odholowany samochód, Marcelińska, fot. SMMP

Poznań: Zostawił samochód na przystanku autobusowym. „Uniemożliwiał korzystanie z przystanku”

Niefrasobliwy kierowca, który zostawił swój samochód na przystanku autobusowym na ulicy Marcelińskiej, będzie go teraz musiał szukać na policyjnym parkingu. Tam właśnie odwiozła go laweta, którą wezwała straż miejska.

26 kwietnia strażnicy zostali wezwani na ulicę Marcelińską, na przystanek autobusowy. Kierowca seata zaparkował swoje auto nie dość, że na samym przystanku, to jeszcze w taki sposób, że uniemożliwiał korzystanie z niego pasażerom i autobusom MPK.

W takiej sytuacji nie było ani blokady, ani mandatu – strażniczki z patrolu od razu wezwały lawetę i zleciły odholowanie samochodu, by odblokować przystanek.

„W przypadku tamowania, utrudniania, blokowania lub parkowania w na miejscu dla osób niepełnosprawnych pojazdu bez uprawnień zawsze chodzi o to, by pojazd zniknął jak najszybciej z miejsca, w którym pozostawiono go bezprawnie” – informuje straż miejska. – „Dlatego strażnik wzywa lawetę, a nie np. zostawia wezwanie lub zakłada blokadę na koło”.

Samochód wędruje na lawetę także wtedy, gdy został tak zaparkowany, że utrudnia ruch lub w miejscu niedozwolonym, na przykład w obrębie skrzyżowania lub przy przejściu dla pieszych.

Odzyskanie takiego samochodu nie jest łatwe: jego właściciel musi się udać do siedziby straży miejskiej z dowodem tożsamości i dowodem rejestracyjnym auta, a wtedy dyżurny jednostki wydaje mu druk zezwolenia na odbiór pojazdu z parkingu strzeżonego oraz wskazuje lokalizację parkingu, z którego właściciel może odebrać samochód – oczywiście gdy już za to zapłaci.

A koszty są spore: trzeba zapłacić za odholowanie pojazdu, co zazwyczaj kosztuje kilkaset złotych, do tego dochodzi mandat – co najmniej drugie tyle, no i słone opłaty za każdy dzień przechowania na parkingu strzeżonym.