Wielkopolska. Zabita ciężarna locha. Obok leżały płody małych dzików

Nieznani sprawcy porzucili w lesie, niedaleko Nadleśnictwa Czerniejewo, zabitą ciężarną lochę. Obok leżały jej wnętrzności, w tym ciała trzech, całkowicie już wykształconych warchlaków. Sprawą zajmuje się policja.

Makabrycznego znaleziska dokonały – jak informuje „Gazeta Wyborcza” – dwie okoliczne mieszkanki 22 kwietnia. Natychmiast zgłosiły sprawę policji. To nie pierwsze znalezisko zabitego zwierzęcia w tej okolicy, niedaleko znajdowano też góry warzyw, które miały przywabiać dziki, mimo że obowiązywał zakaz takich praktyk ze względu na ASF, czyli afrykański pomóc świń. Nigdy jednak jeszcze nie znaleziono zwierzęcia tak brutalnie zabitego. Wypatroszenie lochy i i wyrzucenie trzech warchlaków, którym niewiele już brakowało do narodzin, świadczy o wyjątkowym bestialstwie. Jak powiedział „Gazecie Wyborczej” poznański łowczy, żaden etyczny myśliwy nie zrobiłby czegoś takiego.

Lasy, w których znaleziono lochę, znajdują się w strefie niebieskiej, co oznacza, że obowiązują tam szczególne zasady ostrożności wobec dzików. Każdy myśliwy, który odstrzeli dzika na takim terenie, powinien niezwłocznie dostarczyć go jednostce inspekcji weterynaryjnej na tym terenie do zbadania. Chodzi o to, by nie dopuścić do szerzenia ASF, jeśli zabity dzik był zarażony tą chorobą. Krew, wnętrzności czy choćby sierść mogą przenieść zakażenie na inne zwierzęta czy ludzi, a za ich pośrednictwem – na hodowlę trzody chlewnej.

To teoria. A w praktyce w lasach bez większego trudu można znaleźć zwłoki zabitych dzikich zwierząt, które leżą tam nawet po kilkadziesiąt dni. Są to zwierzęta, która padły zderzyły się z samochodem, nie szukali ich myśliwi przekonani, że chybili – lub padły z powodu choroby, na przykład ASF. Informowaliśmy o wielu takich przypadkach.

Jednak pozostawienie wypatroszonej lochy w lesie, w miejscu ogólnodostępnym to już zupełnie co innego. To już przestępstwo ścigane na mocy ustawy o ochronie zwierząt, a poszukiwaniem sprawcy zajmuje się policja.