Wielkopolska: Policjant i jego przyjaciel pokonali Główny Szlak Sudecki. Bez wsparcia i w rekordowym czasie!

Łukasz Wróbel, Bartosz Fudali fot. policja Leszno

To ogromny sukces Łukasza Wróbla, policjanta z Leszna, oraz jego przyjaciela Bartosza Fudali z Wolsztyna. Jako pierwsi pokonali liczący 444 km Główny Szlak Sudecki bez wsparcia z zewnątrz. Wszystko, od odpoczynku do prowiantu organizowali na trasie sami.

Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza jest najdłuższym szlakiem w polskich Sudetach i drugi pod względem długości szlakiem pieszym w Polsce zaraz za Głównym Szlaku Beskidzkim. Wiedzie przez Sudety i pasma górskie w kolejności: Góry Opawskie, Góry Złote, Masyw Śnieżnika, Góry Bystrzyckie i Orlickie, Góry Stołowe, Góry Sowie, Góry Kamienne, Rudawy Janowickie, Karkonosze i Góry Izerskie. Szlak liczy 444 km i w całości jest oznaczony czerwonym kolorem. Jego trasa jest bardzo zróżnicowana prowadzi drogami, duktami leśnymi i drogami asfaltowymi.

Poniżej 100 godzin

Dwaj przyjaciele wystartowali 24 sierpnia o godzinie 8.00 rano z Prudnika, a zakończyli trasę 28 sierpnia o godzinie 9.01 w Świeradowie Zdroju, czyli pokonali trasę w 97 godzin i 1 minutę. To absolutny rekord.

– Założenie, jakie sobie zaplanowali przed biegiem, to pokonać GSS w czasie poniżej 100 godzin – wyjaśnia Monika Żymełka z biura prasowego leszczyńskiej policji. – Przygotowując się do wyzwania, korzystali z wszelkich dostępnych źródeł, tj. map, przewodników, opisów ludzi, którzy pokonali trasę pieszo, gdzie zwykle zajmuje to ok. 15-20 dni. Rekord trasy GSS w formule z supportem został ustanowiony przez Rafała Bielawę i wynosi 82 godziny. Jednak nikt przed Łukaszem i Bartkiem nie pokonał tej trasy bez wsparcia, wszystkie wcześniejsze próby kończyły się niepowodzeniem. Aby misja się powiodła, musieli być skoncentrowani na celu, tj. poczynając od przygotowań w domu, ustaleniu logistyki, wyznaczeniu miejsc odpoczynku, ustaleniu, ile godzin wymaga regeneracja i gdzie będą jeść. Zdecydowali, że ograniczenia czasowe wymagają od nich zrezygnowania z komfortu, tj. np ograniczenie spania do minimum.

Czasu na regenerację było bardzo mało – podczas całego biegu spali tylko trzy razy od 1,5 do 2 godzin, łącznie 5,5 godziny! Bardzo ważny był ekwipunek: wszystko, czego potrzebowali, musiało się zmieścić w małych plecakach biegowych, w tym odzież, jedzenie, picie, urządzenia GPS oraz inne ważne elementy. Trasę GSS podzielili na mniejsze etapy, łączące miejscowości, schroniska i sklepy, gdzie mogli uzupełnić zapasy.

Pogoda nie pomagała

– Trudności w pokonaniu GSS to nie tylko sfera fizyczna i zmagania z ciałem, które domaga się odpoczynku i snu, to także pogoda, która od początku nie chciała z nimi współpracować – podkreśla Monika Żymełka. – Trzy razy przemokli do kości, ale takie są uroki tego typu wyzwań. Na zakończenie czekała ich bardzo miła niespodzianka, gdyż na mecie przywitali ich znajomi i przyjaciele. Podczas pokonywania GSS wiele osób im kibicowało, wspierało i okazywało sympatię. Na czerwonym szlaku spotkali też kilka osób, które pokonywały trasę pieszo, im za to też należy się uznanie.

Łukasz Wróbel i Bartosz Fudali po zakończeniu trasy stwierdzili, że było warto, choć była to naprawdę wielka próba dla ich organizmów – i przyjaźni…