Pożar w Przysiece fot. OSP KSRG Kościan

Kościan: Dlaczego płonie wysypisko śmieci w Przysiece Polskiej?

Kolejny pożar na składowisku odpadów w Przysiece Polskiej pokazał niepokojącą prawidłowość odnoszącą się nie tylko do tego składowiska. Mimo regularnego powtarzania się pożarów, stwierdzonego zagrożenia dla mieszkańców – nikt z tym nic nie robi. Dlaczego?

Pożarów w Przysiece Polskiej na istniejącym tam składowisku tylko w tym roku było już pięć. A ponieważ są tam składowane odpady plastikowe i metalowe, więc gdy dochodzi do pożaru – na całą okolicę wraz z dymem lecą toksyczne substancje będące efektem spalania. Dodatkowo sam dym, gęsty i ciemny, mocno utrudnia życie w całej okolicy, nie mówiąc już o leżącej w pobliżu trasie kolejowej Poznań – Leszno. Przy każdym pożarze jest zamykana albo ruch odbywa się jednym torem, co oznacza wymierne finansowe straty dla PKP.

Czyli mamy przedziwną sytuację: PKP traci duże pieniądze, okoliczni mieszkańcy są regularnie podtruwani toksycznymi wyziewami podczas pożarów i składają na to skargi do swoich władz. Interpelację w tej sprawie złożył poseł Adam Szłapka. A mimo to nikt z tym składowiskiem nic nie robi. Dlaczego? Zapytaliśmy o to w Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.
– Podmiot, na terenie którego doszło do pożarów, prowadzi legalną działalność w zakresie zbierania oraz przetwarzania odpadów na podstawie zezwoleń wydanych przez właściwe organy ochrony środowiska, którym w zakresie przetwarzania odpadów jest marszałek Wielkopolski, a w zakresie zbierania i przetwarzania poza instalacjami starosta kościański – tłumaczy Leszek Kurek, rzecznik prasowy WIOŚ.- Organy te ustaliły warunki korzystania ze środowiska przez podmiot zgodnie z obowiązującymi w dniu wydania decyzji przepisami.

A to oznacza, że dopóki firma prowadząca składowisko nie złamie przepisów i nie udowodni jej się celowego podkładania ognia – a przy wszystkich pożarach przyczyna był samozapłon, nie stwierdzono podłożenia ognia – to w zasadzie nic nie można zrobić. Jak poinformował Leszek Kurek, WIOŚ przeprowadziła kontrolę składowiska, któ©a trwała od 27 stycznia do 23 lutego. Była to pozaplanowan kontrola interwencyjna, związana właśnie z pożarami – ale nie wykazała żadnych nieprawidłowości. Inspektorzy WIOŚ byli też na miejscu podczas pożaru, który wybuchł 26 czerwca, i następnego, z 2 lipca. 7 lipca skontrolowali teren z pomocą drona. I nie wykryto niczego niezgodnego z prawem.

Przypomnijmy, że jak informowaliśmy, składowisko kontrolowali także strażacy pod kątem bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Znaleźli sporo uchybień: brak dostatecznego zaopatrzenia w wodę i brak drogi przeciwpożarowej oraz zbyt wysokie hałdy odpadów. Ale to wszystko nie jest powodem do zamknięcia składowiska.

Jedyna nadzieją dla okolicznych mieszkańców może być fakt, że od wydania pozwolenia zmieniły się przepisy – teraz podmioty gospodarujące odpadami muszą podać masę składowanych odpadów z podziałem na ich poszczególne rodzaje.
– termin na wykonanie tego obowiązku upływał 5 marca – mówi Leszek Kurek. – Podmiot dochował tego terminu i złożył w stosownym czasie Marszałkowi Województwa Wielkopolskiego wniosek o zmianę posiadanych zewoleń i pozwolenia zintegrowanego. Postępowanie w tej sprawie nie zostało do chwili obecnej zakończone.

Powodem jest złożenie przez firmę niekompletnych dokumentów – dopóki nie zostaną uzupełnione i zaakceptowane przez urząd marszałkowski, nowe pozwolenie nie zostanie wydane. A ono mogłoby w pewnym stopniu złagodzić uciążliwości tego sąsiedztwa dla mieszkańców – zgodnie z nowymi przepisami dopuszczalna masa magazynowanych odpadów jest znacznie mniejsza niż ta, która obecnie znajduje się na składowisku w Przysiece Polskiej. A mniej odpadów oznacza mniejsze prawdopodobieństwo wybuchu kolejnego pożaru – o ile, oczywiście, urząd marszałkowski wreszcie wyda firmie zezwolenie, a ona będzie przestrzegać jego warunków.

 

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze