koczowisko przy Lechickiej, interwencja fot. Mondo Cane

Interwencja na koczowisku przy Lechickiej. „To, co zastaliśmy na miejscu, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania”.

14 psów, 6 kotów oraz siedem małych świń wietnamskich odebrali obrońcy zwierząt mieszkającym na koczowisku przy ulicy Lechickiej. Jednej ze świń, jeszcze karmiącej prosięta, nie zdążyli zabrać – została zaszlachtowana w trakcie interwencji.

„To, co zastaliśmy na miejscu, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania” – napisali działacze Mondo Cane – Inspektorat Poznań, którzy wspólnie z policją, strażą miejską oraz pracownikami MOPR przeprowadzili tam interwencję 8 stycznia.
„Państwo w państwie, wioska w środku miasta, rozpadające się działki ROD przerobione na „mieszkania”. Wszędzie ktoś – dzieci, dorośli, psy, koty, walające się śmieci, sterty starych ubrań, mebli, plastiku, wszystkiego. W „piecach” palone wszystkim” – opisują działacze. To, co zastali na koczowisku, nazwali trzecim światem: „Z każdej strony wrzeszczący i awanturujący się Romowie, chwilami agresywni, biegające dzieci, uciekające psy, chowane naprędce w domach. Obłęd! Bezpańskie psy i koty, rozmnażające się, dzikie, jedzące co popadnie, biegające po ruchliwej ulicy, rozjeżdżane, stwarzające bezpośrednie niebezpieczeństwo w ruchu drogowym. Bez szczepień, bez dostępu do wody, bez jakiejkolwiek karmy”.

Czary goryczy dopełniło zabicie świni, prawie na oczach interweniujących. działacze Mondo Cane zapowiadają, że nie zostawią tej sprawy i będą dążyć do ukarania winnych, bo ich zdaniem świnię zabito ze szczególnych okrucieństwem. Zwracają też uwagę, że być może zgodnie z rumuńskim prawem można tak postępować, ale tu jest Polska i obowiązuje Ustawa o ochronie zwierząt, które na to nie pozwala.

„Jest nie do pomyślenia, żeby ludzie w XXI wieku tak mieszkali i tak traktowali zwierzęta, i żeby przez tyle lat nikt nic z tym nie zrobił!!! Wstyd miasto Poznań, wstyd i nieudolność” – podsumowują działacze Mondo Cane.

Koczowisko przy Lechickiej sprawia problemy od lat, ale akurat jego powstanie nie jest winą władz miasta. Kiedyś znajdowały się tu ogródki działkowe, ale w 2013 roku spadkobiercy prywatnych właścicieli tych terenów odzyskali je. Działkowcy się wyprowadzili, ale spadkobiercy, poza odzyskaniem tego terenu, nic więcej nie zrobili, a przede wszystkim nie zagospodarowali go w żadne sposób. Nie trwało długo, gdy do opuszczonych altanek wprowadziły się romskie rodziny, a później także bezdomni Polacy. Przybysze wypalali kable, palili śmieciami, awanturowali się i głośno imprezowali, tworząc wokół wysypiska śmieci.

Mieszkańcy okolicznych osiedli i ich radni od lat prosili miasto, by coś zrobiło z tym problemem – sęk w tym, że skoro to prywatna działka, miasto niewiele może zrobić. Policja i straż miejska wielokrotnie interweniowały na tym terenie, mieszkający tu Romowie otrzymują też pomoc od miasta. Jednak wszystkie te działania, choć potrzebne, nie służą rozwiązaniu problemu. Czy pomoże go rozwiązać ta najnowsza interwencja?

3 1 vote
Oceń artykuł

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze