Demonstracja przeciw przemocy fot. S. Wąchała

Poznań: Wspólnie przeciwko przemocy

Około dwustu osób zebrało się dziś przed urzędem wojewódzkim w Poznaniu, żeby zaprotestować przeciwko eskalacji przemocy wobec wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób różnią się od tych, którzy przemoc stosują.

Miejsce nie zostało wybrane przypadkiem: jak wyjaśnili organizatorzy z Grupy Stonewall, Poznania Wolnego Od Nienawiści i Republiki Różnorodności, urząd wojewódzki, jako siedziba reprezentanta rządu w terenie, jest jednostka odpowiedzialna także za to, by zapewnić bezpieczeństwo osobom zamieszkałym na danym terenie. A właśnie tego bezpieczeństwa ostatnio bardzo brakuje, przekonywali uczestnicy demonstracji.

Uznaliśmy, że to zgromadzenie musi się odbyć, bo to, co w tej chwili się dzieje w naszym kraju, jest po prostu przerażające – mówił Piotr Moszczeński z Republiki Różnorodności. – Widzimy, że osoby, które chodzą po ulicach w biały dzień, siedzą w parkach, albo nie w biały dzień, ale w centrum miasta, są po prostu atakowane.

Do ataków dochodzi z wielu różnych powodów, ale tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, czy jest się białym czarny, heteroseksualnym czy nie. Bo problemem nie jest atakowany, ale atakujący.
– Problemem są osoby, które myślą, że miasto, ulica, park są ich własnością i że oni mogą mówić, jak ma wyglądać społeczeństwo, jak mamy się zachowywać, jak wyglądać i co mamy w nim robić – mówił Piotr Moszczeński. – To są ludzie, którzy uważają, że miasto jest ich własnością. Ale miasto to ludzie. Czy my jesteśmy czyjąkolwiek własnością?
– Jesteśmy przeciwko dzieleniu ludzi na lepszych i gorszych, ze względu na orientację seksualną, kolor skóry, wyznania lub ich brak – dodawała Joanna Wolińska z Poznania Wolnego Od Nienawiści.

Podczas demonstracji swoje historie opowiedziało kilka osób, które właśnie ucierpiało za inność w ostatnim czasie, między innymi Miłosz Miklaszewski, pobity na plaży nad Rusałką za kolczyk w uchu i farbowane włosy.
– Gdy po wizycie w szpitalu i na policji opublikowałem post na Facebooku, zaczynając go od słów “to ja” – to było przerażające – opowiadał. – Potem zacząłem mieć wątpliwości, czy dobrze zrobiłem udostępniając tę historię. Ale moi znajomi i przyjaciele, a także rodzina przekonali mnie, że dobrze zrobiłem, bo takie rzeczy powinny wychodzić na światło dzienne.

Poza obrażeniami fizycznymi Miłosz odniósł też psychiczne. Budzi się w nocy z krzykiem, ma koszmary i przez jakiś czas bał się wychodzić na ulicę. Musiał to to w sobie przełamać, w czym pomogło mu wsparcie przyjaciół.
– I dlatego tu jestem, żeby wam powiedzieć, że nie można się bać w takich sytuacjach, gdzie występuje przemoc fizyczna czy agresja słowna – mówił. – Musi być szacunek do człowiek bez względu na tpo, jak wygląda. Nie można oceniać kogoś po wyglądzie. Po prostu nie można.

Swoja historię opowiedział też Grzegorz Myćka, znany poznański grafik, autor jednego z bardziej popularnych murali przy ulicy Estkowskiego. On z kolei został napadnięty w nocy, gdy wracał z KontenerArt po spotkaniu ze znajomymi. Sam.
– Nagle ktoś do mnie dobiegł do mnie, przewrócił na ziemię, potem dobiegło trzech kolejnych i wszyscy zaczęli mnie wspólnie okładać – mówił. – Głównie po głowie, ale szybko zakryłem ją rękoma i to właśnie one przyjęły większość ciosów. na obdukcji powiedzieli, że mam tylko siniaki, stłuczenia i guzy, więc nic specjalnego mi nie będzie. Ale mam wrażenie, że coś się jednak mi stało, bo mimo że mnie ani nie okradli, ani nie zwyzywali, to mimo wszystko mam wrażenie, że oni odebrali mi poczucie bezpieczeństwa i ufność, którą miałem wobec ludzi. I to jest coś, czego nie rozumiem, bo nie potrafię sobie wytłumaczyć myślenia ludzi, którzy stosują taką zupełnie bezsensowną przemoc. Tym bardziej, że potem słyszałem opinie, które wynikały z troski o mnie, ale… “Trzeba było samemu nie wracać”, “trzeba było wziąć taksówkę”, “trzeba było mniej pić”, “trzeba było w ogóle z domu nie wychodzić”. Być może trzeba było tak zrobić, ale czy to nie jest coś takiego jak stwierdzenie, że kusa spódniczka kusi gwałciciela?

Jego zdaniem takie mówienie i myślenie, że przemoc to wina ofiary, absolutnie nie może mieć miejsca. To zawsze wina sprawcy i to on powinien mieć świadomość tego, że czyn, którego się dopuszcza, będzie ukarany, i to surowo. I to powinno go odstraszyć.
– Z taka bezsensowną przemocą i agresją słowną spotykają się wszystkie mniejszości szczególnie dzisiaj i wydaje się, że dzieje się to za mniej lub bardziej jawnym przyzwoleniem obecnie rządzących – zauważa artysta. – I to bardzo smutne, że osoby o odmiennej orientacji, odmiennym wyznaniu czy wyglądzie musza się codziennie z tym borykać. Teraz bardziej zrozumiałem, jaki to faktycznie jest problem.

Jego zdaniem argument, który czasem pada w takich sytuacjach, że przecież pobicia zawsze się zdarzały, więc o co chodzi – nie jest żadnym argumentem. Bo na przemoc po prostu nie można się zgadzać. W żadnej postaci i pod żadnym pozorem.

Podczas demonstracji przemawiało wiele osób, które dzieliły się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Jedna z rozmówczyń opisywała strach, który poczuła, gdy usłyszała o pobiciu nastolatki o różowych włosach – bo jej nastoletnia córka właśnie ma takie. Kolejna osoba zwróciła uwagę sianie nienawiści i nierzetelne relacjonowanie imprez organizowanych przez grupy LGBT w mediach publicznych, co także sprzyja przemocy.

Zdaniem organizatorów akcji wszystko to sprawia, że przemocy i brutalnych pobić jest coraz więcej w całej Polsce, a ich ofiarą padają ci, którzy są inni. Nie tylko geje i lesbijki: pobitym można zostać za kolor włosów, za głos, albo po prostu tak, bo ktoś musi wyładować swoją agresję.
“Nie zgadzamy się na to, nie chcemy bać się wychodzić na ulice czy do parku, nie chcemy musieć oglądać się wciąż za plecy żeby upewniać się czy jesteśmy bezpieczni w naszej najbliższej okolicy.
Nie możemy się na to zgodzić, musimy reagować – zwłaszcza gdy widzimy jak innym osobom dzieje się krzywda. Dzisiaj ja jestem ofiarą, jutro możesz nią być ty!” – podsumowali spotkanie.

Lilia Łada

0 0 votes
Oceń artykuł
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze