Zwolnienie Adama Nawałki: Trenerowi dostało się za błędy innych?

Podziel się!

Pozbycie się Adama Nawałki przed końcem sezonu to kolejny dziwny ruch wykonany przez zarząd Lecha Poznań w ostatnim czasie. Trenerowi dostało się za wszystko, ale ile było w tym tak naprawdę jego winy?

Na wstępnie zaznaczę – nie zamierzam bronić w tym tekście Adama Nawałki. Nie mam zamiaru pisać, że jest złym trenerem, ponieważ zbyt słabo punktował, ani wychwalać jego umiejętności, pamiętając o sukcesach jakie osiągnął z kadrą narodową. Uważam (jak zapewne większość kibiców), że ocenianie trenera po jedenastu (!) spotkaniach nie ma najmniejszego sensu i naprawdę niewiele można powiedzieć o trenerze i jego pracy, skoro na dobrą sprawę dostał drużynę stworzoną przez kogoś innego i na zmiany miał niewielki wpływ. Nawałki już z nami nie ma, oczywiście wypada mu życzyć powodzenia w kolejnym klubie.

Reklama

To teraz cofnijmy się nieco w czasie – trzynaście lat temu doszło do fuzji Lecha z Amicą. Wtedy powstała też pierwsza koncepcja budowania drużyny. Franciszek Smuda dostał dużo wolności w tworzeniu nowego zespołu oraz zarząd klubu, który na tle innych drużyn z ekstraklasy imponował spokojem i przemyślanymi decyzjami, które nie zapadały pod wpływem emocji.

Trofeów Smuda zbyt wiele nie ugrał, ale trzeba mu oddać, że “jego” Lecha oglądało się z przyjemnością, a kilka dreszczowców kibice wspominają do tej pory. Po nim nastał, dość krótki, czas Zielińskiego, w którego zdecydowanie mniej osób wierzyło, ale który, dzięki swojemu pragmatyzmowi, dał Kolejorzowi mistrzostwo Polski. To nie wystarczyło i w połowie następnego sezonu Zieliński musiał pożegnać się z pracą. I w zasadzie od tego momentu decyzje, które zaczął podejmować zarząd klubu stawały się coraz bardziej chaotyczne, a o długofalowym budowaniu drużyny nie mogło być mowy.

Reklama

Cierpliwość, która początkowo wyróżniała władze Lecha, na tle ligi, zamieniła się w zbyt wysokie oczekiwania wobec trenerów, a w przypadku ich niespełnienia, w jeszcze szybsze dymisje. Miejsce poznańskiemu klubu w szeregu próbował wyjaśnić Nenad Bjelica, który za chwilę szczerości bardzo mocno oberwał. Tymczasem Bjelicy już nie ma, a sytuacja Lecha ze złej zamieniła się tragiczną.

A warto pamiętaj, że zaledwie kilka miesięcy temu trenerem został Ivan Djurdević, który w końcu miał dać Lechowi nowe oblicze. Wieczne oszczędzanie i szukanie okazji na rynku transferowym miało zostać zastąpione przez jakość. Jej potwierdzeniem mieli być Tiba i Amaral, a Lech znowu miał być wielki. I akurat do nowych nabytków ciężko mieć większe zastrzeżenia. Oczywiście mogli dać klubowi więcej, ale za dramatyczną postawę drużyny też ciężko ich winić.

Kto jest zatem winny zaistniałej sytuacji? Zarząd, który teraz próbuje zrzucić odpowiedzialność na kolejnego trenera. Obecna sytuacja Lecha w tabeli jest odzwierciedleniem problemów, które nawarstwiały się już od dłuższego czasu. Chaotyczna polityka transferowa (może trochę stary, ale chyba najlepszy przykład to brak ściągnięcia napastnika w momencie, kiedy w ataku “szalał” Ślusarski), przy jednoczesnej presji na wynik. W połączeniu z sezonowym wyprzedawaniem każdej wyróżniającej się postaci, skutkuje tym, że Lech w polskiej lidze znaczy coraz mniej, a w Europie nie istnieje.

Reklama

Naiwnej wiary, że kolejny trener jest w stanie zmienić oblicze zespołu nawet nie chce się komentować. Problemem Lecha od dłuższego czasu jest brak wystarczającej jakości wśród piłkarzy. Marzymy o mistrzostwie, jednocześnie ściągając zawodników jak Janicki i Makuszewski, którzy byli niechciani w innym (wówczas słabszym) klubie ekstraklasy, z nadzieją, że u nas się odbudują. Takie szanse zawodnikom może dawać Zagłębie Sosnowiec (oczywiście z całym szacunkiem dla tego klubu), a nie zespół, który chce walczyć o najwyższe cele. “Udane” transfery lokalne, konsekwentnie wspieramy dziwnymi “inwestycjami” z innych krajów, które najczęściej okazują się niewypałami.

W tym momencie wracamy do punktu wyjścia. Mamy zespół, z którego większość zawodników odejdzie, a nowy trener dostanie zadanie budowania kolejnego długofalowego projektu. Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie oglądanie Lecha to pewnego rodzaju forma masochizmu, nowy projekt brzmiałby nawet kusząco. Tylko, że nowy projekt miał powstawać już w tym sezonie. Nie wyszło to zbyt dobrze. W efekcie, jeśli chodzi o trofea, przegraliśmy ten sezon i najprawdopodobniej przegramy kolejny.

Jeżeli gra Lecha pod wodzą nowego trenera się chociaż minimalnie poprawi (albo zacznie lepiej punktować, co w polskiej lidze nie jest takie trudne), zarząd hucznie odtrąbi sukces. Jeżeli wyniki pozostaną na obecnym poziomie za kilka miesięcy prawdopodobnie będzie nas czekała kolejna “rewolucja”, oczywiście poprzedzona ładnymi hasłami i wieloma obietnicami. Mając w pamięci, jak poprzedni sezon zakończyli kibice Lecha, wygląda to trochę na zabawę dynamitem. Ciekawe, ile tym razem fani Kolejorza, będą w stanie znieść upokorzeń, zanim ponownie zrobi się nieprzyjemnie?

Reklama

Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar
Reklama