Jedzenie zamiast bomb - fundamentalizmu. Pikieta antyaborcyjna Fundacji Pro-Prawo do życia fot. Sławek Wąchała
Fundacja Pro – Prawo do Życia zorganizowała pikietę po jednej stronie Starego Marycha, a Strajk Kobiet, anarchiści i „Jedzenie zamiast bomb” – po drugiej. Tym razem nie było spokojnie.

Aktywiście „Jedzenia zamiast bomb” jesienią i zimą ustawiają się w niedziele o godzinie 16.00 przy Starym Marychu, rozdając jedzenie i ciepłą odzież potrzebującym, głównie bezdomnym. Już raz, przed wigilią, działacze fundacji Pro – Prawo do Życia zorganizowali swoją demonstrację w tym samym czasie, utrudniając działanie rozdawcom jedzenia i odstraszając chętnych.

Doszło wtedy do spięcia między obiema grupami – aktywiści „Jedzenia zamiast bomb” zarzucili obrońcom życia, że ta obrona interesuje ich tylko do momentu, gdy to życie przyjdzie na świat. A o wiele więcej dobrego zrobiliby pomagając tym, którzy już są na tym świecie i potrzebują pomocy. Choćby bezdomnym. Obrońcy życia nie reagowali odmawiając różaniec i puszczając nagrania z wypowiedziami papieża Jana Pawła II o aborcji.
– My pomagamy przeżyć właśnie tym, którzy są już na świecie. A oni są tak bardzo za życiem, że tym żyjącym nie dają w spokoju zjeść… – podsumowała wtedy jedna z aktywistek.

Tym razem aktywistom „Jedzenia zamiast bomb” towarzyszyli też działacze Strajku Kobiet i anarchiści, którzy przyszli z własnym nagłośnieniem, skutecznie zagłuszając modlitwy czytane przez Adriana Karwackiego, poznańskiego koordynatora fundacji Pro-Prawo do Życia. Nie brakowało też skandowanych haseł w rodzaju „myślę, czuję, decyduję”, „aborcja na żądanie” i „jedzenie zamiast bomb”, a pod adresem policjantów dzielących kordonem obie demonstracje „mamy prawo protestować” i „zdejmij mundur, przeproś matkę”.
– Kobiety mają prawo do wyboru, jak ma wyglądać ich życie – krzyczały aktywistki przez megafon. – Stop religijnemu fundamentalizmowi!

Demonstracja po drugiej stronie policyjnego kordonu była poświęcona rozpowszechnianiu nielegalnych pigułek aborcyjnych i była protestem przeciwko – jak możemy przeczytać w jej zapowiedzi – zabijaniu dzieci we własnych domach przez własne matki. Zdaniem działaczy fundacji w Polsce „matki zabijają własne dzieci używając środków poronnych i zależnie od tego, w jakim wieku jest dziecko, spuszczają zwłoki w toalecie albo wrzucają do worków na śmieci i wyrzucają do kontenerów albo zakopują w ziemi”.

Obie demonstracje licytowały się, która jest głośniejsza i bardziej aktywna – tu zdecydowanie wygrywali anarchiści i Strajk Kobiet, bo było ich zdecydowanie więcej i mieli lepszy sprzęt. Na każdą próbę pogłośnienia modlitwy odmawianej przez megafon reagowali włączeniem syren albo głośnej muzyki i skandowaniem haseł.

Wyglądało na to, że ta konfrontacja, jak kilka poprzednich, zakończy się na okrzykach i emisji głośnych nagrań z megafonów. Tym razem jednak było inaczej. Już po zakończeniu demonstracji, gdy jej uczestnicy zaczęli się rozchodzić, nieoczekiwanie doszło do zatrzymania jednego z jej uczestników – zwolenników aborcji. W ruch poszedł gaz łzawiący, na pomoc rzucili się inni protestujący krzycząc „policyjna prowokacja”. Czy była to policyjna prowokacja – trudno powiedzieć, ponieważ mężczyźni, którzy użyli gazu, byli ubrani po cywilnemu. To był ostatni mocny akcent tego wieczoru – tuż po nim policjanci odjechali z Półwiejskiej, a za nimi zwinęli swoje transparenty i odeszli działacze fundacji Pro-Prawo do Życia.