Klatki 3 fot. Zoo Poznań

Poznań: Zoo kontra GIW – a wszystko z powodu tygrysów

Główny Inspektorat Weterynaryjny twierdzi stanowczo, że tygrysy były w dobrej kondycji i zarzuca specjalistom z Poznania mówienie nieprawdy. Ewa Zgrabczyńska, dyrektor poznańskiego zoo, zwołała dziś konferencję prasową, by odpowiedzieć na zarzuty.

Co twierdzi Główny Inspektorat Weterynaryjny? Że zgodnie z nagraniami z monitoringu i tym, co mówili inspektorzy GIW, tygrysy zatrzymane na granicy w Koroszczynie, były w dobrej kondycji. Ba, weterynarz, który je badał i uznał, że nie ma przeciwwskazań, by wpuścić zwierzęta do Polski, nie dopatrzył się też braku dokumentów – ma nawet dostać nagrodę. Wszystkiemu winne jest, jak się okazuje, poznańskie zoo, którego dyrektorka “mówi nieprawdę”.

Dziwnym trafem tuż po przejęciu tygrysów przez poznańskich pracowników zoo – co stało się, przypomnijmy, na polecenie i za zgodą GIW, chociaż Główny Inspektorat Weterynarii później się z tej zgody wycofał – zoo w Poznaniu zaczęły odwiedzać przeróżne kontrole. Pracownikom zarzucono między innymi… brak dokumentów dotyczących stanu zdrowia zwierząt. A przecież to właśnie z powodu ich braku Białoruś odmówiła wpuszczenia transportu tygrysów na swój teren. I jakoś ten brak nie przeszkadzał weterynarzowi, który je wpuszczał, by wpuścić tygrysy do Polski i uznać ich kondycję za dobrą. Ale najwidoczniej wtedy nie było to problemem.

Kolejna kontrola była z Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego. Jak wyjaśnił PIW, to normalna procedura przy przyjeździe zwierząt zestresowanych i w złej kondycji,a do tego jeszcze bez potrzebnych dokumentów. Zarzucił też dyrektor Zgrabczyńskiej, że ogród zoologiczny formalnie nie wystąpił o objęcie tygrysów kwarantanną, co powinien zrobić. Dlaczego nie dostał stosownej informacji od Głównego Inspektoratu Weterynarii, na którego polecenie poznańskie zoo zajęło się tygrysami i który powinien o tym poinformować placówkę w Poznaniu – nie wiadomo.

Dyrektor Ewa Zgrabczyńska, zmęczona oskarżeniami, że tygrysy były w dobrej kondycji, a poznańskie zoo rozdmuchuje problem, którego nie ma, postanowiła pokazać dziennikarzom samochód i klatki, w jakich tygrysy przyjechały do Polski, by sami mogli ocenić, czy warunki były wystarczające czy nie. Przy pomocy Jarosława Przybylskiego, lekarza weterynarii, odpowiadała także na pytania dotyczące stanu tygrysów, który GIW uznało za dobry.
– Do nas przyjechały prawie zwłoki, z wystającymi kręgosłupami i bez śladu mięśni – wylicza Ewa Zgrabczyńska. – Były odwodnione i wygłodzone, leżały we własnych odchodach i nie mogły się poruszać.

Klatki, w których przewożono zwierzęta, były bardzo małe. Tygrys nie mógł w nich się poruszać, a nawet wygodnie położyć, bo było na to za mało miejsca. W dodatku samochód był mały i klatki stały bardzo ciasno, co jeszcze dodatkowo pogarszało warunki pobytu kotów. Przewóz na odległość kilkunastu kilometrów w takich warunkach to męczarnia – a te zwierzęta przejechały tak z Rzymu do polsko-białoruskiej granicy. Gdy przywieziono je do Poznania, nie były w stanie wyjść o własnych siłach z klatek, tak były osłabione.

Tymczasem, jak podaje TVN24, włoska organizacja Lega Anti Vivisezione otrzymała od włoskich kierowców transportu tygrysów nagrania, na których pokazano zestresowane zwierzęta, które nie chciały jeść. Ich przewoźnik nie miał misek na wodę dla zwierząt ani noży, by pokroić im mięso. Klatek też nie czyszczono w drodze, bo “było to niemożliwe”. Co ciekawe, brak sprzętu dla zwierząt odnotował też weterynarz na granicy przy ich wjeździe. Najwyraźniej jednak nie był to wystarczający powód, by zatrzymać transport.

Zszokowany sposobem transportu tygrysów i przerażony stanie zwierząt był też David Williams-Mitchell z European Association of Zoos and Aquaria (EAZA), który obejrzał nagrania z transportu. EAZA to organizacja sprawująca kontrolę nad warunkami pobytu zwierząt w ogrodach zoologicznych. Teraz tygrysy są już w lepszej kondycji, ale i tak, zdaniem Davida Williamsa-Mitchella powinny przejść kwarantannę i jeszcze długo odpoczywać w spokoju,, by mogły nabrać sił. Jego zdaniem nie ma najmniejszej wątpliwości, że ten transport był nielegalny. Szacuje się, że nielegalny transport rzadkich zwierząt jest czwartym co do wielkości w działalności przestępczej na świecie.

Siedem tygrysów na razie dochodzi do siebie w Poznaniu, dwa są w Człuchowie, w tamtejszym zoo. Docelowo mają trafić do azylu w Hiszpanii, ale najpierw musi się dla nich zakończyć kwarantanna. Prokuratura w Lublinie prowadzi postępowanie w sprawie Rinata V., kierownika tego transportu, oraz dwóch włoskich kierowców, którzy przewozili zwierzęta. Wszystkim postawiono zarzuty znęcania się nad zwierzętami.

Pieniądze na pomoc dla tygrysów można wpłacać na specjalnej zbiórce na zrzutka.pl.

el, fot Zoo Poznań

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
16 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze