Lech Poznań fot. Wojtek Lesiewicz

Trzeci mecz, drugie zwycięstwo Lecha!

Lech Poznań pokonał po bardzo emocjonującym meczu drużynę ŁKS-u Łódź po bramkach Joao Amarala oraz Darko Jevticia. Gola dla gospodarzy zdobył nie kto inny, jak niezawodny Dani Ramirez. Była to pierwsza wygrana “Kolejorza” na wyjeździe w 2019 roku.

Od samego początku pojedynek w ramach trzeciej kolejki PKO Ekstraklasy zapowiadał się niezwykle fascynująco, zwłaszcza kibice zastanawiali się jak zaprezentują się tacy piłkarze jak Dani Ramirez czy Darko Jevtic. Ten pierwszy to prawdziwy motor napędowy swojej drużyny, świetny technicznie, potrafiący dryblować i niekonwencjonalnie zagrać, zaś Jevtic to w najwyższej formie prawdopodobnie najlepszy piłkarz w polskiej lidze – posiadający podobne cechy co Hiszpan. Dariusz Żuraw przed meczem był zmuszony do pewnych korekt w pierwszej jedenastce ze względu na kontuzję Wołodymyra Kostewycza. Ukrainiec nabawił się urazu w poprzednim spotkaniu z Wisłą Płock i na lewej stronie defensywy w Łodzi zobaczyliśmy Tymoteusza Puchacza. Do składu powrócił także Portugalczyk Joao Amaral, a na szpicy od pierwszej minuty wystąpił Christian Gytkjaer.

Lechici bardzo mocno rozpoczęli to spotkanie za sprawą kapitalnego podania Pedro Tiby w stronę Amarala, a ten stojąc sam na sam z Kołbą nie popełnił błędu i wyprowadził “Kolejorza” na prowadzenie. Podopieczni Dariusza Żurawia naciskali ekipę gospodarzy, zmuszając ich w pierwszych piętnastu minutach kilka razy do głębokiej defensywy. Później do głosu zaczął jednak dochodzić ŁKS i to za sprawą dobrej gry Daniego Ramireza i jego rozrzucaniu piłek po całym boisku, jednak nie przekładało się to na zagrożenie pod bramką Mickeya van der Harta. Podobać się mogły z pewnością stałe fragmenty gry wykonywane przez poznaniaków. Darko Jevtic oraz Joao Amaral, którzy trzy razy próbowali przy rzutach rożnych krótkiego rozegrania – często stwarzali zagrożenie podaniami czy dośrodkowaniami w pole karne, to jednak Lech nie zdołał w ten sposób podwyższyć prowadzenia. W 32. minucie spotkania kiepsko piłkę do gry wprowadził Mickey van der Hart, co w poprzednich meczach się w ogóle nie zdarzało, przejął ją Ramirez – rozegrał z kolegami, aż w końcu dopadł do niej w polu karnym i huknął nie do obrony tuż przy słupku bramki Lecha. ŁKS doprowadził w ten sposób do wyrównania, to jednak remisem długo łodzianie się nie nacieszyli, bo praktycznie minutę później kapitalnym strzałem z dystansu popisał się Darko Jevtic i Kołba musiał drugi raz w tym meczu wyciągać piłkę z siatki. Pod koniec pierwszej części znowu świetnie do Amarala podawał Tiba, ale Portugalczyk przegrał walkę sam na sam z bramkarzem ŁKS-u.

Druga połowa należała już całkowicie do ŁKS-u pod względem posiadania piłki i ataków na bramkę van der Harta, ale Lech również próbował  i miał swoje szanse. Najpierw trochę za mocno do Gytkjaera podawał Jóźwiak i duński napastnik nie dał rady uderzyć piłki nad interweniującym golkiperem gospodarzy, a później dobrze, technicznie uderzał Jevtic, ale piłkę zmierzającą do bramki wybił idealnie ustawiony Jan Sobociński. Łodzianie atakowali, bo Lech też im na to pozwalał i niepotrzebnie oddawał piłkę poprzez nieudane długie podania Thomasa Rogne czy Mickeya van der Harta. Najbliżej do strzelenia gola wyrównującego byli wtedy, kiedy zagotowało się w polu karnym “Kolejorza” i tylko skuteczna, instynktowna interwencja Rogne uchroniła lechitów przed stratą bramki. Dyskutować można także nad interwencją Crnomarkovicia przy wejściu Łuczaka w pole karne, ale sędzia uznał, że wejście Serba było czyste.

Lech Poznań utrzymał prowadzenie do końca meczu i może cieszyć się z drugiego zwycięstwa w tym sezonie i pierwszego wyjazdowego w tym roku kalendarzowym. Mecz trudny, nie do końca wszystko piłkarzom Dariusza Żurawia wychodziło w drugiej połowie, ale trzy punkty cieszą.

Dodaj komentarz

avatar