Zabytek Otwarty- Zaułek Barlebena fot. Sławek Wąchała

Poznań: Zaułek Barlebena, czyli gdzie dawniej półświatek chadzał

Jeszcze do końca lat 90. w Poznaniu niebezpiecznie było na Rybakach, Strzałowej i Kwiatowej, później na piątkowskich blokowiskach. A przed wojną lepiej było nie pokazywać się po zmroku w Zaułku Barlebena.

Zaułkowi Berlebena było poświęcone spotkanie z cyklu “Zabytek Otwarty”, które odbyło się 7 sierpnia przy ulicy Szyperskiej. Oprowadzał Adam Suwart, który o zaułku Barlebena wie chyba wszystko, łącznie z rozmaitymi mrożącymi krew w żyłach szczegółami. I co ciekawe, wie z pierwszej ręki – w zaułku wiele lat mieszkał tu jego dziadek…

Gdzie jest to tajemnicze miejsce? A właściwie raczej: gdzie było, bo dzisiejszy wygląd Zaułka Barlebena, który już nie jest zaułkiem, jest porządny i nobliwy. Znajdował się on w dawnej dzielnicy portowej, między ulicami Szyperską i Piaskową, był rzeczywiście zaułkiem, a nazwa pochodziła od niemieckiego właściciela tego terenu i była nazwą zwyczajową. Administracyjnie ten teren należał do ulicy Piaskowej.

I to właśnie w tym miejscu zbierali się poznańscy żebracy, złodzieje i oszuści, zdarzali się i zabójcy, a w piwnicach i suterenach zbierali się komuniści w czasach, gdy działalność Komunistycznej Partii Polski była nielegalna. Ba, mieli tu nawet swoje biuro wyborcze i punkt kontaktowy, o czym informowała berlińska “Gazeta Robotnicza” w 1893 roku. Miejsce nie wyglądało zachęcająco: ciemne, ciasne, wybrukowane kocimi łbami i mieszkaniami przypominającymi bardziej nory, zakończone murem oddzielającym zaułek od Szyperskiej.

Ale trzeba pamiętać, że cały ten teren, gdzie obecnie stoją schludne bloki, przed wojna był dzielnicą portową ze wszystkimi jej blaskami i cieniami. I poziomem przestępczości również. Z ciekawostek można wymienić zapisanego w latach 20. ubiegłego wieku w księdze adresowej tej okolicy niejakiego Karola Adama, truciciela… Brzmi sugestywnie, prawda? Co prawda zapewne nie chodziło o trucie ludzi, ale na przykład szczurów czy myszy – w sąsiedztwie znajdowały się całe szeregi potężnych spichlerzy na zboże, bo choć dziś trudno w to uwierzyć, Poznań był kiedyś prężnym portem. Obecność w pobliżu truciciela byłaby więc logiczna…

Podczas spotkania przy Szyperskiej można było nie tylko posłuchać historii o Zaułku Barlebena, ale też i zwiedzić jego pozostałości, których nie ma już wiele i które na co dzień nie są dostępne do zwiedzania. To Stara Papiernia, niegdyś Fabryka Ksiąg Handlowych, Kopert i Kajetów Edwarda Kręglewskiego, której znakiem firmowym były dwa kręgle. Kręglewski był rzutkim przedsiębiorcą i wynalazcą, który wprowadził wiele ulepszeń do urządzeń poligraficznych. W efekcie jego wyroby były lepsze od wielu innych i cieszyły się ogromnym powodzeniem w całej ówczesnej Rzeczpospolitej.

Dziś, poza Starą Papiernią, barokowym dworkiem, Kantorem Krzyżanowskiego i kilkoma przerobionymi magazynami niewiele przypomina o przeszłości tego terenu. Radni osiedla Stare Miasto walczyli jak lwy, by zachować jeden z ostatnich ocalałych budynków: kapitanat portu wraz z przyległym magazynem. Udało się to tylko częściowo: magazyn został zburzony, podobno przez przypadek, deweloper, który buduje tam kolejne osiedle, ma go odbudować, ale tylko jako fasadę od ulicy Piaskowej. Starą Papiernię z kolei zajmie Uniwersytet Artystyczny i tu tylko można mieć nadzieję, że lepiej zadba o budynek i sąsiedztwo niż deweloperzy.

Bo po spacerze śladami Zaułka Barlebena wyraźnie widać, że ta część, której udało się przetrwać, jest znacznie ciekawsza, wartościowsza i ma większy potencjał niż te wszystkie nowe bloki stojące po sąsiedzku. I to bardzo smutny wniosek z kilkudziesięciu lat rozwoju miasta w tym rejonie.

3.8 4 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze