Kombinat fot. D. Stube Teatr Muzyczny

Teatr Muzyczny: Ten przerażający i genialny “Kombinat”

Doskonały spektakl, fantastyczna scenografia i kostiumy i świetne wykonanie. Teatr Muzyczny po raz kolejny zachwyca swoją realizacją. I przeraża.

Z kultowymi, wyrazistymi zespołami – takimi jak “Republika” – jest zawsze problem przy ich adaptacji do innej formy artystycznej – jak to zrobić, żeby nie zatracić ich kultowości i unikatowości, a jednocześnie nadać nową jakość? Wzbogacić o wartość dodaną?

Z tym zadaniem twórcy “Kombinatu” poradzili sobie doskonale. Fenomenalnie oddali klimat i magię utworów, nadając im jednocześnie bardziej uniwersalny i – nie da się ukryć – współczesny wymiar. Na specjalne chapeau bas zasługuje genialna scenografia Damiana Styrny i świetne kostiumy Anny Chadaj. Przywołują od razu lata 80. ubiegłego wieku w połączeniu z klimatami prosto z komunistycznych obozów pracy i gułagów i są dodatkowymi bohaterami tego spektaklu.

No i sam spektakl. Zbudowana wokół utworów “Republiki” opowieść o Kombinacie, który rządzi życiem i odruchami wszystkich obywateli jest straszna. I chociaż temat nie jest nowy – to jednak autorzy spektaklu potrafili do świata znanego choćby z powieści Orwella, Huxleya czy Kafki wprowadzić nową, przerażającą jakość – osadzili go w realu. Opowieść o tresowaniu obywateli w stylu psa Pawłowa, stymulowaniu ich różnymi, mniej i bardziej obrzydliwymi bodźcami, by osiągnąć cel – niepokojąco przypomina Polskę z czasów socjalizmu. I nie tylko ze względu na piosenki “Republiki”.

W miarę jak spektakl się rozwija – robi się jeszcze straszniej, bo niepostrzeżenie przestaje być historycznie, a staje się coraz bardziej współcześnie. I zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że mechanizmy stosowane w “Kombinacie” stosowane są w realu także dziś, choć może w nieco bardziej subtelny sposób. Pojawiają się niepokojące pytania i nieco przerażające skojarzenia z pracą w korporacji, w urzędzie, z partią polityczną – bohaterowie, Suku (Dagmara Rybka) i Jan (Marcin Januszkiewicz), wykazali się w szkole zbytnim młodzieńczym idealizmem, muszą więc przejść reedukację. Ma ona odrzeć ich z resztek romantycznych złudzeń i doszlifować wrażliwość do poziomu akceptowalnego przez Kombinat. Czyli potrzeb podstawowych: jeść, spać, wściekać się i uprawiać seks – a wszystko pod kontrolą i na sygnał dany przez światło odpowiedniego koloru.

To pierwsza lekcja. W kolejnych wędrują przez kolejne poziomy utrudnień w rytm kolejnych utworów “Republiki” delikatne “podkręconych”, dzięki któremu utwory mające już w końcu swoje lata zyskały na wyrazistości. W pamięć zapada pełne pasji i tragizmu “Nieustanne tango” perfekcyjne zaśpiewane i zatańczone, mimo że partnerka do tańca jest martwa. “Telefony” pełne rozpaczy, wyrazista i mocna “Śmierć w Bikini” oraz genialne “Tak… tak… to ja” wykonane przez fantastyczny muzyczno-taneczny duet. I przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o choreografii Eweliny Adamskiej-Porczyk, która jest kolejnym fenomenalnym elementem spektaklu.

Nieco z kolei rozczarowała “Moja krew” wybrana na finał. W wykonaniu Marcina Januszkiewicza czegoś zabrakło. Ten tak wyrazisty, z mocno wypunktowaną rytmiką utwór powinien mieć więcej pasji, żaru, złości – a tych emocji było tam zbyt mało. Ten finał wypadł – zwłaszcza w porównaniu z wyrazistością i mocą całego spektaklu – nieco blado.

Obsada była koroną tego wyjątkowego dzieła: każdy, nawet najdrobniejszy gest i element został dopracowany do perfekcji, wykonania utworów i rockowego wyczucia, drapieżnej energii pozazdrościłby wykonawcom sam Grzegorz Ciechowski. Doskonały jak zawsze chór, obdarzony wyjątkowym talentem tanecznym, świetni tancerze i genialni soliści. Tyle że nawet ci, którzy dobrze znają ten teatr i jego realizacje, tym razem mogli się poczuć wytrąceni z równowagi: to był zupełnie inny zespół, zupełnie inny styl i chwilami widz czuł się jak w zupełnie innym teatrze. Co tylko dowodzi niezwykłej elastyczności i empatii zespołu, który umie zagrać wszystko…

Swoją drogą każda kolejna realizacja Teatru Muzycznego budzi wątpliwości, czy aby na pewno ten zespół powinien dostać nowy, większy teatr. Ich kreatywność w obecnej siedzibie daje niewiarygodne efekty wymuszone szczupłością wnętrza i fatalnymi warunkami akustycznymi. Miejmy nadzieję, że bardziej obszerne wnętrza nowego teatru tego nie zepsują…

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze