Poznań: Tłok w pociągach i brak maseczek – a konduktorzy nie reagują

Problemy z tłokiem są nie tylko w pojazdach miejskiej komunikacji. Podobne zgłaszają nam pasażerowie pociągów. Zwłaszcza tych podmiejskich, którymi codziennie dojeżdżają do pracy.

Mimo powrotu kolejnych pociągów na swoje trasy – nadal jest ich zdecydowanie za mało i pasażerowie korzystający z komunikacji kolejowej narzekają na tłok. Zwłaszcza w godzinach szczytu. Problemem jest jednak nie tylko to, że jest dużo pasażerów – wielu z nich nie ma maseczek i nie przestrzega zasad dystansu społecznego, nawet gdy jest to możliwe. A załogi pociągów nie reagują.

Pani Anna Kaczmarek mieszka pod Szamotułami i stamtąd pociągiem dojeżdża do pracy do Poznania. Uważa, że na jej trasie jeszcze nie jest tak źle.
– Jak słucham opowieści koleżanek, które dojeżdżają ze Stęszewa czy Opalenicy, to wszystkie narzekają na tłok i brak maseczek u części osób – opowiada. – Ale ja jeżdżę trasą na Szczecin, mam więcej pociągów do dyspozycji, bo to ruchliwa trasa, więc pewnie dlatego nie odczuwam tak ani tłoku, ani braku maseczek. Chociaż nie ma kursu, żeby konduktor przynajmniej kilku osobom w wagonie nie zwrócił uwagi, że powinny mieć na twarzy maseczkę.

Agnieszka Piechowiak mieszka z kolei w Pobiedziskach i także dojeżdża do pracy do Poznania. Ona narzeka na… wszystko.
– W pociągach jest koszmarny tłok i zero przestrzegania jakichkolwiek zasad – mówi krótko. – Mówię o tych porannych, między 6.00 a 8.00, bo tak najczęściej jeżdżę do pracy. W którymś momencie stwierdziłam, że nie mam już na to siły gnieść się w tym tłoku, bo nie wszystkie pociągi wróciły już na trasy, więc w tych, które kursują, tłok jest większy, i zaczęłam jeździć samochodem z mężem. Pomyślałam sobie, że może tak będzie wygodniej. Ale to była kolejna porażka. Akurat na mojej trasie rodzice odwożą dzieci do szkół i od 7.30 robi się na drodze do Poznania gigantyczny korek…

Podobnie jest na trasach z Wolsztyna, Grodziska Wielkopolskiego, nieco lepiej jest na trasie z Wągrowca i Obornik, bo tam jest więcej pociągów. Wiele tu także zależy od godziny, którą się wybierze – są bardziej i mniej oblegane, a najgorzej jest między 6.30 a 8.30.

Koleje Wielkopolskie zapewniają, że zdają sobie sprawę z problemów pasażerów, wiedzą, że jest tłok. Dlatego na najbardziej zatłoczonych trasach w godzinach szczytu kursują już dłuższe pociągi, zwłaszcza na trasach do Grodziska Wielkopolskiego i do Wągrowca.

Natomiast jeśli chodzi o napełnienie składów – pasażerów może być tylu, ile jest miejsc siedzących – tu reagują na bieżąco konduktorzy. Oni także przypominają o obowiązku zasłonięcia nosa i ust. Ale trudno wymagać, żeby zatrzymywali pociąg w szczerym polu, bo się okazało, że w środku jest o dziesięciu pasażerów za dużo…

Sytuacja na lepsze ma się zmienić już 8 listopada. Wtedy Koleje Wielkopolskie, które cały wrzesień i październik będą obserwować przepływ pasażerów i napełnienie pociągów, wprowadzą kolejną korektę rozkładu jazdy. Dzięki niej na najbardziej oblegane trasy w najbardziej newralgicznych godzinach wyruszą dodatkowe pociągi.

el

2
Dodaj komentarz

avatar
Mala
Mala

Wyluzujacie z tymi mamiseczkami. Bardziej siebie trujemy w miseczce. Nie dajmy się zwariować bo świat do tego dąży.

Paprykarz
Paprykarz

Po co dojeżdżać pociągiem do Poznania żeby pracować, najlepiej zamieszkać w Poznaniu i dojeżdżać rowerem do pracy, a nie jak słyszę tych dziwolągów 40 lat dojeżdżam do pracy w Poznaniu i wstaję o 3 w nocy, żeby dojechać na 7 i wracam po 19 żeby być o 23 w domu, totalna abstrakcja.