Szymon Hołownia 1 fot. K. Adamska

Szymon Hołownia a Strajk Kobiet i aborcja

Nie milkną echa starcia Marty Lempart, liderki Strajku Kobiet, z Szymonem Hołownią, który, jak się wyraziła Lempart, chciał się “powieźć” na strajkujących kobietach. Hołownia postanowił dokładniej wyjaśnić, o co mu chodzi.

Przypomnijmy, że Strajk Kobiet napisał: “Czy ktoś mógłby od nas powiedzieć panu Hołowni, żeby wyp…ał? Bo my robimy rewolucję i nie mamy czasu zajmować się każdym politycznym palantem chętnym do powiezienia się na nas”. Marta Lempart potem przeprosiła Hołownię uznając, że to nie jest czas na kłócenie się z potencjalnymi sojusznikami, no i dlatego, że bardziej umiarkowane skrzydło Strajku Kobiet, które głosowało na Hołownię, zaprotestowało.

Niemniej rozgorzała dyskusja, czy wsparcie polityka, który otwarcie przyznaje się do katolickich wartości i deklaruje, że się nimi kieruje, jest w tej sprawie szczere.

Hołownia obszernie wyjaśnił swoje stanowisko: “Kaczyński jest naszym politycznym przeciwnikiem. Ale jeszcze większym naszym przeciwnikiem możemy dziś być… my sami. Jeśli tym razem się zmobilizujemy – czas tej władzy się skończy. Pokazują to sondaże z ostatnich dni: im wyższa frekwencja, tym większy PiS dostaje w nich łomot. A że wybory będą za trzy lata? A kto to wie, w obecnej sytuacji? Poza tym: pięć takich sondaży z rzędu i w obozie PiS – już przerażonym, bo każdy tam widzi, że Kaczyńskiemu odjechał peron – panika i erozja nabierze takiego tempa, że zmienić może się wszystko.
Nasz los jest dziś już w naszych rękach, choć im wydaje się jeszcze, że to oni mają kontrolę nad nami. Zwycięstwo nigdy nie było tak blisko.
Uczestniczę w tych protestach z przekonaniem. Choć z jednej strony słyszę czasem, że “przyczepiło się g….no do statku i mówi: płyniemy!”, a z drugiej – że nie mam moralnego prawa, bo to bezbożne praktyki cywilizacji śmierci.
Bzdury. Moje poglądy w sprawie aborcji są jasne, z pewnością jestem w tej sprawie bardziej konserwatywny, niż znaczna część protestujących, ba – moich współpracowników w Ruchu. Tyle, że ja wiem, że to, co dziś trzeba zrobić, to nie sprawić, by moje poglądy od jutra stały się obowiązującym WSZYSTKICH prawem. Ale doprowadzić do sytuacji, w której ludzie o moich poglądach będą o tym rozmawiać z ludźmi o innych poglądach. A nie że i jednym i drugim swoją wizję świata podyktuje jednoosobowo ten czy inny Kaczyński.
“Aborcja na życzenie” nie jest moim postulatem. Moim postulatem jest to, by kobieta postawiona w dramatycznych okolicznościach (to ona w nich jest, a nie żaden polityk), mając totalne wsparcie państwa (i każdego kto takiego wsparcia zechce jej udzielić), była zawsze podmiotem, a nie przedmiotem czyjejkolwiek krucjaty. Moim postulatem jest dziś państwo, którego nie da rady podpalić żaden wszechwładny piroman, bo politycznego terrorystę skutecznie zatrzymają w nim bezpieczniki, sprawnie działające instytucje, wymyślone właśnie po to, by nie dopuścić do spięcia i porażenia nas wszystkich: TK, Prezydent, sądy, RPO. Chcę państwa, które czas pokoju wykorzystuje nie na pieprzenie propagandowych głupot, a na szykowanie się również na czas “W”, tak, byśmy gdy przyjdzie kolejna żywiołowa klęska, nie musieli znów testować prawdziwości słynnej maksymy Buffeta: “Nagły odpływ pokazuje, kto kąpał się bez majtek”.
Dziś wieczorem na protestach spotkam ludzi z postulatami takimi, jak moje. Oraz tysiące innych. Naszą siłą nie jest dziś jednolitość, jest nią pojednana różnorodność. Nie demonstruje dziś jakaś zwarta polityczna siła, z tych, co na protestach nie dałoby się sformować rządu. To nie o to dziś walczymy. Dziś walczymy o prawo głosu. Chcemy pokazać butnej władzy, że nie jesteśmy jej własnością. Że z ludźmi trzeba rozmawiać, o tym, co ich dotyczy, a nie do nich przemawiać. Że choć osiąganie kompromisu to czasem makabra, to dyktatura i tak nie jest rozwiązaniem.
Wychodzimy dziś na ulicę (nawet ci, co nie mogą, co fizycznie zostaną dziś w domach), bo chcemy powietrza. Bo wirus od pół roku przymyka nas w domach. Bo PiS od pięciu lat zabiera nam społeczny tlen: marzenia, siły do życia, relacje ze światem, naszą polską (wcale nie zawsze taką złą) skłonność do dyskutowania. Chcemy pokazać gniew, bunt, nigdy – agresję, czy nienawiść. Facetowi, który ukradł dla siebie znaczek heroicznej “Polski Walczącej”, chcemy pokazać że dziś przyszedł czas Polski niewalczącej ze sobą – dość Polski miliona podgrupek, walczących każda o swoje. Ta rewolucja uda się, gdy(troszcząc się o siebie, jak tylko się da, COViD to nie przelewki) tym razem powalczymy o NASZE”.

el

5 4 votes
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze