Stanisław Michalkiewicz fot. AdamKolodziejczyk

Stanisław Michalkiewicz został bez pieniędzy. Po wyroku poznańskiego sądu komornik zajął mu konto

Stanisław Michalkiewicz, prawicowy publicysta, został bez środków do życia. Wszystko w związku ze sprawą w poznańskim sądzie.

Co istotne Michalkiewicz o procesie miał nie wiedzieć. Wezwania miały być dostarczane pod jego stary adres, a wyrok wydany zaocznie. Publicysta przekonuje, że o wszystkim dowiedział się logując na konto bankowe, skąd zniknęły wszystkie pieniądze. Jak wyjaśniła mu obsługa banku, te zostały zajęte przez komornika.

Sprawa w sądzie dotyczyła słów publicysty pod adresem Katarzyny, która w dzieciństwie była gwałcona przez księdza. Kobieta w zeszłym roku otrzymała wysokie odszkodowanie, które Michalkiewicz wulgarnie skomentował sugerując, że jest zbyt wysokie i porównując poszkodowaną do prostytutki.

– 14 listopada zajrzałem na konto w banku Santander i z przerażeniem stwierdziłem, że zostało wyzerowane. Obawiałem się, że okradli mnie jacyś hakerzy, więc pojechałem do banku, gdzie wyjaśniło się, że to nie hakerzy, tylko komornik sądowy, który nakazał zablokować konta. Pojechałem do M-Banku, w którym też mam konta i tam hiobowa wieść się potwierdziła – opisał swoje przeżycia Michalkiewicz.

Stanisław Michalkiewicz ujawnia prawdziwe dane ofiary księdza

Komornik z którym skontaktował się publicysta wyjaśnił mu, że egzekucja była konsekwencją “zaocznego” wyroku, który wydał Sąd Okręgowy w Poznaniu. Sprawa dotyczyła wyżej już wspomnianej “Kasi”. Ze względu na dobro pokrzywdzonej była ona tylko tak nazywana w publikacjach medialnych. W rzeczywistości nazywa się inaczej. Michalkiewicz na swojej stronie internetowej ujawnił jej prawdziwe dane personalne.

Po wyroku publicysta przekonuje, że został bez środków do życia. Nie rozumie też jak to możliwe, że powiadomienia o rozprawach nie doszły do niego, w sytuacji kiedy jest osobą publiczną i każdy może z nim się stosunkowo łatwo skontaktować.

– “Sytuacja, w jakiej się znalazłem ma – jak powiedziałby Kukuniek – swoje „plusy dodatnie”, a właściwie jeden – że muszę długo żyć. Ma też jednak „plusy ujemne”, a właściwie jeden – że nie bardzo wiadomo – z czego” – podsumował publicysta.

5
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
stachu76
Gość
stachu76

Rydzyk mu pomoże

Xxxx
Gość
Xxxx

Bardzo dobrze brawo teraz moze dorabiac dajac d…..y moze wtedy go cos nauczy

Lech
Gość
Lech

Sąd ma obowiązek skutecznie doręczyć pozew pozwanemu, poinformować go o możliwości odpowiedzi na pozew, potem wezwać na rozprawę i w końcu doręczyć wyrok. Sąd zazwyczaj, gdy podsądny nie stawi się na rozprawie i wróci tzw. “zwrotka” z adnotacją “zwrot – nie podjęto w terminie” zwraca się do policji, która wysyła dzielnicowego, by ustalił, gdzie faktycznie zamieszkuje podsądny. Nie stanowi to żadnego problemu. Takie działanie sądy podejmują w znacznie bardziej błahych sprawach i nie stanowi to żadnego problemu. Często też dzielnicowy doręcza podsądnemu korespondencję od sądu. W tej sprawie tego nie zrobiono. Dlaczego?

zula
Gość
zula

Ską wiadomo, żę nie zrobiono??

mm
Gość
mm

Co to ma wspólnego z Poznaniem?
Aha — sąd był z Poznania.