Trzeci dzień Ethno Portu. Wielogłos z Połtawszczyzny, muzyka Maramureszu, Karaimi i opowieści perskich kobiet

Ethno Port dzień 3 Karolina Cicha i Spółka fot. Sławek Wąchała

Muzycy z Ukrainy, Iranu, Palestyny i muzyka Karaimów mistrzowsko przywołana przez „Karolinę Cichą i spółkę”. Muzycznie bardzo różnorodny, bardzo kobiecy i chwilami zaskakujący dzień – niestety, także ostatni dzień festiwalu Ethno Port.

Tradycyjnie po warsztatach i spotkaniach ostatniego dnia zaczęły się koncerty od występu Dziczki – kobiecego, polsko-ukraińskiego zespołu śpiewającego wielogłosowe pieśni, głównie z zadnieprzańskiej Połtawszczyzny. Dla miłośników śpiewów chóralnych była to czysta rozkosz: cudownie zgrane, harmonijne kobiece głosy, perfekcyjne wyczucie stylu artystek – i piękne pieśni, chwilami z wyraźnymi wpływami muzyki Kaukazu, nieco egzotyczne. Lekkość, łatwość łączenia i przeplatania głosów, bogactwo muzyczne sprawiały, że Dziczki słuchało się z ogromną przyjemnością.

Kolejny koncert Hudaki Village Band to także była muzyka ukraińska – ale już zupełnie innego rodzaju. Hudaki grają i śpiewają muzykę z Maramureszu, krainy leżącej na południu Ukrainy, przy granicy z Rumunią. Dziewięcioosobowy zespół gra muzykę pełną radości z tamtejszych wesel i chrzcin, a bywa, że i z pogrzebów, a swoją stylizacją puszcza oko do widza.

Wielokulturowość Maramureszu odzwierciedla muzyka tego regionu: jest tu i wyraźny bałkański rytm, a po chwili usłyszeć iście czardaszowy zaśpiew skrzypiec, romską egzotykę, a prowadzenie taragotu (instrument podobny do klarnetu) od razu przywodzi na myśl muzykę żydowską. Do tego dochodzą ukraińskie głosy i ukraińska energia i mamy niezwykle bogatą, różnorodną całość i autorski zapis muzyki tej zagubionej w górach krainy. Można przy niej się pośmiać, można zapłakać – i oczywiście zatańczyć.

Karolina Cicha i Spółka, doskonale znani miłośnikom Ethno Portu, bo nie pierwszy raz występują na tym festiwalu – tym razem zaprezentowali nowy, pionierski projekt – „Karaimską mapę muzyczną”. Karaimi to lud pochodzenia tureckiego, mniejszość w Polsce licząca obecnie – jak powiedziała Karolina Cicha – około stu osób. Więcej Karaimów mieszka na Litwie, dokąd zawiodła ich skomplikowana historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Trafili pod koniec XIV wieku sprowadzeni przez Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda.

Karaimi do dziś zachowali swój język, religię – wyznają karaimizm, to forma judaizmu – i muzykę. Zawsze była ważnym elementem karaimskiej kultury pomagając zachować ich odrębność i tożsamość kulturową. To muzyka z polskiego punktu widzenia orientalna, mocno osadzona w stylistyce tureckiej, ale wiele elementów przypomina także muzykę Tatarów Krymskich i do Krymu się odwołuje.

To była fascynująca muzyczna opowieść o świecie będącym tak blisko, a jednocześnie tak egzotycznym. Oczywiście, choćby ze względu na Krym, nie mogło zabraknąć elementów ukraińskich. Jak zauważyła Karolina Cicha, w czasach, gdy tożsamość odrębności narodowej i kulturowej Ukraińców jest podważana przez Rosjan, to kolejny dowód na to, jak bogatą kulturę stworzyli – tak bogatą, że czerpały z niej inne narody.

Wykonanie karaimskich pieśni przez Karolinę Cichą i jej zespół było wspaniałą wędrówką przez tę kulturę, pełną muzycznych perełek. Z prawdziwą rozkoszą nie tylko słuchało się muzyków, ale też obserwowało, jak grają. A wisienką na torcie był gościnny udział Michała Kuliczenko, którego w duecie z Karoliną Cichą słuchało się z prawdziwą rozkoszą. Ogromne brawa, zasłużenie, dostała Patrycja Betley, genialna perkusistka, wirtuozerią w grze na kemancze (instrument strunowy) zachwycała Karolina Matuszkiewicz, a prawdziwym mistrzem cymbałów, lutni arabskiej, sazu i mandoliny okazał się Mateusz Szemraj. To była wspaniała muzyczna podróż.

Atine to ostatni zespół, który wystąpił w tym roku na Ethno Porcie. Cztery artystki zabrały widzów do świata muzyki perskiej z czasów dynastii Kadżarów, która panowała do 1925 roku i czasach której w Iranie poluzowano religijną cenzurę, co sprawiło, że rozwinęła się niezwykle subtelna, wyrafinowana poezja i muzyka.

To był mistrzowski koncert: wirtuozeria grających dopełniana wspaniałym, wręcz niewiarygodnie bogatym głosem wokalistki była czymś, czego żaden uczestnik koncertu długo nie zapomni. Mocna, wyrazista muzyka grana z kobiecą wrażliwością i temperamentem – to było wyjątkowe przeżycie. Opowieść i tym, jak to jest być dziś perską kobietą, zapadała w serca i zostanie w nich an długo po zakończeniu festiwalu.

Podziel się: