Poznań: Śmierć włamywacza. Czy to była obrona konieczna?

policja fot. Sławek Wąchała

Czy zaatakowanie włamywacza nożem i kijem bejsbolowym było obroną konieczną czy nie? Rodzina z Obozowej, która broniła się przed włamywaczem, jednak usłyszała zarzuty. Są nowe ustalenia w tej sprawie.

Przypomnijmy: do napaści doszło wieczorem 29 września na ulicy Obozowej. 29-letni Marcin U. postanowił się włamać do jednego z tamtejszych domów.

Ale dom nie był pusty i mieszkańcy, gdy usłyszeli brzęk tłuczonej szyby, wezwali policję i poszli sprawdzić, co się stało. Gdy zobaczyli włamywacza, doszło do bójki, a gdy włamywacz zaatakował nastoletniego chłopca, matka nastolatka wbiła mu nóż w plecy. Ranny uciekł, ale zmarł niedaleko domu. Policja i prokuratura była zdania, że doszło tu do obrony koniecznej, więc mieszkańcom domu nie grożą konsekwencje prawne.

Taką wersję wydarzeń podał Głos Wielkopolski, który jako pierwszy opisał tę historię. Jednak według ustaleń Radia Poznań wszystko wyglądało trochę inaczej. Przede wszystkim w domu były cztery osoby, a nie trzy, jak wstępnie podawano. Tak powiedział radiu Radosław Gorczyński, szef Prokuratury Rejonowej Poznań Grunwald.

Gdy doszło do bójki z włamywaczem, dwie osoby użyły niebezpiecznych narzędzi: kija bejsbolowego i noża. Ranny włamywacz uciekł, ale nie zmarł niedaleko domu, tylko w szpitalu, do którego trafił.

Ostatecznie prokuratura zdecydowała o postawieniu trojgu domownikom zarzutu udziału w bójce ze skutkiem śmiertelnym, a dwójce dodatkowo użycie niebezpiecznych narzędzi. Za takie przestępstwo możw grozić nawet 10 lat więzienia. Jednak zarzuty mogą się jeszcze zmienić, bo dochodzenie trwa – i trwa sprawdzanie wiarygodności rodziny orz tego, czy na pewno działali w obronie koniecznej. Na razie są poddani dozorowi policyjnemu.

Podziel się: