Strajk nauczycieli: maturzyści nie zostaną dopuszczeni do egzaminów?

Podziel się!

Konflikt rządzących z nauczycielami wkracza w nową fazę. Wobec braku porozumienia z rządem, nauczyciele zaczęli grozić, że nie odbędzie się klasyfikacja uczniów.

– Zdecydowaliśmy, że nie odbędzie się klasyfikacja. Nie zawiesimy strajku – powiedziała w rozmowie z TVN24 Agnieszka Gabryelska, poznańska nauczycielka z I LO. Następnie dodała, że nie jest to branie uczniów na zakładników w sporze, ponieważ cały czas “strajk może przerwać jedna decyzja pani minister”.

Radio Poznań podało dzisiaj, że również w Koninie nauczyciele odwołali klasyfikacyjną radę pedagogiczną, sam strajk nazywając “lekcją demokracji”. – Wczoraj rozmawiałam z rodzicami – rozumiem ich emocje, natomiast nie strajkujemy przeciwko uczniom ani przeciwko rodzicom. To że strajkujemy – jest naszym niezbywalnym prawem i to jest nauka demokracji dla uczniów. Nie wiemy, jak będzie ta kwestia rozwiązana. Czekamy na rozmowy z nami i nie wypowiem się na ten temat w tej chwili, bo czekamy na odzew rządu – powiedziała w rozmowie z radiem Ewa Nowak.

Ostateczny termin klasyfikacji maturzystów to 26 kwietnia. Żeby można było przeprowadzić radę wymagana jest obecność minimum połowy nauczycieli. Przy trwającym strajku, jest to praktycznie nie możliwe. Ze względu na nadchodzące święta czasu jest mniej niż się wydaje. Strasznie zakłóceniem egzaminów maturalnych to dla nauczycieli gra va banque. Matury są w polskim systemie najważniejszym egzaminem. Niemożliwość ich przeprowadzania rodzi daleko idące konsekwencje dla całego rocznika uczniów. To oznacza, że jeżeli rząd nie ulegnie, mnóstwo młodych osób (oraz ich rodzin) zostanie postawionych w bardzo nieprzyjemnej sytuacji.

Kogo za to będą obwiniali? Rząd czy nauczycieli? W lepszej sytuacji wydaje się być ekipa Prawa i Sprawiedliwości, która zwyczajnie ma większą władzę i może ją wykorzystać. Oprócz dobrej otoczki marketingowej (konsekwentne powtarzanie, że rząd jest gotowy do przeprowadzenia matur) i zrzucaniu odpowiedzialności za zaistniałą sytuację na nauczycieli, rząd może w przypadku nie zwołania w terminie przez szkoły rad klasyfikacyjnych, zmienić rozporządzenie.

To wprowadziłoby dodatkowy zamęt i z całą pewnością odbiło się negatywnie na wizerunku samych nauczycieli. Ewentualna utrata poparcia społeczeństwa oznaczałby, że o podwyżkach mogą zapomnieć – przynajmniej do czasu zmiany ekipy rządzącej w Polsce. Najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji wydawałoby się zawieszenie strajku na czas egzaminów i ewentualne kontynuowanie go po nich. Z drugiej jednak strony, strajk żeby był skuteczny musi być odczuwalny. Granica tolerancji u rodziców może być jednak w tej sprawie niezwykle cienka.

ss źródła: Radio Poznań / tvn24


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar