zakażony, koronawirus fot. S. Wachała

Wielkopolska: Sytuacja w szpitalach jest zła, uważa Paulina Stochniałek

Brak sprzętu, brak ludzi i pandemia – to trzy czynniki, które sprawiają, że szpitale gonią resztkami sił. Ale sytuacja zrobiła się dramatyczna, gdy wojewoda wystosował wezwania do pracy. Tak uważa Paulina Stochniałek, członki zarządu województwa.

Szpital wojewódzki, który podlega marszałkowi Wielkopolski i do którego dziś zaprosiła dziennikarzy wicemarszałek Stochniałek, ma 81 łóżek covidowych. 73 z nich są zajęte, a zapełniły sie w ciągu kilku ostatnich dni. Łóżek respiratorowych jest 8 i 7 jest zajętych. Personel już nie choruje, bo jest zaszczepiony, ale za to jest przemęczony. Od lat w szpitalach jest za mało pracowników, bo nie ma na nich pieniędzy. A teraz jeszcze ci, którzy są, od roku pracują w warunkach ekstremalnych walcząc z pandemią. Taka sama sytuacja jest w pozostałych szpitalach.

I w tej sytuacji wojewoda wielkopolski wystosował wezwanie do części pracowników tych i tak obciążonych szpitali do pracy na terenie szpitala tymczasowego. Bo tam też pacjentów przybywa i brakuje ludzi.
– W związku z tym bardzo mocno zaburzył pracę naszych szpitali, też oddziałów covidowych – mówi Paulina Stochniałek. – Bo jeżeli mamy tutaj 81 łóżek covidowych, a wezwanie dostało 12 pielęgniarek, z tego 8 z nich było przeznaczonych na oddziały covidowe, to one nie mogą być jednocześnie w dwóch miejscach. Szpital ma ogromny kłopot, żeby zapewnić leczenie pozostałych pacjentów. Proszę pamiętać, że tutaj cały czas funkcjonuje SOR, w zwiazku z czym pacjenci przyjeżdżają tu z najróżniejszymi schorzeniami w stanach ostrych i nagłych. Pandemia swoją drogą, a pozostałe choroby, których w żaden sposób nie ubyło – swoją drogą.

Oczywiście szpital może się odwołać do wojewody. Jeśli wykaże, że pracownik wypełnia zadania kluczowe dla funkcjonowania placówki lub walczy z covidem – wojewoda cofnie wezwanie do szpitala tymczasowego. Ale wezwanie jest z klauzulą natychmiastowej wykonalności, więc zanim odwołanie zostanie rozpatrzone, pracownik i tak musi pójść pracować do szpitala tymczasowego.

– Niestety, urząd wojewódzki przez święta nie pracował, w związku z tym my nadal czekamy na odwołanie – wyjaśnia Paulina Stochniałek. – Musimy to pokrywać nadgodzinami i dodatkowymi dyżurami, ale to nie jest w tej chwili kwestia pieniędzy. To jest kwestia wytrzymałości tych osób. Nie da się pracować przez 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę, żeby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom Wielkopolski. Bo sytuacja dotyczy nie tylko tego szpitala, w którym się znajdujemy, ale i pozostałych naszych placówek.

Członkini zarządu podkreśla, że tam, gdzie było to możliwe, personel został oddelegowany na targi, choćby ze szpitala Dziekanka w Gnieźnie, z którego zostało delegowanych trzech lekarzy. Ale 10 lekarzy i 16 pielęgniarek mniej, bo tyle osób dostało wezwania, to bardzo duży ubytek personelu.
– W tych szpitalach, w których mamy przypadki nagłe, czyli tam, gdzie funkcjonuje SOR, nie ma takiej możliwości – mówi. – Cały czas czekamy na decyzję wojewody, przed wyjściem sprawdzałam, jeszcze jej nie dostaliśmy. Cały czas funkcjonujemy w stanie bezustannego nadmiernego obciążenia tej załogi, która została.

Problemem jest też wydłużenie procedur otrzymania pieniędzy na sprzęt do leczenia covid-19.
– W lutym było to stosunkowo proste, bo decyzję wydawał wojewoda – tłumaczy Paulina Stochniałek. – Szpitale po prostu zgłaszały zapotrzebowanie do wojewody, wojewoda wydawał decyzję i środki były przekazywane. Teraz ta ścieżka została wydłużona: wojewoda jedynie opiniuje wnioski, a środki wydaje Ministerstwo Zdrowia. To może wpływać na upolitycznienie procesu z jednej strony, a z drugiej – i to jest znacznie bardziej istotne – znacznie wydłuża czas otrzymania pomocy. U wojewody leżą wnioski na tomografię dla naszych szpitali, na inny sprzęt, który ma służyć do tego żeby leczyć naszych pacjentów covidowych. Te opinie jeszcze nie są podpisane, mamy tylko ustne obietnice. A tutaj liczy się każdy dzień, w przypadku personelu – dosłownie każda godzina. W związku z tym z dużym niepokojem obserwujemy taką pewną niefrasobliwość urzędu wojewódzkiego i pracowników.

Senator Adam Szejnfeld zwrócił uwagę na jeszcze jeden ważny, a pominięty aspekt walki z pandemią: to, że ludzie nie chcą się zgłaszać do lekarza czy na testy, nie podają wszystkich osób, z którymi mieli kontakt, więc wirus bez przeszkód się rozprzestrzenia. Powodem są pieniądze.
– Mnóstwo osób nie chce się poddać testom, bo boją się, że trafiając na kwarantannę lub do izolacji, stracą 20 proc. wynagrodzenia – wyjaśnia senator. – Chodzą więc do pracy i zarażają innych. To ogromna bariera ekonomiczna. Żeby ją wyeliminować chcemy, żeby od pierwszego dnia zwolnienia ZUS płacił 100 proc. wynagrodzenia.

Senat uchwalił już stosowną ustawę w tej sprawie autorstwa senatora, ale mimo że już ponad dwa miesiące temu została przekazana do Sejmu – posłowie nadal nad nią nie pracują.

– Przez ponad rok czasu trwania pandemii rząd Polski nie wypracował skutecznej metody testowanie obywateli – mówił senator Szejfeld. – A testowanie i izolowanie to jedyny sposób, żeby ograniczać liczbę zachorowań. Rząd nie podjął żadnych działań idących w tym kierunku. Nie opracował żadnej strategii – co widzimy niemal na co dzień. Skutkiem tego skandal goni skandal.

Senator wyliczył tu awarię systemu z 1 kwietnia, dzięki której wielu czterdziestolatków otrzymało wcześniej szczepienia – czy przypadek Rzeszowa.
– Miasto 190 tysięczne, w którym zaszczepiono już 119 tysięcy ludzi – mówił. – Tysiące ludzi zaszczepionych w Rzeszowie, a w innych rejonach kraju nawet jednej osoby nie zaszczepiono. Efektywność? Szczęście? Przypadek? Trudno w to uwierzyć, skoro wiemy, że niebawem odbędą się tam wybory prezydenta miasta, a jedną z osób, która kandyduje, jest pani wojewoda, czyli przedstawiciel rządu w terenie. Kolejny skandal, informacja, że podobno zostali zaszczepieni wszyscy pracownicy Agencji Rezerw Materiałowych. Jak rozumiem: bez względu na wiek, stan zdrowia i spełnienia jakichkolwiek kryteriów. To tylko trzy przypadki, a jest ich mnóstwo, udowadniają, że rząd nie ma strategii, działa z dnia na dzień i budzi podejrzenia, że ta pandemia, nawet życie i zdrowie ludzi jest wykorzystywane politycznie. Na to nie można się godzić.

Senator zwrócił też uwagę, że w Polsce na covid zmarło ponad 55 tys. osób, ale ponad 100 tys. łącznie, co oznacza, że ogromna rzesza ludzi umiera nie z powodu pandemii.
– Mamy tym samym wynik, który jest najgorszy od drugiej wojny światowej – podsumowuje Adam Szejnfeld.

Zdaniem senatora rząd powinien wyznaczyć 100 szpitali w Polsce, w których będą leczeni bez limitu pacjenci, którzy nie chorują na covid. Powinno też zostać zorganizowane leczenie pocovidowe, dla tych wszystkich, którzy przejdą chorobę, ale będą walczyli z powikłaniami.

4 4 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze