Lex Czarnek - Zebranie z rodzicami - Chcemy weta fot. Sławek Wąchała

Protest przeciwko Lex Czarnek. „Będziemy musieli zejść do podziemia”

„Jestem rodzicem i jestem przeciwko #LexCzarnek”, „Jestem nauczycielem i jestem przeciwko #LexCzarnek”. Z takimi transparentami kilkadziesiąt osób zebrało się dziś na placu Wolności, by zaprotestować przeciwko nowelizacji prawa oświatowego.

Spotkanie zostało nazwane „Zebranie z rodzicami”, bo Lex Czarnek praktycznie do zera ogranicza właśnie rodzicom wpływ na nauczanie ich dzieci oraz to, co dzieje się w szkołach. Te kompetencje zostaną ograniczone także dyrektorom szkół, samorządom zarządzającym placówkami – a o wszystkim będzie decydował kurator. Który, gdy dyrektor nie wykona wydanego mu polecenia, będzie mógł go od razu zwolnić.

Rodzice nie chcą indoktrynacji

– Profesor Senyszyn powiedziała, że to będzie indoktrynacja i tresura – mówi Joanna, jedna z uczestniczących w zebraniu. – Ja się z tym zgadzam, a ponieważ mam dwoje dzieci w wieku szkolnym, postanowiłam przyjść i zaprotestować. Bo ja sobie tego nie życzę. Przecież wiadomo, że kuratorzy to nominacje polityczne, więc będą realizować linię polityczną partii, a nie naukę, i kto im coś zrobi?

– Problem jest nie tylko w indoktrynacji – dodaje jej mąż. – Moim zdaniem będzie jak z zaostrzeniem prawa aborcyjnego: dyrektorzy będą się bali podejmować jakiekolwiek decyzje, inicjatywy, nauczyciele też. Akurat nasze dzieci chodzą do niezłej szkoły, w której sporo się dzieje, ale większość z tych działań, chociażby zajęcia antydyskryminacyjne, po wejściu Lex Czarnek znikną. Taka szkoła będzie nie do zniesienia dla dzieci, którym i tak jest teraz ciężko po pandemii. Próby samobójcze, prześladowania uczniów, przemoc – już teraz jest z tym źle, a po wejściu Lex Czarnek dyrektorzy w ogóle będą się bali cokolwiek zrobić.

Od 30 lat nie było tak źle

Kolejna protestująca, pani Edyta, jest nauczycielką i ma nadzieję, że seria tych protestów przekona prezydenta Andrzeja Dudę, który ma ten projekt na swoim biurku, by go jednak nie podpisywał.
– W edukacji jest potrzebna moim zdaniem rewolucja, ale zupełnie odwrotnie niż to, co się teraz dzieje – mówi. – Ja pracuję w szkole ponad 30 lat i nigdy mi nie było tak źle jak teraz. Czuję się strasznie skrępowana, nie mogę pracować tak, jakbym chciała, gdzieś tam z tyłu pleców mam to, co lex Czarnek niesie ze sobą, czyli indoktrynację, strach i niepewność jutra.

Na spotkaniu pojawiła się też poznańska radna Marta Mazurek, znana z wieloletniej walki przeciwko dyskryminacji i współpracująca w tej dziedzinie ze szkołami.
– My w Poznaniu, nasze szkoły i nauczyciele, już doświadczają swego rodzaju nękania od czasu, gdy weszły zajęcia z edukacji antydyskryminacyjnej i od kiedy zapowiedzieliśmy również zajęcia dodatkowe z rzetelnej edukacji seksualnej – przyznaje. – Lex Czarnek odbiera możliwość samostanowienia dyrektorom. Samorząd jako organ prowadzący zawsze zdawał się na opinie dyrekcji i to tak naprawdę dyrektor lub dyrektorka decydowali o tym, co się dzieje w szkole, a jeżeli chodzi o zajęcia dodatkowe, one odbywały się i odbywają na prośbę i za zgodą rodziców – rady rodziców miały tu dużo do powiedzenia. To w tej chwili wszystko zostaje podporządkowane jednoosobowej instancji kuratora oświaty. On może zwolnić dyrektora za na przykład niewypełnienie zaleceń. A takimi zaleceniami może być, jak mamy w Małopolsce, żeby nie zabierać młodzieży do teatru na jakiś spektakl, i później sprawdzanie, czy to zalecenie zostało wykonane czy nie… To jest odbieranie autonomii tym stronom, które tworzą społeczność szkolną: dyrekcji, gronu pedagogicznemu, rodzice, ale przede wszystkim uczniowie i uczennice, które chcą szkoły wolnej, otwartej, postępowej, demokratycznej. Minister Czarnek w ogóle nie ukrywa tego, po co to lex Czarnek jest wprowadzane, ten zamordyzm i ta ścisła kontrola – żeby wybić z głowy, jak on to określił, te lewackie pomysły i działania.

Powrót tajnych kompletów

Radna podkreśla, że zajęcia antydyskryminacyjne w poznańskich szkołach są prowadzone systemowo, przez nauczycielki i nauczycieli, są weryfikowane i akceptowane przez dyrekcję i następnie przechodzą weryfikację w Wydziale Oświaty UMP. Proce weryfikacji jest tu więc bardzo szczegółowy, więc nie ma możliwości, by coś się odbywało niezgodnie z prawem. Ale zgodność z prawem nie będzie miała znaczenia, jeśli kurator zadecyduje, że takie zajęcia mają się nie odbywać. Nie będą się wtedy odbywały i już.

– Czuję się jak w czasach okupacji, o których opowiadała mi moja mama – podsumowuje emerytowana nauczycielka. – Znowu będziemy musieli zejść do podziemia, jeśli chcemy przekazywać rzetelną wiedzę. I uczyć na tajnych kompletach. To do tego doszliśmy przez te wszystkie lata od 1940 roku?