Poznań: Tagerzy w mieście. Pomazane ściany to coraz większy problem!

Graffiti ( fot. ilustracyjne ) fot. Sławek Wąchała

W ubiegłym roku policjanci dzięki monitoringowi zatrzymali 197 twórców tak zwanych „tagów”, czyli bazgrołów szpecących poznańskie budynki, mosty czy wiadukty. Jednak o wiele więcej nie zostało złapanych, a po wyglądzie miasta widać, że to poważny i narastający problem.

Tagi to nieczytelne dla niewtajemniczonych bazgroły wykonane farbą w sprayu na elewacjach budynków, filarach mostów, szybach wystawowych i wszystkich innych miejscach, gdzie to się to umieścić. Kiedyś tagerzy umieszczali je w miejscach, które uważali za swoją strefę wpływów, by „obcy”, czyli ludzie spoza dzielnicy, wiedzieli, kto tu rządzi. Dziś większość tagów nie ma nic wspólnego z żadną ideologią, a przyłapani na mazaniu i niszczeniu pseudotwórcy najczęściej twierdzą, że nie wiedzą, dlaczego to robią.

Ogromne koszty

Tymczasem to poważny problem, także finansowy, zwłaszcza dla właściciela obiektu, który został pomazany, a więc zniszczony zaraz po remoncie. Koszt usunięcia zależy od rodzaju farby, która została użyta, wielkości i rodzaju nawierzchni, na jakiej namalowano tag. Może kosztować 500 zł, a może i 5000 zł, a nawet więcej.

Są przypadki, że w ogóle trudno coś takiego usunąć – przykładem jest choćby historia zatrzymanego w 2012 roku Pive, czyli Marka S. Mężczyzna do farb dodawał kwasu, co sprawiało, że usunięcie bazgrołów było wyjątkowo trudne, a w przypadku szyb – niemożliwe. Tylko MPK Poznań oszacowało straty poniesione przez Pive na ponad 200 tys. zł! A Pive, zanim został złapany, zabazgrał tagami całą Wildę…

Rok po schwytaniu Pive zatrzymała drugiego tagera, Jakuba D., czyli Potse. I może kary wymierzone bu tagerom sprawiły, że przez jakiś czas w mieście pojawiało się mniej bazgrołów – Pive dostał rok więzienia w zawieszeniu i polecenie usunięcia wyrządzonych przez siebie szkód, a dodatkowo zapłacenie 1000 zł grzywny. Potse tylko za pomazanie jednego budynku dostał 10 miesięcy ograniczenia wolności i nakaz zapłacenia wspólnocie mieszkaniowej z tego budynku 3000 zł, bo na tyle oszacowano straty.

Miejski monitoring pomaga, ale…

Jednak problem mazania po budynkach nie skończył się z ukaraniem obu tagerów. Mają wielu naśladowców, jak dowodzą tego choćby nagrania miejskiego monitoringu. Dzięki nim, a właściwie dzięki zgłoszeniom operatorów monitoringu policjanci tylko w ubiegłym roku zatrzymali 197 osób za mazanie po ścianach i szybach wystawowych, jak podaje Straż Miejska Miasta Poznania.

Straż miejska i policja zapewniają, że w mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na niszczenie elewacji i innych obiektów. Jednak walka z tagerami jest trudna, bo szybko znikają z miejsca przestępstwa, zazwyczaj mają też zakryte twarze, by – jeśli funkcjonariusze nie przyłapią ich na gorącym uczynku – nie można ich było rozpoznać na nagraniu.

Zdaniem internautów, w tym osób, które poniosły wymierne straty finansowe z powodu działalności tagerów, kary za tego typu działania powinny być surowsze. I niekoniecznie chodzi o więzienie. Ich zdaniem każdy tager, gdyby musiał zrekompensować straty, jakie ponieśli właściciele pomazanych przez niego obiektów, dwa razy by się zastanowił, zanim by cokolwiek pomazał. Przypomnijmy, że w przypadku Pive w grę wchodziło ponad 200 tys. zł.

Jest jednak pewien warunek przesądzający o skuteczności tego pomysłu: tager musiałby mieć przekonanie graniczące z pewnością, że po pierwsze, zostanie złapany, a po drugie – kara zostanie od niego wyegzekwowana co do grosza i nie ma przed tym ucieczki. A jak to w praktyce wygląda – wiadomo.

Podziel się: