Poznań: Straszliwy smród na dworcu głównym

dworzec PKP fot. L. Łada

Zjechanie lub wjechanie schodami ruchomymi na dworcu wymaga wyjątkowej odporności, jeśli chodzi o węch. Smród ludzkich odchodów unoszący się w tym miejscu potrafi dopiec nawet wytrzymałym. Czy tak powinien wyglądać dworzec?

Z czystością na Dworcu Głównym PKP w Poznaniu jest jak z ruchomymi schodami i czynnymi kasami: czasem są, a czasem nie. W przypadku czystości zdecydowanie częściej nie i teraz, gdy się zrobiło cieplej, to brak czystości w tym miejscu zdecydowanie rzuca się w… nos.  W kilku miejscach dworca, ale bezdyskusyjnie najgorzej jest na peronie pierwszym, przy schodach ruchomych.

Projekt

Bezpośrednim powodem jest fakt, że okolica schodów ruchomych została zaprojektowana dość nieszczęśliwie. Pod schodami jest nisza, którą dodatkowo od chodnika odgradza wysoki na około pół metra kwietnik i wiaty przystankowe. Idealne miejsce, by po zakrapianej imprezie i drzemce na przystankowej ławce podejść te dwa kroki pod schody ruchome i załatwić potrzebę fizjologiczną. Która potem śmierdzi ludziom jadącym schodami lub przechodzącym obok.

I co ciekawe, nie można w tym konkretnym przypadku zwalać winy na PKP – w 2008 roku, żeby wreszcie ustalić, co należy do kogo, wojewoda orzekł, że prawie cały plac przed dworcem należy do miasta. Gustowny kwietnik umożliwiający zrobienie z okolicy schodów ruchomych toalety to dzieło ZDM. Z kolei za przystanek autobusowy odpowiada ZTM. I to te jednostki powinny też dbać o utrzymywanie tych miejsc w należytym porządku.

W czasie gdy przed budynkiem starego dworca stali wolontariusze pomagający uchodźcom z Ukrainy, a wokół było sporo patroli policji i straży miejskiej – nie było jeszcze tak źle. Z powodów oczywistych osoby uważające, że zaplecze przystanków autobusowych to najlepsze miejsce do załatwiania potrzeb fizjologicznych trzymały się od tego miejsca na dystans. Ale teraz wolontariusze i uchodźcy są w budynku dworca, tam też zaglądają patrole policji i problem smrodu powrócił. Ze zdwojoną mocą ze względu na upał.

14 lat – i zero reakcji

Raczej nie można liczyć na to, że bezdomni i lubiący imprezować na dworcu nagle zmienią obyczaje i wyniosą się z tego miejsca – trzeba być realistą. Policjanci i strażnicy miejscy nie mogą być wszędzie. Dlatego prostym i stosowanym w wielu miejscach na świecie rozwiązaniem jest maksymalne utrudnienie korzystania z takich miejsc pijanym imprezowiczom. Są to rzeczy, które stosunkowo łatwo można przenieść – albo ogrodzić znajdującą się za nimi przestrzeń. Albo zrobić jeszcze coś, żeby uniemożliwić traktowanie tego zakątka jak publicznej toalety.

Tymczasem miasto nie robi nic od 14 lat. Czy to naprawdę za krótko, by znaleźć rozwiązanie? Zwłaszcza że to przecież nie jedyne takie miejsce. Równie chętnie bezdomni korzystają z arkad Mostu Dworcowego, przejścia pod mostem w stronę ulicy Towarowej i kilku innych miejsc, również należących do miasta. I przez 14 lat nikt nie wymyślił sposobu, żeby problem chociaż złagodzić.

Podziel się: