protest medyków fot. aga

Poznań: Studenci medycyny przemaszerowali przez Poznań

“Lepiej łyżką kopać ziemię niż pracować w tym systemie”, “Nie róbcie z medyków niewolników”, Gdy zabraknie medyków – zostaną tylko grabarze”. Takie hasła można było przeczytać na transparentach marszu. Wzięło w nim udział około 200 osób.

Młodzi medycy i pracownicy ochrony zdrowia postanowili zorganizować marsz, by okazać solidarność z protestem odbywającym się w Warszawie.
“Chcemy pokazać, iż mimo faktu, że studiujemy różne kierunki, razem będziemy tworzyć (lub już tworzymy) jeden wspólny system ochrony zdrowia” – wyjaśniali. – “Pragniemy jasno powiedzieć, że wszyscy jesteśmy nie tylko pracownikami medycznymi, lecz również potencjalnymi pacjentami, a od spełnienia postulatów protestu zależy przyszłość i zdrowie nasze oraz naszych bliskich. Widząc obecną sytuację, systemowe problemy oraz brak reakcji obecnej strony rządowej na trwające od miesiąca protesty w obrębie Białego Miasteczka, ruszyliśmy do działania”.

Organizatorzy podczas przemówień zwracali uwagę na niedostateczne nakłady na ochronę zdrowia, przez któ©e rozumieli nie tylko zbyt małe pieniądze przeznaczane na ten cel, ale też sposób ich dystrybucji, który sprawia, że niektóre procedury nie są wykonywane mimo ogromnego zapotrzebowania, bo NFZ nie daje nia nie wystarczających pieniędzy.

Problemem jest też ciągłe zatrudnianie na śmieciówkach w szpitalach, fakt, że wiele zawodów medycznych nie ma swoich samorządów, które walczyłyby o ich interesy i aktualizacje przepisów regulujących ich funkcjonowanie. Przykładem są choćby ratownicy medyczni. Młodzi medycy poruszyli też kwestie regulacji prawnych, które kompletnie nie nadążają za rozwijającą się nauką i technologiami medycznymi.

Osobnym problemem są braki kadrowe w służbie zdrowia, a powodów tego stanu rzeczy jest bardzo wiele – a władza nie zabiera się za rozwiązanie żadnego z nich. Niskie pensje to tylko jeden z wielu, ale wcale nie najważniejszy powód. Istotna kwestia to także przeciążenie obowiązkami administracyjnymi, fatalna organizacja pracy, która sprawia, że ciężka praca w ochronie zdrowia staje się jeszcze cięższa, a pacjenci umierają w kolejkach.

Młodzi ludzie zwracają też uwagę, że zwiększenie naboru na studia medyczne nie rozwiąże problemu, bo lekarz szkoli się przecież jeszcze dobrych kilka lat po zakończeniu studiów – ale musi mieć specjalistę, od którego mógłby się uczyć. Tych specjalistów brakuje w Polsce już teraz, nie tylko do nauki studentów, ale nawet do przyjmowania pacjentów. To od kogo mają się uczyć przyszli specjaliści kardiolodzy, pediatrzy, reumatolodzy, ginekolodzy i wiele innych specjalności?

Problemem jest też wypalenie pracowników, zwłaszcza teraz, po pandemii, chociaż ratownicy medyczni w zasadzie mają taki stres na co dzień. Tymczasem system nie oferuje pracownikom ochrony zdrowia, tym, którzy kilkadziesiąt razy dziennie walczą ze śmiercią, ratują ofiary wypadków czy operują najcięższe przypadki żadnej pomocy psychologicznej. Muszą sobie sami radzić z traumami, wypaleniem i przemęczeniem.

– Chcemy skończyć studia i móc pracować w Polsce – zapewniali uczestnicy marszu. – Ale w godnych warunkach. Tymczasem toksyczność pracy w tym zawodzie w Polsce jest na poziomie zagrażającym życiu. I trudno się dziwić, że ludzie wyjeżdżają chcąc pracować w normalnych warunkach.

5 1 vote
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze