Szymon Ziółkowski fot. UM Poznań

Szymon Ziółkowski: „Nasza polityka odkleiła się od społeczeństwa”

Działania PO uważa za miałkie, a Donalda Tuska za jedynego polityka, który rzeczywiście coś robi. Jednak jego zdaniem cała polityka odkleiła się od społeczeństwa. Szymon Ziółkowski zdradził, dlaczego zdecydował się odejść z PO mimo że ideologia tej partii jest mu nadal bliska.

Słynny olimpijczyk i trener powiedział w wywiadzie dla Interii, że jego zdaniem działania PO są miałkie i partia nie do końca wypełnia znamiona opozycji. Nie umie do końca wyjaśnić, z czego to się bierze, jednak uważa, że tkwienie w marazmie teraz, gdy sytuacja w kraju powoli staje się tragiczna, jeśli chodzi o gospodarkę, jest niewłaściwe. Trzeba zacząć działać natychmiast, tymczasem jedynym człowiekiem w PO, który cokolwiek robi, jest Donald Tusk. Ale on sam jeden za wiele nie jest w stanie zrobić bez wsparcia partii.

Szymon Ziółkowski podkreślił, że w takiej sytuacji ograniczanie się do bicia piany nie jest właściwe. Opozycja powinna skupiać się na realizacji obietnic z kampanii wyborczej, a posłowie powinni bardziej współpracować z samorządowcami. Nie może też dochodzić do takich sytuacji, jak kilkakrotnie zdarzyło się w Sejmie, że do przewalczenia stanowiska PO zabrakło dwóch, trzech głosów, bo ktoś był na obiedzie, a ktoś nie dojechał. Z pewnością powodem marazmu niektórych polityków jest pandemia i wprowadzenie obrad online, jednak trzeba pamiętać o tym, że koronawirus jest już coraz mniej groźny, a utrzymywanie obrad online ułatwia życie partii rządzącej.

Jednak, jak uważa, PO mimo tych wszystkich wad ma szanse na powrót do władzy, tyle że musiałaby wreszcie zabrać się do pracy, pokazać aktywność i przygotować naprawdę sensowne propozycje dla obywateli. Powinna też przestać szukać wsparcia w elektoracie, w którym go nie znajdzie, czyli wśród zwolenników PiS. Populizm ich nie przyciągnie do partii, a spowoduje, że odejdą ludzie, dla których liczą się konkretne działania i rozwiązania. Teraz właśnie widzimy skutki tego populizmu.

„Trzeba zająć się realnymi rozwiązaniami dla ludzi, którzy pracują, spłacają kredyty, którzy muszą tankować samochody za pieniądze, których nie mają, bo zostawiają je w sklepowych kasach” – mówił olimpijczyk. – „Przy dwucyfrowej inflacji robi się tragedia. Nie należy zabiegać o głosy wyborców, którzy zawsze będą niezadowoleni, niezależnie od tego, co się będzie dla nich robiło, bo niejednokrotnie jest to związane z tym, że trzeba wstać z kanapy, a to niekoniecznie jest ich życiowym celem”.

Sportowiec powiedział też, że choć jego odejście z PO było przemyślaną decyzją, to jednak wartości PO nadal są mu bliskie, więc nie planuje przejścia do innej partii. Nie żałuje też, że się zaangażował w politykę – uważa, że powinno być w niej jak najwięcej ludzi z różnych branż, że to nauczyciele, pielęgniarki, lekarze powinni zasiadać w Sejmie i Senacie, bo to oni mają pojęcie o życiu. Prawnicy z biur legislacyjnych mogą przecież dopilnować, by ustawy były pisane zgodnie z zasadami.

„Wydaje mi się, że nasza polityka trochę odkleiła się od społeczeństwa” – podsumował olimpijczyk. – „Chciałbym, żeby to się zmieniło”.