Otwarte Klatki lis6, fot. Otwarte Klatki

“Piątka PiS dla zwierząt”: Ewa Zgrabczyńska popiera, hodowcy protestują

Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziały zmiany w prawie ochrony zwierząt – i są to zmiany, które mocno biją w przemysł futrzarski. Tymczasem tylko w Wielkopolsce istnieje kilkaset firm, które hodują norki na futra. “Z czego mamy żyć?” – pytają hodowcy.

Zgodnie z projektem, o którym mówił we wtorek Jarosław Kaczyński, zostanie wprowadzony zakaz hodowli zwierząt futerkowych, a ubój rytualny będzie dozwolony jedynie z powodów religijnych. Zostaną zwiększone kompetencje organizacji społecznych, które będą mogły prosić o pomoc policję przy odbieraniu źle traktowanych zwierząt.

W prawie zostanie doprecyzowane, co to właściwie znaczy “złe warunki” trzymania zwierząt, między innymi wielkość kojca, a inspekcja weterynaryjna będzie mogła nakładać mandaty za złe warunki hodowli. Zwierzęta nie będą mogły być trzymane na krótkiej uwięzi, a prawo do używania kolczatek będzie bardzo ograniczone. Będzie obowiązywał całkowity zakaz wykorzystywania zwierząt w przedstawieniach cyrkowych.

Pod większym nadzorem znajdą się schroniska dla zwierząt. Będą je mogły prowadzić wyłącznie gminy i organizacje pożytku publicznego, a osoby prowadzące taką placówkę będą musiały mieć nieposzlakowaną opinię i nie być karane. Ustawa wprowadzi także wymóg częstszych kontroli schronisk.

Z projektu ustawy bardzo cieszy się Ewa Zgrabczyńska, dyrektor poznańskiego zoo, która skomentowała je krótkim, ale wymownym wpisem “hurra!” na swoim Facebooku. Deklaruje, że podpisuje się pod projektem obiema rękami, choć niektóre przepisy jej zdaniem – jak powiedziała Onetowi – wymagają jeszcze zmian. Chodzi jej tu o ubój rytualny, który powinien być zakazany, bo w imię żadnej religii nie można zabijać zwierząt zwiększając ich cierpienie.

Z projektu ustawy nie cieszą się natomiast hodowcy zwierząt futerkowych, których tylko w Wielkopolsce jest kilkuset. Dla nich projekt ustawy, jeśli w tej formie wejdzie w życie, oznacza jedno: że będą musieli zlikwidować fermy. – A z czego mamy żyć? – pytają hodowcy. I zwracają uwagę, że mówi się o utracie źródła utrzymania dla wielu osób, ale nie podaje żadnej alternatywy. W innych krajach, które zdecydowały się na taki krok, hodowcy otrzymali pomoc od państwa oraz odszkodowania umożliwiające otwarciej innej działalności. W Polsce na razie o tym nie padło ani jedno słowo.

Obrońcy praw zwierząt ripostują jednak, że hodowcy sami są sobie winni. Przypadki znęcania się nad zwierzętami na fermach są tak liczne, tak drastyczne i tak często nagłaśniane przez media, że trudno im będzie kogokolwiek przekonać o tym, jacy to hodowcy są dyskryminowani i biedni. Zgodnie z badaniami opinii publicznej aż 73 proc. Polaków jest za likwidacją ferm futrzarskich.

el

Dodaj komentarz

avatar