hotel Lech fot. T. Dworek ROSM

Został zamknięty w 2019 roku – i nadal stoi pusty. Nie toczą się tam też żadne prace remontowe przygotowujące go do nowej funkcji. Wbrew pozorom powodem braku działań wcale nie jest remont Świętego Marcina. Albo raczej: nie tylko on.

Przypomnijmy: w 2019 roku właściciel hotelu postanowił go zamknąć, a wśród powodów był konieczny remont, by hotel spełniał standardy, a także fakt, że właściciel hotelu nie był właścicielem budynku, co z czasem zaczęło być niewygodne. Eksperci do nieruchomości zapowiadali wówczas, że budynek na pewno nie będzie długo pusty, bo to idealna lokalizacja na hotel, apartamentowiec z lokalami na wynajem czy akademik.

Niestety, przepowiednie ekspertów się nie sprawdziły, bo budynek nadal stoi pusty i nadal nie wiadomo, co właściciel chce z nim zrobić. Remont ulicy Święty Marcin, a w zasadzie całego centrum to oczywiście nie jest najlepszy moment na otwarcie hotelu czy apartamentowca – jednak bardzo dobry czas na remont dawnego hotelu, a przecież ten budynek potrzebuje remontu. Dlaczego więc nic się tam nie dzieje?

Sprawą jest żywo zainteresowana Rada Osiedla Stare Miasto, bo budynek stanowi dość widoczny element Świętego Marcina i bez remontu nie będzie dobrze wyglądał przy odnowionej ulicy. Poza tym jest też częścią ulicy Gwarnej, która w ramach Programu Centrum ma przejść metamorfozę – brak uporządkowania sprawy z hotelem na pewno nie wpłynie pozytywnie na jej wygląd.

Okazuje się jednak, że sprawa nie jest taka prosta jak się wydaje. Owszem, budynek ma jednego właściciela – ale już część terenu pod arkadami należy do miasta. Już w 2020 roku radny Jacek Maleszka, przewodniczący Komisji Polityki Przestrzennej i Rewitalizacji ROSM, ostrzegał że z ulica Gwarną, a więc i z hotelem Lech, będą problemy.
– W okresie przedwojennym i w latach 50. nie było pasażu po stronie zachodniej, znajdowały się tam po prostu sklepy – mówił. – Hotel Lech szpeci okolicę nielegalnymi wielkoformatowymi reklamami, a podcienia nie są sprzątane przez właścicieli.

Jak informuje Tomasz Dworek, wiceprzewodniczący ROSM, konserwatorowi udało się doprowadzić do zdjęcia nielegalnych reklam z budynku, ale podcienia nadal nie są sprzątane. W ogóle z arkadami, i tymi od strony Świętego Marcina, i od strony Gwarnej, jest duży problem i trzeba zastanowić się, jak go rozwiązać.
– Warto także rozmawiać o przyszłości Gwarnej, która jest jedną z najbrzydszych dziś ulic w centrum miasta – podkreśla radny. – Owszem, przejdzie swoją metamorfozę w ramach kolejnego etapu prac, ale warto tu wspólnie zastanowić się nad jakością i użytecznością przestrzeni wspólnej. Dziś część działek pod arkadami jest własnością prywatną, część miejską. Teoretycznie więc trakt pod filarami może zostać wyłączony z komunikacji. Tak zresztą już się dzieje, parkują tu auta.

Budynek niszczeje, kwestie własnościowe nie poprawiają sytuacji – i aż trudno uwierzyć, że ten zabytkowy hotel był kiedyś jednym z najelegantszych w Poznaniu. Wybudowany od razu jako hotel w 1910 roku był bardzo nowoczesny: posiadał windy, jadalnie dla gości na każdym piętrze, a parter wypełniały sklepy. Oczywiście nie nosił wtedy nazwy Lech – najpierw nazywał się Residenzhotel, a od 1920 roku, po zmianie właściciela – Britania. Nazwę Lech otrzymał w 1945 roku.

W czasach poprzedniego ustroju hotelem zarządzało Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Turystyczne Przemysław i to na jego zlecenie budynek kilkakrotnie przebudowano, niszcząc jego urodę: zlikwidowano narożny wykusz, zniknęła część balkonów, a w latach 70. ubiegłego wieku dobudowano piętro zamiast spadzistego dotąd dachu, przez co budynek ma dziś nie tylko płaski dach, ale też zachwiane proporcje i wygląda po prostu brzydko.

Podziel się: