku Poznań Comedy Show, dużo stracił!

Warto zacząć od wyjaśnienia, co to takiego Poznań Comedy Show. Otóż jest to nowy komediowy cykl, który właśnie miał swoją premierę w Poznaniu, a będzie się regularnie odbywał w Scenie na Piętrze kilka razy w roku. To połączenie skeczy, stand upu, piosenek i improwizacji z muzyką na żywo, prezentowane na najwyższym komediowym poziomie. Gwarantują to twórcy: kabarety Czesuaf i Czołówka Piekła. Ani jednego, ani drugiego w Poznaniu specjalnie przedstawiać nie trzeba, a swoją klasę udowadniają na każdym kolejnym występie.

Nie inaczej było na premierowym spektaklu Poznań Comedy Show. Wariacje na temat serialu “Korona królów” z Władysławem Łokietkiem prosto z planu w roli głównej rozbawiły publiczność do łez, podobnie było z wiadomościami z Poznania. Tu widać było – poza profesjonalizmem – także poznański sznyt. Naprawdę trzeba być z Poznania, żeby zrozumieć, dlaczego podczas alarmu bombowego na dworcu PKP nie ewakuuje się peronu 4a. Niezorientowanym wyjaśniam: jest tak daleko od dworca, że żadna bomba tam podłożona nie jest dla niego groźna…

Każdy skecz w tym programie był ucztą dla kabaretowego ucha – oka także, w skeczu kabaretu Czesuaf prezentującym różne typy mężczyzn spotykanych na kobiecej drodze życia. “Gorączka sobotniej nocy” i polski hydraulik, tylko w takiej bardziej rozebranej i tańczonej wersji, prawie zwaliły roześmianą publiczność z krzeseł. To była ciężka próba dla mięśni przepony, a nie należy zapominać o wspaniałym głosie i temperamencie śpiewającej Olgi. No i koniecznie należy oddać sprawiedliwość wybitnym talentom: tanecznemu Wojtka Kolwaczyka oraz tanecznemu, ale bardziej… erotycznie Tomka Nowaczyka.

Nie można nie wspomnieć kącika filmowego Klaps i filmu “Titanic” z autorskimi efektami specjalnymi, niezwykle ciekawej wersji programu “Jaka to melodia” oraz refleksyjnego stand upu Tomka Nowaczyka poświęconego rozważaniom mężczyzny po 40-tce. Czy wiedzieliście na przykład, że nie ma żeńskiej formy słowa “zboczeniec”…?

Oba kabarety potwierdziły swoją wartość w scenach improwizacyjnych, montowanych na żywo z propozycji publiczności. I wyszło im to – chwilami dosłownie – śpiewająco. Warto dodać, że wszystko odbywało się z towarzyszeniem muzyki na żywo zespołu Mitochondrium, co sprawiało, ze występ był znacznie ciekawszy – ale też i trudniejszy dla artystów.

Taka premiera sprawia, że z tym większą niecierpliwością czeka się na kolejne spektakle i kolejne komediowe pomysły niezmordowanych artystów. Na pewno będzie warto przyjść, zobaczyć i posłuchać. Gwarantowane dwie godziny nieustannego śmiechu i zabawy na naprawdę doskonałym poziomie.

W tej beczce miodu jest jednak jedna łyżka dziegciu: nagłośnienie. Niestety, w Scenie na Piętrze pozostawia ono wiele do życzenia, co mogą stwierdzić także bywalcy kina Muza, tymczasowo przeniesionego na Masztalarską. Mniej więcej od połowy sali zaczynają się problemy ze zrozumieniem tego, co mówią artyści, a na końcu części tekstów w ogóle nie było słychać. Co ciekawe, przy piosenkach nie było tego problemu.

Miejmy nadzieję, że Scena na Piętrze do kolejnego spektaklu rozwiąże ten problem – taka jakość kabaretu zasługuje naprawdę na znacznie lepszą jakość dźwięku.

Lilia Łada, fot. Sławek Wąchała

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze