Rabin Maharal i Golem - Lech Raczak, Asocjacja 2006 Festiwal Malta fot. Sławek Wąchała

“Rabin Maharal i Golem” – w hołdzie Lechowi Raczakowi

Od premiery “Rabina Maharala i Golem” minęło 11 lat. Miała miejsce oczywiście podczas festiwalu Malta, w Starej Rzeźni i została okrzyczana wydarzeniem tamtej edycji festiwalu. Trudno, oglądając ten spektakl po tylu latach. nie zastanowić się, co się zmieniło.

Historia rabina i Golema, mimo że pełnymi garściami czerpiąca ze średniowiecznej legendy, zawiera całkiem sporo odniesień do współczesności. Ale po kolei.

Rabin Maharal to ten poznaniak, który, gdy pełnił funkcję rabina Pragi, ulepił z gliny Golema, na podobieństwo człowieka, tylko kilkakrotnie większego i silniejszego. Bo rabin widząc, jak ciężko pracują ówcześni prażanie, chciał im ulżyć tworząc kogoś, kto wykonywałby za nich najcięższą robotę i bronił przed niebezpieczeństwem. A ponieważ poza tym, że był wielkim uczonym, był też wielkim magiem, ulepił Golema i ożywił go, wkładając mu w usta kawałek papieru z napisanym słowem “emet”, co po hebrajsku znaczy prawda.

I Golem posłusznie pracował przez cały tydzień, ale potem się zbuntował, bo Żydzi świętowali, a on nie – i zaczął niszczyć to, co zbudował przez ten czas. W innej wersji legendy Golem miał nosić wodę – ale jego pan zapomniał mu powiedzieć, ile tej wody ma przynieść, więc Golem nosił i nosił tę wodę – aż zalała całą żydowską dzielnicę.

bez względu na to, która wersja legendy trafi nam do przekonania – w obu zakończenie jest takie samo. Rabin zrozumiał, że stworzenie nie obdarzone duszą i rozumem, a przy tym tak silne – nie może istnieć, bo stanie się zagrożeniem. I wymazał z papieru pierwszą literę słowa “emet”, co w efekcie dało słowo “met”, czyli śmierć i uśmierciło Golema.

W wersji Lecha Raczaka zrealizowanej przy pomocy Asocjacji 2006 z Piotrem Tetlakiem jako scenarzystą tę historię opowiadają różni bohaterowie: sam rabin, jego żona, córki, a nawet i Golem. Pomagają sobie przy tym fantastycznymi machinami Asocjacji 2006 i ekranami, na których pojawiają się ruchome obrazy: wizerunki Żydów i hebrajskie napisy tworzące tło i swoisty komentarz do treści spektaklu.

Dzięki ekranom i machinom toczącym się przez scenę z jednego końca na drugi historia ożywa. Jednak nie są to tak po prostu opowiedziane perypetie rabina i jego dzieła. Niezwykle ważne są tu dygresje i nawiązania do współczesności. Mamy więc księdza, który w niezwykle widowiskowy sposób zarządza topienie nierządnicy w szklanym pojemniku, co pozwoli wszystkich dokładnie zaobserwować, jak umiera owa naruszająca normy społeczne, będąca w konflikcie z moralnością Kościoła Katolickiego i szukająca grzesznych uciech kobieta w czerwonej sukni.

Nierządnica tonie, chociaż jej grzechy to naprawdę nic w porównaniu do grzechów pomocników księdza, którzy natychmiast po egzekucji marzą już o kolejnych tego rodzaju atrakcjach i tym, jak też je przeprowadzić. No cóż, takie to były czasy i takie uciechy te 500 lat temu – tylko czy aby na pewno takie zabawy się skończyły…? Dziś może nie topimy nierządnic i nie próbujemy ukamienować tych, którzy się od nas różnią. Ale czy na pewno? Czy internetowy hejt nie jest w gruncie rzeczy tym samym…? Zwłaszcza że nie brakuje przypadków, gdy w całkiem rzeczywisty sposób doprowadził do śmierci…

Skojarzeń, porównań i odniesień pojawia się tu sporo i każde warte jest przemyślenia. Na przykład to, czy poznaniacy z roku 2020 różnią się tak bardzo od tych ze średniowiecza i od tych z 2009 roku – bo i o nich padło tu kilka gorzkich słów. Taki portret poznaniaków może nie tyle w krzywym zwierciadle, co mocno powiększającym…

Spektakl do przemyślenia i naprawdę godny zapamiętania na dłużej, jednak miejsce zdecydowanie nie było najbardziej odpowiednie do jego prezentacji. Amfiteatr Bramy Poznania jest naprawdę doskonały do prezentacji kameralnych koncertów lub równie kameralnych spektakli. “Rabin Maharal i Golem” z jego rozmachem i rozmiarami dekoracji wymaga dużej przestrzeni, która stanowiłaby odpowiednią oprawę dla tego spektaklu. A tu miało się wrażenie, że machiny zahaczą o strop albo nie wyrobią na zakręcie, bo po prostu jest tam dla nich za ciasno.

Kolejnym problemem był tramwaje kursujące na Śródkę z jednej strony i pociągi na moście kolejowym z drugiej. Było je słychać doskonale, czasami znacznie lepiej niż spektakl, co jednak mocno przeszkadzało w odbiorze i psuło wrażenie. A chyba niezupełnie o taki efekt chodziło.

Lilia Łada

Dodaj komentarz

avatar