Rynek Łazarski przed remontem fot. Iwona

Hejt wokół nowego Rynku Łazarskiego. „Czy nikt już nie pamięta?”

„Nie mogę już czytać tych wszystkich hejterskich wpisów na temat Rynku Łazarskiego” – napisała do nas pani Iwona. I przesłała zdjęcia dawnego rynku. „Naprawdę za tym wszyscy tak tęsknią?” – zapytała.

Zakończony niedawno remont Rynku Łazarskiego wciąż budzi emocje – i to głównie z gatunku tych negatywnych. Na łazarskich forach nie brakuje wpisów ubolewających nad efektami remontu i twierdzących, że wcześniej na rynku było lepiej i wygodniej, tak dla kupców, jak i dla kupujących.

Takie wpisy tak zdenerwowały panią Iwonę, że też postanowiła zabrać głos w tej sprawie, bo większość takich opinii zwyczajnie, jak uważa, mija się z prawdą. Pani Iwona przypomniała dziurawą i brudną nawierzchnię dawnego rynku, bo przy tych dziurach i walących się straganach po prostu nie dawało się jej porządnie posprzątać. Same stragany też były brudne, a niektóre ledwo się trzymały. Nie tylko z powodu wieku i zużycia, ale też regularnie organizowanych na rynku nocnych imprez.

„Mieszkam w pobliżu rynku od urodzenia” – napisała do nas. – „Pamiętam jeszcze stragany z pirackimi kasetami i reklamówkami, pamiętam ciuchy przywożone z zachodu, tu kupiłam pierwsze jeansy. Ale pamiętam też te ostatnie lata, kiedy przez rynek strach było przejść, bo na straganach albo spali bezdomni, albo imprezowali okoliczni pijacy. Kupcy schodzili o 14.00 i wtedy menele obejmowały rynek w posiadanie. Czy do tego tak tęsknią ci, którym się obecny rynek nie podoba? Przecież codziennie była tam jak nie policja to straż miejska, która ściągała pijaków z ławek w Lejku Łazarskim. Przez te imprezy latem w mieszkaniach wychodzących na rynek nie szło okien otworzyć, bo ciągle było słychać pijackie śpiewy i przekleństwa. A wokół rynku nie dało się przejść, bo samochody stały nawet na przejściach dla pieszych tak ciasno, że nie szło się przecisnąć. Czy nikt już tego nie pamięta?”.

Pani Iwona przypomina też, że sami kupcy chcieli zmian na rynku, narzekali na walące się stragany.
„Teraz czytam, że zimno, bo hala ma tylko dach, że nawierzchnia śliska” – wyliczała. – „Ale przecież wcześniej nawet dachu nie było. Jak ludzie robili zakupy, to im kapało na głowę, kupcom przecież też, bo te plastikowe daszki nie chroniły przed deszczem. Nawierzchnia będzie śliska, jeśli się nie posprząta śniegu i lodu, ale przynajmniej można to zrobić, podczas gdy na starym rynku żadne sprzątanie nie miało sensu. tego też nikt nie pamięta?”.

Wydawałoby się, że pani Iwona jest bezkrytyczną zwolenniczką obecnego wyglądu Rynku Łazarskiego. Ale, jak zaznacza, wcale tak nie jest. Podoba jej się, że zrobiono na rynku porządek, ale futurystyczny wygląd nowej hali nie jest w jej guście, choć, jak napisała „przy tych zniszczonych kamienicach i ruderach, każdej z innej bajki, które okalają rynek, to żadna konstrukcja nie będzie wyglądała dobrze”. Ale uważa, że obecny rynek zasługuje na szansę, a nie wyłącznie krytykę. I to krytykę często nieprawdziwą – pani Iwona codziennie robi zakupy na rynku i doskonale wie, że kupcy tam są i od rana codziennie prawie wszystkie są zajęte. Ale mimo to czyta na forach, że kupców nie ma, że zrezygnowali, że nikt nie chce tam handlować i że kupujących też nie ma.

– „Rozumiem konstruktywną krytykę, zwracanie uwagi na błędy, bo i mnie nie wszystko się na tym rynku podoba i uważam, że mogło być zrobione lepiej” – podsumowała swój mail. – „Ale większość tych wpisów to nie jest żadna krytyka, tylko wylewanie jadu i niezadowolenia ze wszystkiego. Nie wiem, czy to przeciwnicy Pana Prezydenta, czy zwolennicy innej koncepcji, której nie zrealizowano. Ale wszyscy powinni się zastanowić nad tym, co piszą, bo przecież nie są anonimowi, a ich wpisy świadczą nie o niedostatkach rynku i jego remontu, ale o nich samych”.