Poznań: masowa wycinka drzew, czyli jak zniszczyć zieleń miejską

Podziel się!

Wycięte drzewa przy parku Wilsona, planowana wycinka w parku Wieniawskiego i ogołocony z drzew Ostrów Tumski. Tymczasem urząd miasta przekonuje, że… w Poznaniu drzew przybywa!

W ciągu ostatnich kilku tygodni w Poznaniu zostało wyciętych kilkaset drzew: klony przy parku Wilsona, drzewa w przyszłym parku na Starołęce Małej, a dziś Społeczny Opiekun Zabytków doniósł o przerażającej dewastacji drzewostanu na Ostrowie Tumskim. Wycięte zostały co najmniej trzy zdrowe lipy przy pomniku Jana Kochanowskiego przed budynkiem dawnej Akademii Lubrańskiego. Zgodnie z informacjami posiadanymi przez Społecznego Opiekuna Zabytków, lipy były zdrowe i nie liczyły więcej niż 90 lat, a więc jak na te drzewa nie były stare. Dlaczego zostały wycięte?

Ponieważ w tym samym czasie został rozebrany stary mur znajdujący się przy lipach, można wnioskować, że oba działania są jakoś powiązane. Mur nadawał się do odbudowania, więc – zgodnie z logiką ostatnio rządzącą w mieście – by to było możliwe, wycięto drzewa. Wszystkim w Poznaniu przecież wiadomo, że mur można odbudować tylko z jednej strony. Dowiodła tego wycinka drzew na skwerze przy parku Wilsona. By nie utrudniać odbudowy muru parku, wycięto trzy dorodne klony od ulicy, podczas gdy pozostawiono nie ruszone rachityczne krzaki i drzewka od strony parku. Gołym okiem widać, że gdyby od tej drugiej strony przeprowadzono wycinkę na potrzeby prac budowlanych, ubytek zieleni byłby znacznie mniejszy. Dlaczego tego tak nie zrobiono? I dlaczego nie pomyślano o tym przed wycinką lip na Ostrowie Tumskim?

A wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek niszczycielskich zapędów. W planach, jak informuje Rada Osiedla Stare Miasto, jest wycinka 19 drzew w parku Wieniawskiego.
– A dlaczego do wyrżnięcia jest 19 drzew na Teatralce? – pyta zdenerwowany Tomasz Dworek, radny ze Starego Miasta. – Bo złamana gałąź uszkodziła auto. ZZM musiał płacić odszkodowanie. To są wielkie, stare drzewa, może się zdarzyć, że wichura złamie gałąź, ale konieczna jest rzetelna ekspertyza stanu drzew. A czy w Poznaniu są takie robione nie wiem. Wiem, że deweloperzy zawsze dostają zgody na wycinki, np na ul. Zielonej.

Opinię radnego ze Starego Miasta podzielają radni z Naramowic, Grunwaldu, Wildy, Piątkowa, Starołęki i wielu innych osiedli miasta, bo i oni walczą o zmniejszenie wycinki drzew w swoich osiedlach. Niestety, często jest to walka z wiatrakami.
– Już mam dość czytania pism od wiceprezydentów (czy to Wudarskiego czy to Kierzek-Koperskiej), że liczba drzew rośnie bo wycina się tylko nielegalne – podsumowuje Michał Kucharski, radny z osiedla Naramowice. – I że wcale a wcale na Naramowicach liczba drzew nie spada.

Paulina Suszka ze stowarzyszenia Urbanator walczyła o drzewa na Starołęce Małej. Pod pretekstem budowy parku dokonano tam, zdaniem społeczników, masowej wycinki drzew.
– Ani pan Solarski, ani żadna z instytucji nie odpowiedziały na żadne z wysłanych pism, nie przesłano nam też notatki ze spotkania z panem wiceprezydentem mimo że ten nam ją obiecał – mówiła wówczas Paulina Suszka. – Władze Poznania pokazały właśnie mieszkańcom wielkiego faka. Obiecujemy wzajemność.

Tymczasem na stronie miasta Poznania można przeczytać duży i szczegółowy artykuł o tym, że… w Poznaniu jest coraz więcej drzew. “Poznań to zielona metropolia” czytamy na stronie www.poznan.pl. – “Miasto, w zakresie organizacji i utrzymania zieleni, prowadzi działania przemyślane i ukierunkowane na zapewnienie mieszkańcom dostępu do takich terenów. Ochrona klinów zieleni, rewitalizacja istniejących oraz tworzenie nowych parków i skwerów – to tylko część tej strategii. Choć zdarzają się sytuacje, w których drzewa muszą zostać wycięte, dzięki nowym nasadzeniom bilans jest zawsze na plus”.

Owszem, przekonują informatorzy autora artykułu, od czasu do czasu trzeba wyciąć jakieś drzewa, i niekoniecznie stare lub chore. Ale wszystkiemu winni są… mieszkańcy i rady osiedli: “Zarząd Zieleni Miejskiej, kierując się dbałością o zieleń w mieście, stara się usuwać drzewa w możliwie minimalnym zakresie. Mieszkańcy oczekują jednak inwestycji, których realizacja wymaga zastąpienia gęstej dzikiej roślinności zielenią zorganizowaną. Dotyczy to przede wszystkim rewitalizacji lub budowy parków, zieleńców oraz innych miejsc rekreacji. O tego typu inwestycje zabiegają rady osiedli”.

Osiedli w Poznaniu jest sporo, dokładnie 42, więc pewnie nie wszyscy osiedlowi radni rzeczywiście walczą o zieleń i drzewa. W przypadku wycinki drzew na skwerze przy parku Wilsona Rada Osiedla Święty Łazarz akurat przyklasnęła temu pomysłowi, chociaż nie jednogłośnie. Kilku radnych było przeciwnych wycince. Ale przytłaczająca większość osiedlowych samorządowców z Poznania walczy o swoje tereny zielone, sprząta je, prowadzi nasadzenia i sprzeciwia się wycince drzew, gdy nie jest to absolutnie konieczne. Gdzie są więc te rady osiedli, które wolą “zieleń zorganizowaną” i “rewitalizację”?

Trzeba przy okazji zauważyć, że słowo “rewitalizacja” nabiera ostatnio w Poznaniu dość niepokojącego znaczenia. Wystarczy spojrzeć na niedawno oddany do użytku – po rewitalizacji – Święty Marcin, projekt placu Kolegiackiego i choćby Rynku Łazarskiego. Też z rewitalizacją w tle. Wszędzie tam pojawiają się pojedyncze, rachityczne drzewka otoczone betonem. To cała planowana zieleń na zrewitalizowanym terenie. Oczywiście, wiadomo, że w centrum miasta posadzenie jakiejkolwiek większej rośliny w gruncie bardzo często nie jest możliwe ze względu na infrastrukturę podziemną. I z pewnością drzewa w betonowych donicach są zmianą na plus w miejscach, gdzie żadnych drzew wcześniej nie było. Ale czy naprawdę musi temu towarzyszyć aż tyle betonu? Dlaczego nie można tych donic postawić na pasach trawy, zostawiając wybrukowaną tylko tę część, które jest chodnikiem i miejscem pod kawiarniane ogródki?

Włodzimierz Nowak, radny osiedla Grunwald, walczył o zachowanie klonów rosnących przy parku Wilsona, a temat zieleni w mieście jest mu szczególnie bliski.
– To, co się dzieje z drzewami, przebiło standardy ery Grobelnego – podsumowuje gorzko radny. – To co się dzieje z propagandą nie odbiega od tamtych czasów. Sadzenie przy ulicach drzewek typu głóg czy klon polny elegant, które nie przekroczą 12 m w warunkach miejskich, nie jest żadnym zastępstwem dla dużych drzew. Obrona obecnej “szyszkodnikowej” polityki nie ma podstaw! Boli tym bardziej, gdy się zna ulice niemieckich miast, gdzie wyrzyna się od 30 lat fragmenty asfaltu i sztukuje infrastrukturę kablową, by wsadzić drzewa. Boli tym bardziej, że jej usuwanie i narażenie podlega grze interesów, jak na Grunwaldzie, Łazarzu, Starołęce Małej, jak na Umultowie, gdzie dla interesów narusza się kompozycje urbanistów. Po prostu w Poznaniu dalej rządzi XX w myślenie o miastach, w których zieleń jest dekoracją, wyglądającą dobrze zza szyby samochodowej, a zrównoważony rozwój przemianowano na fasadę często omijającą postanowienia Karty ONZ z Rio z 1992, a czasem sprzeczną z nią.

Lilia Łada, fot. Społeczny Opiekun Zabytków


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar