Warszawa buduje naziemne przejścia dla pieszych. A Poznań?

Warszawa odchodzi od przejść podziemnych. “Zebry” na ziemi są juą na Al. Jerozolimskich, będą również na rondzie Dmowskiego. Tymczasem w Poznaniu przejścia naziemne to ciągle jeszcze niebezpieczna fanaberia społeczników.

Temat przejść podziemnych to w Poznaniu wciąż drażliwa sprawa. Temperatura dyskusji nieco opadła, gdy zbudowano przejście przy Dworcu Głównym i drugie, przez Dworcową, przy Kaponierze, mimo protestów miejskich specjalistów od organizacji ruchu, że jest to w najwyższym stopniu niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Oba przejścia funkcjonują już kilka ładnych lat, nikt na nich nie zginął, można więc byłoby z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć o nich, że są bezpieczne. A skoro tak, to dlaczego nie robimy takich więcej?

Zapewne dlatego, że statystyki i dowody nie mają znaczenia, jeśli ma się głębokie wewnętrzne przekonanie o słuszności całkiem innych rozwiązań. Doskonale to można było zauważyć podczas dyskusji o przejściach naziemnych na Kaponierze.

Aferę wywołały matki z wózkami wędrujące po drogach rowerowych na tym największym poznańskim rondzie. Opinia publiczna najpierw się bardzo oburzyła, po czym oburzenie spadło, gdy okazało się – o czym pisaliśmy – że zachowanie owych matek jest spowodowane nie bezmyślnością, ale ciągle psującymi się schodami ruchomymi i nieczynnymi windami, które uniemożliwiały przedostanie się przez rondo z dzieckiem w wózku.

Sprawą przejść zainteresowali się dwaj radni: Paweł Sowa z Prawa do Miasta i Andrzej Rataj z KO. Obaj przygotowali interpelacje do prezydenta w sprawie przejść dla pieszych, choć ujęli temat z różnych punktów widzenia. Paweł Sowa skupił się na Kaponierze.

– Uważam, że warto utworzyć przejścia naziemne, które stworzą możliwość bezproblemowego poruszania się pieszym i pasażerom komunikacji publicznej korzystającym z przystanków na poziomie ulic i jednocześnie pozwolą przez nie swobodnie przechodzić – wyjaśnił. – Myślę, że stworzenie takich przejść jest możliwe ze względu na dużą przestrzeń obiektu, szerokość jezdni i łatwość w uformowaniu bezpiecznych azylów dla pieszych.

Radny zwrócił uwagę, że przejścia na ziemi będą łatwiejsze do pokonania przez osoby z ograniczoną sprawnością, a także tańsze w utrzymaniu niż ciągle psujące się windy i schody ruchome. W dodatku byłyby logiczną konsekwencją zmian dziejących się na Świętym Marcinie, a mających zrewitalizować tę ulicę.

Andrzej Rataj natomiast zaczął od drugiego końca problemu – czyli od tego, które przejścia dla pieszych zostały zlikwidowane w latach 2010-2019, jakie były przyczyny likwidacji poszczególnych przejść dla pieszych w latach 2010-2019, czy i jakie alternatywne przejścia dla pieszych zostały utworzone w miejsce poszczególnych przejść dla pieszych zlikwidowanych w latach 2010-2019.
– W ostatnich latach wprowadzono wiele pozytywnych rozwiązań, dzięki którym sytuacja pieszych poprawia się. Doszło jednak również do przypadków likwidacji przejść dla pieszych, na przykład przez ulice: Ewarysta Estkowskiego, Kazimierza Wielkiego, Prymasa Augusta Hlonda, Stanisława Wyspiańskiego – wyjaśnia radny Rataj. – Uzasadnieniem tych rozwiązań były względy bezpieczeństwa ruchu i zagrożenia dla pieszych ze strony pojazdów. Likwidując przejścia dla pieszych utrudniono jednak pieszym poruszanie się, ponieważ w każdym przypadku wydłużona została trasa, jaką pieszy musi pokonać, aby w sposób bezpieczny i zgodny z przepisami o ruchu drogowym dotrzeć do celu.

Skoro sprawą wygody i bezpieczeństwa pieszych zajęli się radni – to czy jest szansa na więcej przejść po pasach? Na przykład na Kaponierze?

Niestety nie. Zdaniem Zarządu Dróg Miejskich natężenie ruchu na Kaponierze jest tak duże, że i tak jest ogromny problem z takim ustawieniem sygnalizacji, by nie było tam korków. Dodanie jeszcze jednego elementu ruchu, czyli pieszych, zakorkowałoby rondo. No i byłoby też – oczywiście – niebezpieczne.

Tymczasem w takiej Warszawie, na rondzie Romana Dmowskiego i Alejach Jerozolimskich buduje się naziemne przejścia dla pieszych. Niektóre już działają. Władze stolicy uważają robienie takich przejść za świetny sposób oszczędzania – nie da się ukryć, że budowa przejść podziemnych jest zdecydowanie droższa. Poza tym miasto z takimi przejściami jest przyjaźniejsze dla pieszych. A ze statystyk zebranych przez magistrat wynika – jak podaje Onet.pl – że akurat w tych rejonach ruch pieszy jest dwa razy większy niż samochodowy.

Władze Warszawy myślą o kolejnych rozwiązaniach w tym duchu. Na przykład zwężeniu Marszałkowskiej, do którego powinno dość w ciągu najbliższych trzech lat. Węższe będą także Aleje Jerozolimskie. Z pewnością obydwie ulice są co najmniej tak oblegane przez kierowców jak rondo Kaponiera w Poznaniu. Oczywiście – nie są rondami, co trochę ułatwia sprawę. Ale przecież warszawscy urzędnicy pracują nad przejściami na ziemi także i na rondzie Dmowskiego.

Wychodzi na to, że w Warszawie budowanie przejść naziemnych jest bezpieczne, a w Poznaniu nie. Dlaczego? Miejmy nadzieję, że odpowiedź prezydenta na interpelacje obu panów radnych pozwoli rozwikłać tę niewątpliwie ekscytującą tajemnicę. I może nawet dojdzie do powstania kolejnego naziemnego przejścia w jakimś bezpiecznym miejscu.

Lilia Łada