wrak fot. straż miejska

Poznań: Straż miejska walczy z wrakami

Są wszędzie: na bocznych ulicach, polnych drogach i niedostatecznie pilnowanych parkingach. Na wiosnę bardziej rzucają się w oczy i wtedy do walki z wrakami przystępuje straż miejska.

Zadanie nie jest łatwe, bo nie każdy wrak to… wrak. Że ma spuszczone powietrze z opon i nie jest zbyt czysty? To jeszcze nie dowodzi, że nie jest czyimś ukochanym autem, które właściciel po prostu chce mieć. I jeśli wszystkie opłaty są odprowadzane na czas, a on sam takim zdezelowanym pojazdem nie wybiera się nigdzie w trasę – ma prawo go mieć. A gdyby strażnicy miejscy takie auto mu odholowali – mógłby żądać za to odszkodowania.

Klasycznym przykładem jest samochód zaparkowany przez ponad rok przy skrzyżowaniu Stablewskiego i Głogowskiej. Miał dolnośląskie tablice rejestracyjne, spuszczone powietrze z kół i był mocno upstrzony ptasimi odchodami, ponieważ stał pod drzewem, zajmują niezwykle cenne w tej części miasta miejsce parkingowe.

Ale wcale nie był wrakiem. Jak się okazało, jego właściciel został wysłany na półroczną delegację ze swojej firmy – a pracował w Poznaniu, choć faktycznie pochodził z Dolnego Śląska. Zostawił więc tu auto i pojechał w świat. gdy wrócił po prawie roku, bop wyjazd się nieco przedłużył, zabrał samochód do mechanika, by znów go doprowadził do stanu używalności…

Kolejny przykład to historia ze środy. Strażnicy miejscy otrzymali informację. że na ulicy Za Cybinką stoi takie opuszczone auto. Patrol straży wybrał się na miejsce i mocno się zdziwił: samochód wcale nie wyglądał na wrak.
– Zadbany, bez żadnych zewnętrznych uszkodzeń, ale w ocenie mieszkańców nikt się nim nie interesował – wyjaśnia Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej w Poznaniu – Interweniujący strażnik rejonowy zwrócił uwagę na otwarte drzwi z prawej strony i postanowił sprawą zainteresować policję. Szybko okazało się, że samochód ten został skradziony w Komornikach. Sprawę prowadzi policja.

Jeszcze innym przypadkiem jest opuszczony parking przy parku Kasprowicza, od strony ulicy Reymonta. Od kilku lat zwożone są tam wraki, które powinny trafić na złomowisko, ale, jako że ich właściciel chcą zaoszczędzić kosztów wywozu, cichcem przywożą stary samochód właśnie na ten parking. Miejsce jest idealne: schowane wśród drzew, daleko od domów, nikt nie widzi, co się tam dzieje.

Parkingiem zarządzają Poznańskie Ośrodki Sportu i rekreacji – a właściwie nie zarządzają, bo formalnie parking jest zamknięty, jako że nie jest POSiR do niczego potrzebny. Nikt tego miejsca też nie pilnuje, więc z czasem nazbierało się tam, jak policzyli radni z osiedla Święty Łazarz, ponad 20 wraków.

Sytuacja wygląda tak, że co jakiś czas, gdy starych samochodów jest tam zbyt dużo, POSiR powiadamia straż miejską, ta przyjeżdża, stara się ustalić właścicieli aut, co w trwa, ale w ponad 80 proc. się udaje – i stara się ich zmusić do usunięcia swojej własności z parkingu. Wraki znikają, ale ponieważ parkingu nadal nikt nie pilnuje, za jakiś czas znów znów jest pełen wraków i straż miejska musi przyjeżdżać na interwencję. A wystarczyłoby chociażby wynająć ochronę parkingu albo go wydzierżawić – skoro w Poznaniu tak trudno o miejsca parkingowe, pewnie znalazłby się chętny, który b y parking na nowo uruchomił – i chętni, żeby na nim parkować.

Bo na razie teren, który mógłby być komuś przydatny, wygląda jak wielkie złomowisko i dodaje syzyfowej pracy tamtejszym strażnikom. Którzy w tym czasie mogliby się zająć czymś bardziej użytecznym.

Warto też pamiętać o kosztach takiego składowiska – bo jeśli strażnikom nie uda się ustalić właścicieli wraków, to wtedy są one wywożone na koszt podatników. Czyli nas wszystkich.

Lilia Łada, fot. SMMP

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze