jezioro Ślesińskie

Wielka Pętla Wielkopolski: Szlak jest – brakuje turystów

Liczy prawie 700 km, jest najdłuższym szlakiem turystycznym w Polsce – a miała też być najpopularniejszym. Ale mimo wydania prawie 6 mln zł na promocję coś poszło nie tak. Turystów nie ma.

WPW to szlak wodny biegnący wokół największych rzek w regionie (Warta, Noteć wraz z kanałem Warta-Gopło). Wyjątkowość WPW polega na wykorzystaniu równoleżnikowego kierunku przepływu głównych rzek regionu – Warty i Noteci oraz południkowego położenia Kanału Ślesińskiego. Wielka Pętla Wielkopolski jest również częścią Międzynarodowej Drogi Wodnej E-70, która łączy Europę Zachodnią z Kaliningradem.

Cały szlak liczy blisko 690 km i przebiega przez takie miejscowości województwa wielkopolskiego, jak: Ślesin, Konin, Pyzdry, Śrem, Poznań, Oborniki, Wronki, Sieraków, Międzychód, Krzyż Wielkopolski, Wieleń, Drawsko, Czarnków czy Ujście. i to sa dokładnie te, które warto zwiedzić, by poznać bogatą, a często i burzliwą historię regionu.

Kompleksowa kampania promocyjna odbywała się w latach 2007-2013, w ramach projektu współfinansowanego przez UE z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Projektem zarządzała Wielkopolska Organizacja Turystyczna, a całkowity koszt przedsięwzięcia, którego celem była promocja walorów przyrodniczych szlaku oraz walorów kulturowych położonych na szlaku miast i miasteczek, to 5 616 753, 66 zł. Dofinansowane z UE wynosi 3 982 632,14 zł, co stanowiło 85 proc. wartości projektu.

– Z przeprowadzonych badań wynika, że rośnie w Polsce zapotrzebowanie na aktywną turystykę wodną w miejscach innych niż Warmia i Mazury – zapewniał w 2013 roku Tomasz Wiktor, prezes WOT. – Wielkopolska jest odpowiedzią na to zapotrzebowanie.

Od zakończenia kampanii upłynęło 7 lat i wiele wody w rzekach i jeziorach WPW. Nie przybyło tylko specjalnie turystów. zdaniem Radia Poznań – to dość, by ogłosić klęskę tak kampanii za 6 mln zł, jak i samej trasy.

Od samego początku wodniacy mocno krytykowali pomysły Wielkopolskiej Organizacji Turystycznej. Wątpliwości budziły mapy i przewodniki, gdzie niektóre dane dotyczące stanu wód czy urzadzeń hydrotechnicznych pochodziły… sprzed wojny, a także fakt, że większość pieniędzy wydano właśnie na materiały promocyjne i przeróżne gadżety, a nie na samą WPW.

Efekt był taki, że turyści dostawali piękne materiały, wyruszali w trase i okazywało się, że wszystko jest nie tak: śluzy pozamykane i na śluzowego trzeba czekać cały dzień, przystanie i miejsca noclegowe są daleko od siebie, a ich standard niejednokrotnie niezadowalający, nie mówiąc już o coraz niższym poziomie wody w jeziorach i Noteci, co sprawia, że trasa na wielu odcinkach jest dostępna wyłącznie dla kajaków. Do tego trzeba jeszcze dodać fatalne oznakowanie – i nic dziwnego, że po pętli nikt nie chce pływać.

Narzekają nie tylko wodniacy, ale też ci, którzy uwierzyli w reklamy i zainwestowali w infrastrukturę nad brzegiem rzek i jezior: przystanie, miejsce noclegowe, mariny. Ośrodki i przystanie stoją puste i z trudem zarabiają na siebie – a czasami i to nie. Firmy czarterujące łodzie i kajaki mogą się przenieść na bardziej uczęszczane szlaki, ale przystani albo domków w ten sposób się przecież nie przeniesie.

Na to wszystko nałożyły się jeszcze kłopoty z poziomem wody – Wielkopolska cierpi na suszę hydrologiczną, a zły stan jeszcze dodatkowo pogarszają kopalnie odkrywkowe we wschodniej częsci regionu, które sprawiają, że wysychają jeziora pojezierza Gnieźnieńskiego, w pozostałych poziom wody drastycznie się obniżył, a Noteć na odcinku 30 km istnieje tylko umownie.

Zdaniem wodniaków pieniądze powinny pójść właśnie na rozwiązanie tych problemów, a nie na reklamę. Ale WOT broni się twierdząc, że nie odpowiada za stan infrastruktury, bo od tego są lokalni zarządcy. Tylko z czego oni mają utrzymać infrastrukturę, skoro nie ma turystów, którzy chcieliby z niej korzystać? Organizacji nie było też widać i słychać przy kolejnych odsłonach protestów społeczników przed siedzibami kopalni i na terenie odkrywek. A może właśnie wsparcie WOT pomogłoby jeśli nie w rozwiązaniu, to przynajmniej w złagodzeniu problemu z kopalniami.

Czy uda się przywrócić do życia WPW? Jeśli działania w tej sprawie będą się odbywały jak do tej pory – to na pewno nie. Ale może ta sytuacja sprawi, że do współpracy wreszcie zaprosi się specjalistów: wodniaków, właścicieli przystani i ośrodków turystycznych. Wtedy może się udać.

el

Dodaj komentarz

avatar